Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Piotr Misiorowski

Inspektorzy w szpitalach – nikogo w salach

Archiwum

– Gdyby umowy z lekarzami miały być zmienione na etaty, mogłoby się okazać, że wiele szpitali nie byłoby po prostu w stanie zapewnić ciągłości udzielania świadczeń zdrowotnych – komentuje prawnik Piotr Misiorowski.

  • 11 marca Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy – w nowych przepisach nadano instytucji uprawnienia do zmiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B na umowy o pracę
  • Co stanie się, gdy przepisy zaczną obowiązywać – i jak to zmieni nasze szpitalnictwo?
  • Jak to ma się do Krajowego Planu Odbudowy?
  • To w „Menedżerze Zdrowia” wyjaśnia prawnik Piotr Misiorowski z Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski

Dyrektorzy powinni śledzić legislację dotyczącą Państwowej Inspekcji Pracy z niepokojem. 11 marca Sejm uchwalił rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw (przygotowany w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej). 

Gdzie śledzić?

Co dzieje się z rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw?

To na bieżąco sprawdzić można na stronie internetowej: www.sejm.gov.pl/2250.

W nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy przewidziano, że inspektorzy będą posiadać uprawnienia do administracyjnego przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę.

Wprowadzono instytucję żółtej kartki dla pracodawcy, co w praktyce oznacza, że decyzja o zamianie formy zatrudnienia będzie mogła zapaść dopiero, gdy szef nie wywiąże się z polecenia inspektora nakazującego zawarcie z pracownikiem umowy o pracę – a to oznacza dla dyrektora szpitala dodatkowy czas. Poza tym pojawiła się możliwość wnioskowania do głównego inspektora pracy o indywidualną interpretację, czy w konkretnym przypadku zachodzi stosunek pracy. Projekt przewiduje również, że decyzja inspektora pracy wywołuje skutki na przyszłość – stosunek pracy powstaje dopiero od dnia jej wydania, co oznacza, że co do zasady nie obejmuje ona wcześniejszego okresu zatrudnienia. Ostatnia ważna zmiana dotyczy tego, że projekt przewiduje abolicję – pracodawcy dostaną sześć miesięcy na to, by dobrowolnie uporządkować współpracę z osobami, które zatrudniają. Jeśli to zrobią, unikną konsekwencji prawnych.

Akcja destabilizacja?

To istotne kwestie, co nie zmienia faktu, że jeśli doszłoby do zmasowanej akcji inspektorów w publicznych szpitalach, oznaczałoby to destabilizację publicznego systemu ochrony zdrowia.

Fakty przedstawiają się tak, że lwia część polskich lekarzy udziela świadczeń na podstawie umów kontraktowych, czyli de facto umów B2B, które w praktyce zawierają wiele elementów charakterystycznych dla stosunku pracy.

W art. 22 par. 1 Kodeksu pracy czytamy, że w przypadku etatu pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy, pod jego kierownictwem, w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem.

Nie ulega wątpliwości, że lekarze umawiają się z podmiotem leczniczym co do rodzaju świadczeń, które będą wykonywać, a świadczenia te udzielane są na rzecz podmiotu leczniczego, a nie na ich własny rachunek.

Zwierzchność?

Ależ oczywiście.

Lekarz nie jest autonomiczną jednostką, która robi co i jak chce, ale ma nad sobą ordynatora oddziału oraz zastępcę dyrektora ds lecznictwa, czyli jest włączony w strukturę szpitalną. Specjaliści pracują na podstawie grafiku, który najczęściej jest im z góry narzucany, oraz otrzymują wynagrodzenie.

Próby przekonywania, że lekarskie kontrakty nie są stosunkiem pracy, są skazane na porażkę. Radzę nie marnować na to energii. Oznacza to, że inspektorzy pracy w zasadzie nie mają innej opcji, jak wskazywać, iż umowy te należy przekształcić.

Implikacja problemów

Dyrektorzy szpitali, z którymi rozmawiam, podkreślają, że będzie to implikowało problemy, o których w ogóle się nie mówi. Przede wszystkim chodzi o pieniądze. Ponieważ braki kadrowe w systemie są faktem, specjaliści mają asa w rękawie i gdyby usłyszeli, że odtąd będą pracować na etat, mogą stwierdzić: „Netto chcę otrzymywać tyle samo, ile zarabiałem na kontrakcie”. W skali szpitala byłyby to potężne kwoty. A nawet gdyby się okazało, że mamy do czynienia z białym krukiem i dla lecznicy zwiększone wydatki nie są problemem, to zmiana umowy wciąż pozostanie problemem dla lekarzy, którzy w zdecydowanej większości mają prywatne praktyki, a zatem prowadzą działalność gospodarczą. Dziś wystawiają szpitalowi fakturę, co jest dla nich opłacalne. Ale etat? To oznaczałoby, że składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych płaciliby zarówno w ramach własnej firmy, jak i odprowadzałby je za nich podmiot publiczny. Mało kto jest takim rozwiązaniem zainteresowany.

