Wyślij
Udostępnij:
 
 
Szumowski pod ścianą
Źródło: Krzysztof Bukiel/KL
Redaktor: Krystian Lurka |Data: 15.08.2018
 
 
- Dotychczasowe działania obecnego ministra zdrowia zapewnią – być może – spokój do wyborów samorządowych jesienią tego roku, ale do parlamentarnych za rok – już raczej nie. Rządzący mogą znaleźć się pod ścianą. Może w tym należy upatrywać nadziei na trwałe rozwiązanie problemu niesprawiedliwych płac w ochronie zdrowia - pisze Krzysztof Bukiel w felietonie dla "Menedżera Zdrowia".
Felieton Krzysztofa Bukiela:
- Politycy będący akurat przy władzy najbardziej boją się niepokoju społecznego. Może on bowiem zapowiadać spadek poparcia w sondażach i dalej – porażkę w najbliższych wyborach. Dlatego politycy rządzący robią wszystko, aby do niepokojów społecznych nie doszło, a politycy opozycyjni przeciwnie – chętnie wszelkie niepokoje wspierają, a niektóre z nich nawet sami inicjują lub próbują inicjować. W służbie zdrowia głównymi autorami niepokojów społecznych są jej pracownicy. Oni najlepiej ze wszystkich „interesariuszy” systemu są zorganizowani. Mają też uzasadniony powód do buntu, bo niewłaściwe warunki pracy i wynagradzania pracowników ochrony zdrowia są od lat jednym z głównych jej problemów.

Zdając sobie sprawę z konsekwencji niepokoju społecznego wśród pracowników służby zdrowia, kolejne rządy, włącznie z obecnym, starały się każdy taki przypadek pospiesznie neutralizować. W praktyce oznaczało to jakieś doraźne, niewielkie ustępstwa płacowe bez zasadniczych zmian w systemie. Aby sprawę załatwić szybko, podwyżki przyznawane były w postaci „znakowanych” środków płynących niezależnie od pieniędzy, jakie NFZ przekazywał świadczeniodawcom za wykonaną pracę. Tak wyglądała „podwyżka 203” z początku obecnego wieku, później 30-procentowa podwyżka z 2006 r., następnie „zembalowa” dla pielęgniarek i podobna dla ratowników. Najbardziej osobliwa jest ostatnia podwyżka dla lekarzy specjalistów: nie tylko płynie odrębnym strumieniem z budżetu państwa, ale dotyczy jedynie niektórych specjalistów i jej wysokość jest zróżnicowana w zależności od tego, ile dany lekarz zarabiał wcześniej. W ten sposób szpitale, które dotąd gorzej wynagradzały lekarzy, otrzymają „premię” od rządu, a pozostałe szpitale zostaną finansowo „ukarane”.

Ten sposób gaszenia pracowniczych niepokojów przyczynił się do kompletnego rozstrojenia finansowania publicznej ochrony zdrowia. Nie przyniósł też oczekiwanego spokoju. Przeciwnie – zwiększył niepokój, bo coraz więcej grup zawodowych uświadamia sobie, że bez gwałtownych działań nie ma podwyżek. Burzą się również dyrektorzy szpitali, widząc, jak zrywany jest związek między jakością zarządzania a wynikiem finansowym szpitala. Obawiają się, że podwyżki przyznane przez rządzących obciążą ostatecznie szpitalne budżety, które i bez tego są w deficycie. Niepokój mogą też zwiększyć największe centrale związkowe. Poczuły się one zagrożone przez związki poszczególnych zawodów medycznych – mniejsze i mniej wpływowe politycznie, ale silniejsze swoją faktyczną reprezentatywnością wśród pracowników, których skupiają. Centrale, nie mogąc pozostać na uboczu walki o poprawę sytuacji materialnej pracowników ochrony zdrowia, też zapowiedziały swoje akcje protestacyjne.

Jeżeli rządzący obawiają się niepokojów społecznych, to zawsze w kontekście zbliżających się wyborów. Dlatego przed wyborami związki mogą najwięcej ugrać. Tym razem kalendarz wyborczy ułożył się dla rządzących szczególnie niekorzystnie. Dotychczasowe działania obecnego ministra zdrowia zapewnią – być może – spokój do wyborów samorządowych jesienią tego roku, ale do parlamentarnych za rok – już raczej nie. Rządzący mogą znaleźć się pod ścianą. Może w tym należy upatrywać nadziei na trwałe rozwiązanie problemu niesprawiedliwych płac w ochronie zdrowia. Dlatego OZZL wezwał niedawno premiera do rozpoczęcia negocjacji w sprawie „umowy społecznej”, która – na wzór ponadzakładowego układu zbiorowego pracy – określiłaby trwałe i sprawiedliwe zasady zatrudnienia i wynagradzania pracowników publicznej ochrony zdrowia. Jej postanowienia musiałyby być uwzględniane przy ustalaniu cen (kwot refundacji) za poszczególne świadczenia zdrowotne. Dlatego stronami tej umowy powinny być także: NFZ i Rada Ministrów. Z podobnym co do zasady pomysłem rozwiązania problemu wystąpiła niedawno Solidarność i nieco później OPZZ. Podobno politycy podejmują rozsądne decyzje dopiero wtedy, gdy nie mają innego wyjścia. Miejmy nadzieję, że ta chwila – w odniesieniu do problemu wynagradzania pracowników publicznego lecznictwa – właśnie się zbliża.

Zachęcamy do polubienia profilu "Menedżera Zdrowia" na Facebooku: www.facebook.com/MenedzerZdrowia i obserwowania konta na Twitterze: www.twitter.com/MenedzerZdrowia.
 
© 2019 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe