Zakaz wjazdu do Polski dla nieszczepionych – pomysł dobry, ale jak to wyegzekwować?

Wyślij:
Udostępnij:
Redaktor: Bartłomiej Leśniewski
|
Źródło: Bartłomiej Leśniewski
W resorcie trwają prace nad projektem prawa, które zakazywałoby wjazdu do Polski nieszczepionym obywatelom państw trzecich.
Tyle, że jak go wyegzekwować? Gdybym był w Londynie, a władze angielskie poprosiłyby mnie o okazanie zaświadczenia, że zaszczepiłem się np. przeciw gruźlicy bezradnie rozłożyłbym ręce. Szczepiony byłem, jeszcze w szkole podstawowej. Tyle, że nawet nie prosiłem o wydanie mi odpowiedniego zaświadczenia. Fakt i owszem, ktoś odnotował. Odpowiednie zaświadczenie powędrowało do archiwum. Obowiązek jego przetrzymywania wynosił 20 lat, które dawno minęły. Więc zaświadczenia nie odtworzę. Przed podobnymi problemami staną organy państwa polskiego, weryfikujące szczepienia przybywających do nas cudzoziemców. Co na to eksperci?

Krzysztof Czerkas, członek Rady Naczelnej Polskiej Federacji Szpitali, ekspert Formedis Medical Management & Consulting w Poznaniu oraz wykładowca i ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku:
- Jeżeli w ministerstwie zdrowia faktycznie trwają prace nad projektem zakazującym wjazdu do Polski nieszczepionym obywatelom państw trzecich to nasuwa się pytanie, w jaki sposób to prawo miałoby być skonstruowane a następnie respektowane. Nie sądzę bowiem, aby obywatele wszystkich państw świata dysponowali zunifikowanymi dokumentami potwierdzającym wykonanie przez nich szczepień wymaganych na polskiej granicy i jednocześnie zrozumiałymi dla personelu Straży Granicznej. Wymagałoby to wcześniejszych międzynarodowych konsultacji i uzgodnień.

Myślę, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby tutaj zaadaptowanie formatu Międzynarodowej Książeczki Szczepień (International Certificate of Vaccination and Prophylaxis), w której przed wyjazdem do tropikalnych krajów polscy obywatele odnotowują przeprowadzone szczepienia zalecane przed podróżą. Szkopuł w tym, że w książeczce tej z reguły brak jest danych o szczepieniach standardowych, wykonywanych w okresie dzieciństwa, a jedynie są tam wpisane zalecane lub wymagane szczepienia mające chronić zdrowie rodaków w odległych egzotycznych krajach docelowych lub tranzytowych.

Mamy zatem do czynienia z sytuacją odwrotną do opisanej powyżej i ciekaw jestem, jak ten problem zamierza rozwiązać ministerstwo zdrowia.

Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego:
- To olbrzymi problem techniczny i chyba raczej nie ma mowy o tym byśmy mieli szanse na to, by weryfikować wszystkie szczepienia przybywających do nas cudzoziemców. Jeżeli władze innych krajów odpowiedziały retorsjami i żądały okazania od Polaków dokumentów zaświadczających szczepienia wg wskazań WHO ustać musiałby wszelki ruch graniczny, bo Polacy takich zaświadczeń nie mają. Trzeba zatem uszanować i to, że nie mają ich Ukraińcy, Włosi, Wietnamczycy czy Amerykanie.

Można jednak, i trzeba, śledzić sytuację epidemiologiczną w krajach, skąd przybywają do nas cudzoziemcy. Jak na przykład zachorowania na odrę na Ukrainie. I żądać zaświadczeń o szczepieniu na te wyselekcjonowane choroby, które są w konkretnych krajach największym zagrożeniem epidemiologicznym, podobnie jak konkretnych zaświadczeń żądają od polskich turystów np. władze Tajlandii. Nie ma zaświadczenia o szczepieniu w okresie dzieciństwa - jest obowiązek powtórnego szczepienia. Nie uda się w ten sposób wyeliminować wszelkich zagrożeń, ale uda się ograniczyć te najpoważniejsze.

Przeczytaj także: "10 tysięcy dawek szczepionek równa się 1 NOP. Najczęściej zupełnie niegroźny, na przykład zaczerwienienie" i "Jakub Szulc: Nie wszystko można powierzyć mądrości suwerena. Przykładem szczepienia".

Zachęcamy do polubienia profilu "Menedżera Zdrowia" na Facebooku: www.facebook.com/MenedzerZdrowia i obserwowania konta na Twitterze: www.twitter.com/MenedzerZdrowia.
 
© 2023 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.