Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka
Źródło: Academia

Ebola zabija co pół godziny

UNOCHA/Ramatoulaye Moussa Maz

W Demokratycznej Republice Konga potwierdzono już 4665 przypadków zakażenia wirusem Ebola i 2184 zgony. To najszybciej rozwijająca się epidemia tej choroby, jaką dotąd odnotowano. Służby medyczne nie nadążają ze śledzeniem kontaktów zakażonych, a patogen rozprzestrzenia się na kolejne regiony kraju.

W zaledwie 40 dni od wybuchu epidemii bilans zakażeń przekroczył tysiąc. Dla porównania – w 2018 roku osiągnięcie tego poziomu trwało 235 dni. Obecnie każdego dnia wykrywa się od 75 do 100 nowych przypadków. Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization – WHO) ostrzega, że przy utrzymaniu tego tempa obecny kryzys może okazać się bardziej tragiczny w skutkach niż epidemia w Afryce Zachodniej z lat 2014–2016, która pochłonęła ponad 11 tys. ludzkich żyć.

Najwięcej zachorowań odnotowano w prowincji Ituri przy granicy z Ugandą – z ponad 4,6 tys. wszystkich zgłoszonych incydentów aż 3,4 tys. przypada na ten obszar. Obecność wirusa stwierdzono jednak w pięciu kolejnych prowincjach, a nowe ogniska powstają coraz dalej od pierwotnego źródła zakażeń.

– Ebola wygrywa w Demokratycznej Republice Konga. Nie możemy pozwolić, żeby wirus był szybszy od nas – zaapelował Tom Fletcher, koordynator pomocy humanitarnej Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Służby tracą kontrolę nad transmisją

W opanowywaniu eboli kluczowe znaczenie ma natychmiastowe ustalenie listy osób, które miały styczność z chorym. Powinny one zostać niezwłocznie objęte nadzorem, by w razie wystąpienia objawów poddać je badaniom i izolacji. Aby skutecznie wygasić transmisję, służby muszą docierać do co najmniej 95 proc. narażonych. Tymczasem obecnie kontrolą udaje się objąć zaledwie około 80 proc. z nich. Wielu pacjentów trafia do rejestrów dopiero w zaawansowanym stadium choroby, a ponad 63 proc. zgonów następuje poza ośrodkami leczenia, co dowodzi, że duża część przypadków jest wykrywana ze znacznym opóźnieniem.

Rozmieszczenie potwierdzonych przypadków eboli we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga. Wielkość czerwonych punktów odpowiada liczbie zakażeń odnotowanych w poszczególnych miejscowościach.

Na wschodzie DRK sytuację sanitarną mocno komplikuje trwający konflikt zbrojny. Do niektórych miejscowości dostanie się jest niemal niemożliwe, nad częścią rejonów władze państwowe utraciły kontrolę, a same centra leczenia eboli stawały się celami ataków. Brakuje również diagnostycznych laboratoriów oraz środków ochrony indywidualnej, w wyniku czego dochodzi do zakażeń wśród personelu medycznego.

Wysokie ryzyko transmisji występuje także podczas uroczystości pogrzebowych, ze względu na tradycyjny, bezpośredni kontakt bliskich z ciałem zmarłego. Dlatego organizowanie bezpiecznych pochówków stanowi jeden z fundamentów zatrzymania epidemii.

Wirus zyskał kilka miesięcy przewagi

Rząd DRK oficjalnie ogłosił stan epidemii 15 maja, ale patogen mógł krążyć w populacji już od początku roku. Jedną z przyczyn opóźnienia diagnostycznego mogło być osłabienie kongijskiego systemu nadzoru epidemiologicznego po likwidacji amerykańskiej agencji pomocowej USAID na początku 2025 r.

Międzynarodowa odpowiedź finansowa również okazała się niewystarczająca. Na kompleksowe działania zwalczające ebolę w Afryce potrzeba 518 mln dolarów, tymczasem do połowy sierpnia zgromadzono zaledwie połowę tej kwoty.