W tej sytuacji istnieje realne ryzyko, że część – jak duża, trudno dziś wyrokować – specjalistów zrezygnowałaby z pracy w sektorze publicznym i całość swojej aktywności zawodowej skierowała do sektora komercyjnego. Podmioty udzielające świadczeń wyłącznie odpłatnie funkcjonują bowiem w innym modelu organizacyjnym niż placówki realizujące świadczenia finansowane ze środków publicznych – nie są związane wymogami raportowania do Narodowego Fundusz Zdrowia, wykazywania harmonogramów udzielania świadczeń ani zapewniania ciągłości ich udzielania wynikającymi z umów z płatnikiem publicznym. W praktyce oznacza to większą swobodę w organizacji pracy lekarzy, a tym samym rzadsze występowanie elementów charakterystycznych dla stosunku pracy w relacjach pomiędzy lekarzem a podmiotem leczniczym. W konsekwencji ryzyko odpływu części kadry z sektora publicznego do prywatnego należy uznać za realne.

„Na zakładkę”

Dla systemu oznaczałoby to poważne ryzyko destabilizacji. Już dziś wiele placówek funkcjonuje „na zakładkę” – zasoby kadrowe są minimalne i często ledwo wystarczają, by wywiązać się z umów zawartych z NFZ. W praktyce możliwość zapewnienia obsady bardzo często wynika z faktu, że znaczna część lekarzy pracuje na podstawie umów cywilnoprawnych, a więc nie podlega normom czasu pracy właściwym dla stosunku pracy. To właśnie ta większa elastyczność organizacyjna pozwala dziś wielu podmiotom utrzymać ciągłość udzielania świadczeń.

Gdyby doszło do zmasowanych kontroli, a umowy z lekarzami miały być zmienione na etaty, mogłoby się okazać, że wiele podmiotów nie byłoby w stanie zapewnić ciągłości udzielania świadczeń.

Nie mam pewności, czy rządzący zdają sobie sprawę z konsekwencji zmian prawnych. Pobudka, która nimi kieruje, jest oczywista – chodzi o spełnienie kamieni milowych w ramach Krajowego Planu Odbudowy, po to, by Polska otrzymała kolejne pieniądze z Unii Europejskiej. Gra idzie o ogromną stawkę, tyle że konsekwencje zmian w Państwowej Inspekcji Pracy dla publicznych szpitali i całego systemu również mogą być wielkie.

Nad systemem ochrony zdrowia musi zawisnąć swoisty parasol ochronny. Zamiast kija należałoby dać lekarzom marchewkę. Sprawić, by zatrudnienie na etat było dla nich opcją atrakcyjną. Pomysłów jest wiele, jak choćby wprowadzenie preferencyjnego opodatkowania. Projektowane zmiany w przepisach o Państwowej Inspekcji Pracy powinny być dla resortu zdrowia wystarczającym impulsem do pilnego przygotowania projektów legislacyjnych, które uchronią publiczny system przed paraliżem.

Dyrektorów podmiotów leczniczych zachęcam do uważnego śledzenia procesu legislacyjnego, by nie umknął im moment, gdy zmiany w inspekcji pracy zaczną obowiązywać.

Już nastał moment na ocenę zawartych umów kontraktowych i zastanowienie się, czy nie zawierają one cech stosunku pracy, a jeśli tak, to należałoby się poważnie zastanowić nad zastąpieniem ich umowami o pracę.

Dyrektorzy szpitali nie mają w tej sytuacji dużego pola manewru – mogą działać wyłącznie zgodnie z obowiązującym prawem. Jeżeli jednak projektowane przepisy wejdą w życie w obecnym kształcie, to ich skutki odczują nie tylko zarządzający placówkami, lecz także cały publiczny system ochrony zdrowia. Odpowiedzialność za ocenę tych konsekwencji i przygotowanie rozwiązań, które pozwolą uniknąć destabilizacji systemu, spoczywa przede wszystkim na rządzących.

Tekst Piotra Misiorowskiego, prawnika z Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski.

Jakie straty?

Administracyjne narzucenie etatów tej grupie zawodowej oznaczałoby objęcie jej sztywnymi normami czasu pracy wynikającymi z Kodeksu pracy, w tym limitami godzin nadliczbowych oraz obowiązkowym odpoczynkiem dobowym. Według Federacji Przedsiębiorców Polskich i Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych oznaczałoby to w praktyce ograniczenie możliwości pracy lekarzy w kilku placówkach jednocześnie, co przełożyłoby się na ubytek 54 mln roboczogodzin i zmniejszenie liczby świadczeń szpitalnych o 5 mln rocznie – informowaliśmy o tym w tekście „Lekarze na etaty – szpitale na straty”.

Przeczytaj także: „Gdzie się podziali lekarze ze Wschodu?”„Artur Mazur – następca ordynatora, który rocznie zarabiał 2,5 mln zł”„Normalnie, 316 079 zł w miesiąc”„Różnice w wynagrodzeniach to wina systemu”„Bardzo dobrze zarabiam, ale kosztem ciężkiej pracy”.

Menedzer Zdrowia facebook

Źródło:
Menedżer Zdrowia/Piotr Misiorowski, Sejm
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: Piotr Misiorowski Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej lekarz lekarze etat etaty kontakt kontrakty praca szpital szpitale