Człowiek, a nie paszport
| Tagi: | Jerzy Ostrouch, Gorzów Wielkopolski, szpital, szpitale, Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wielkopolskim, lekarz, lekarze, lekarze obcokrajowcy |
– O fachowości nie decyduje narodowość, lecz indywidualne podejście do pracy – stwierdził Jerzy Ostrouch, prezes zarządu Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim, u którego zatrudnionych jest 80 lekarzy obcokrajowców, głównie ze Wschodu, ale także z Indii, Afryki czy Kuby.
Jerzy Ostrouch, prezes zarządu Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim (a także Menedżer Roku 2025 w Ochronie Zdrowia – placówki publiczne w konkursie Sukces Roku) rozmawiał z „Menedżerem Zdrowia” – w wywiadzie „Jesteśmy szpitalem europejskim” mówił między innymi o zatrudnianiu zagranicznych lekarzy. Pracuje u niego około 80 obcokrajowców [w podmiocie zatrudnionych ponad 2600 pracowników – red.]
Skąd taka decyzja?
– Jesteśmy szpitalem europejskim. W większości europejskich placówek pracują zespoły wielonarodowościowe – mówi w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia”.
– Lekarze z zagranicy dołączyli do nas już w czasie pandemii COVID-19, kiedy mieliśmy trudności z obsadzeniem pierwszej linii. Budując szpital jednoimienny, opieraliśmy się między innymi na medykach z zagranicy – głównie ze Wschodu, ale także z Indii, Afryki czy Kuby. O fachowości nie decyduje narodowość, lecz indywidualne podejście do pracy. Mamy zarówno entuzjastyczne opinie pacjentów o empatii i profesjonalizmie lekarzy z zagranicy, jak i sygnały krytyczne. Wszystkie traktujemy poważnie i wyciągamy konsekwencje. Nie widzę istotnych różnic w liczbie skarg na lekarzy polskich i obcokrajowców. Decyduje człowiek, nie paszport
Jak ordynatorzy oceniają lekarzy pracujących na podstawie tymczasowego prawa wykonywania zawodu?
– System kształcenia i realia pracy za naszą wschodnią granicą mają swoją specyfikę, dlatego konsekwentnie zachęcamy tych lekarzy do wejścia na „polską ścieżkę”. Początkowo nie wszyscy ordynatorzy byli entuzjastycznie nastawieni, jednak z czasem docenili zaangażowanie i chęć rozwoju tych pracowników. Dziękuję polskim zespołom za ogrom pracy włożonej we wdrożenie kolegów z Ukrainy i Białorusi w nasze standardy terapeutyczne. Dziś trudno wyobrazić sobie szpital bez tej kulturowej mieszanki. Zresztą ziemia lubuska od zawsze była miejscem spotkania różnych kultur – po wojnie wschodnie kresy Rzeczypospolitej symbolicznie znalazły się na zachodzie kraju. Nasz szpital jest tego naturalnym odzwierciedleniem – podsumowuje.
Przeczytaj także: „Nieznajomość języka szkodzi” i „To skandal, gdy Polaka leczy ktoś, kto nie zna języka”.