Największy niepokój wywołuje scenariusz, w którym wirus przedostanie się do liczącej około 19 mln mieszkańców Kinszasy. Na początku sierpnia w porcie Maluku (ok. 65 km od stolicy) unieruchomiono statek po śmierci pasażera wykazującego objawy gorączki krwotocznej. Ponad 200 osób poddano kwarantannie i badaniom – na szczęście wyniki okazały się ujemne.

– Jeśli pojawi się podejrzenie zakażenia, służby epidemiologiczne oraz laboratorium INRB są w pełnej gotowości, by sprawnie przeprowadzić testy i wykluczyć lub potwierdzić ebolę. Gdyby choroba dotarła do Kinszasy, jesteśmy w stanie szybko zahamować jej ekspansję – zapewniał dr Jean-Jacques Muyembe, dyrektor generalny kongijskiego Narodowego Instytutu Badań Biomedycznych.

Pracownicy organizacji humanitarnych prowadzą działania informacyjne wśród mieszkańców Bunii w prowincji Ituri, by ograniczyć rozprzestrzenianie się eboli i przeciwdziałać pogłoskom na temat choroby. 

W stołecznym szpitalu Cinquantenaire przygotowano 20 łóżek przeznaczonych dla ewentualnych pacjentów z ebolą, a przeszkolenie przeszło ponad 120 pracowników medycznych z kilku placówek. Jednak w przypadku wybuchu ogniska w tak ogromnej aglomeracji zapotrzebowanie może wynieść kilka tysięcy miejsc.

– Dwadzieścia łóżek dla tej wielkości miasta to kropla w morzu, a pojedynczy szpital nie udźwignie takiego obciążenia. Do przyjmowania pacjentów powinno być gotowych co najmniej kilka jednostek – skomentował Carlos Mupili, przewodniczący Najwyższej Rady Społeczeństwa Obywatelskiego.

Problem z dostępnością szczepionek

Za obecną falę zachorowań odpowiada wirus Bundibugyo – rzadszy wariant eboli niż szczep Zaire, który wywołał większość poprzednich epidemii. Przeciwko wariantowi Bundibugyo nie ma dotąd zatwierdzonej szczepionki ani celowanej terapii lekowej. Dwa preparaty poświęcone temu szczepowi znajdują się dopiero w pierwszej fazie badań klinicznych.

W tej sytuacji WHO planuje zweryfikować skuteczność szczepionki Ervebo, opracowanej z myślą o wariancie Zaire. W badaniach z 2011 r. pojedyncza dawka tego preparatu uchroniła naczelne przed śmiercią po ekspozycji na gatunek Bundibugyo. Dalsze testy potwierdziły, że u zaszczepionych ludzi dochodzi do wytworzenia przeciwciał rozpoznających ten wariant, choć uzyskana odpowiedź immunologiczna jest słabsza.

– Wiemy, że Ervebo stymuluje układ odpornościowy do reakcji na wirusa Bundibugyo. Nie mamy jednak pewności, w jakim stopniu realnie chroni ludzi przed zachorowaniem – tłumaczył prof. Paul Hunter z University of East Anglia.

Nawet częściowa ochrona mogłaby odczuwalnie ograniczyć liczbę ciężkich przypadków i zgonów do czasu ukończenia prac nad dedykowaną szczepionką. Na ten moment najważniejszym orężem w walce z epidemią pozostają jednak sprawne wykrywanie zakażeń, szybka izolacja chorych oraz skrupulatne śledzenie kontaktów.

Tekst opublikowano na stronie internetowej Academii – portalu Polskiej Akademii Nauk.

Przeczytaj także: „Ebola – ryzyko gwałtownego wzrostu zakażeń”.

Więcej tekstów z cyklu „Czy za granicą leczą lepiej?” po kliknięciu w poniższy baner.

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: ebola Demokratyczna Republika Konga DRK epidemia WHO World Health Organization Światowa Organizacja Zdrowia ONZ ochrona zdrowia opieka zdrowotna zdrowie publiczne bezpieczeństwo zdrowotne wirusy choroby zakaźne gorączka krwotoczna zakażenia szczepionki Ervebo szczep Bundibugyo profilaktyka kwarantanna Kinszasa Ituri system ochrony zdrowia kryzys humanitarny Tom Fletcher Jean-Jacques Muyembe Carlos Mupili Paul Hunter