Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Źródło: Fakt

Szpital w Miastku upadł. Burmistrz wyjaśnia, co się stało

123 RF

Upadek szpitala w Miastku to nie tylko konieczność zwolnienia 181 osób z personelu. Konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze. A jakie? — Nawet dochodzenie prokuratorskie — mówi w rozmowie z „Faktem” burmistrz Jerzy Wójtowicz.

18 sierpnia burmistrz Miastka przekazał informację o tym, że złożył wniosek o ogłoszenie upadłości Szpitala Miejskiego w Miastku.

Mimo zapewnień z jego strony, że mieszkańcy nie pozostaną bez opieki medycznej, kwestia likwidacji placówki budzi ogromne emocje zarówno po stronie pacjentów, jak i pracowników medycznych. Zwolnieniem ma zostać objętych 181 osób.

Winne wysokie zarobki, ale nie tylko

Burmistrz Jerzy Wójtowicz w rozmowie z „Faktem” wskazuje, ile w szpitalu zarabiali lekarze. Jak podkreśla, stawki na różnych oddziałach były różne: od dwustu kilkudziesięciu do 400 zł za godzinę. Najwyższe na oddziale wewnętrznym, co w zależności od liczby przepracowanych godzin dawało kwotę do 150 tys. zł miesięcznie dla lekarza.

Zarządzający szpitalem w negocjacjach przy zatrudnieniu proponowali wynagrodzenie podobne jak w szpitalach ościennych – maksymalnie 300 zł za godzinę, ale – jak wyjaśnia burmistrz – za takie pieniądze nikt nie chciał przyjść.

Wójtowicz podkreśla, że szpitala na takie kwoty nie było stać, ale była ogromna presja społeczna, żeby był oddział wewnętrzny. Zaznacza przy tym, że otrzymywał informacje z lecznicy, że w ostatnim czasie koszty wynagrodzeń spadały. 

Jak tłumaczy, tak wysokie, kominowe płace zdarzały się dopiero w ostatnim roku.

Wina nie leży wyłącznie po stronie wynagrodzeń

Burmistrz zwraca uwagę, że obecna sytuacja miasteckiego szpitala nie jest jedynie winą pensji lekarzy. Jak mówi w rozmowie z „Faktem”, jest to efekt wielu składowych.

Przypomina, że wysokie wynagrodzenia nie dotyczą wyłącznie lekarzy. Wyjaśnia, że niektóre pielęgniarki zarabiały 27 tys. zł miesięcznie.

Wójtowicz zauważa również, że w lecznicy wykonywano zabiegi, które nie powinny być robione, zamawiano specjalistyczne części używane do operacji. Były być może niepotrzebne leasingi i zakupy. To wszystko generowało koszty.

Zaznacza przy tym, że jest podejrzenie, że ktoś miał z tego tytułu korzyści. Zapewnia również, że są dowody na to, że lekarze wykorzystywali publiczny sprzęt do celów prywatnych. 

To nie jest kwestia ostatniego roku

Sytuacja w placówce miała być zła od dłuższego czasu – przypominała sinusoidę. Wierzyciele występowali do sądu, do komornika a Miastko ponosiło z tego tytułu duże dodatkowe koszty, ponieważ prezesi lecznicy zwracali się do gminy o dodatkowe środki. 

– Rada zatwierdzała środki – te były przekazywane na jakiś czas. Sytuacja się poprawiała, a potem częściowo spłacano zobowiązania i zaciągano nowe u innych dostawców – przekazuje dzinnikowi „Fakt” burmistrz.

Dodaje przy tym, że do Rady Nadzorczej trafiały sprawozdania i w nich wszystko się zgadzało, tyle że potem były one zmieniane. Zarządzający tłumaczyli to koniecznymi poprawkami wynikającymi z faktu, że o czymś zapomniano lub czegoś nie zaznaczono.

Teraz – jak zapewnia – gromadzona jest dokumentacja dotycząca podejrzeń. To zajmie kilka, kilkanaście dni, a potem sprawa trafi do prokuratury.

Przeczytaj także: „Szpital w Miastku na skraju upadłości” i „Jest wniosek o ogłoszenie upadłości szpitala w Miastku”.

Menedzer Zdrowia twitter

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: Miastko szpital szpital w Miastku upadek burmistrz Jerzy Wójtowicz