Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka

Kiedy znamię to czerniak?

Archiwum

– Znamiona same w sobie nie są niczym niepokojącym. Przeciętnie każdy z nas ma ich ok. 40, usuwanie wszystkich nie ma sensu, z wielu powodów. Dopiero wtedy, gdy z jakąś zmianą zaczyna się coś dziać – zmienia kolor, krwawi lub dzieje się z nią coś nietypowego, na przykład rośnie, ale dość gwałtownie, zauważalnie, zmienia swoją grubość lub kształt – trzeba pokazać ją specjaliście – mówi dermatolog dr Jarosław Czerniecki.    

Czy mamy obecnie coraz więcej zachorowań na czerniaka?

Nie. Ogólnie mamy więcej nowotworów, ale to dlatego, że są wykrywane na dużo wcześniejszym etapie. Dużo więcej się o nich mówi – na przykład w kontekście reklam, głównie preparatów na opalanie, co akurat w tym przypadku jest na plus, bo w przypadku tego nowotworu profilaktyka jest nie do przecenienia. Mówienie o zagrożeniu zachorowania na czerniaka przekłada się na jego wykrywanie, a to o tyle ważne, że wykryty na wczesnym etapie ma niemal 90 proc. wyleczalności, a nieleczony zazwyczaj w ciągu kilku lat kończy się śmiercią. To jeden z najbardziej agresywnych nowotworów – niezaopiekowany w ciągu kilku lat zazwyczaj rozwija odległe przerzuty.

Ze statystyk wynika, że w Polsce z powodu czerniaka umiera rocznie niemal 1,4 tys. osób, a liczby te wykazują tendencję wzrostową. Skoro tak skutecznie umiemy go leczyć, dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ objawy są niewielkie – poza zmieniającym się znamieniem, które łatwo przegapić, aż do przerzutów nie mamy żadnych innych objawów. Nie ma dolegliwości gastrycznych, trudności w oddychaniu czy krwioplucia. Czasami to niewielka kropka, na przykład gdzieś plecach, gdzie sami nie jesteśmy w stanie jej zauważyć.

Naprawdę tak groźny nowotwór nie daje żadnych objawów? Nic nie czujemy, gdy rozwija się w nas śmiertelnie groźna choroba?

Na początku zupełnie nic – poza tym znamieniem. Czasem taka zmiana może nas swędzieć. Krwawienie to już objaw zaawansowania choroby. Dlatego aż 20 proc. czerniaków to przypadkowe znaleziska przy rutynowej kontroli.

Co wobec tego powinno nas zaniepokoić? Trudno przecież latać z każdą nową kropką do lekarza. A może właśnie powinniśmy?

Dobre pytanie, biorąc pod uwagę, że czerniak powstaje tylko w 30–40 proc. znamion.

Nie załatwimy więc sprawy, usuwając wszystkie znamiona?

Niestety nie. Wyjaśnijmy może: znamiona same w sobie nie są niczym niepokojącym. Dopiero wtedy, gdy z jakąś zmianą zaczyna coś się dziać – zmienia kolor, krwawi lub dzieje się z nią coś nietypowego, na przykład rośnie, ale dość gwałtownie, zauważalnie. Gdy zmienia swoją grubość, np. coś było płaskie, a zaczyna być wypukłe. Coś było regularne, a zaczyna zmieniać kształt, wypuszczać wąsy.

To czerniak?

Niekoniecznie. Nie zapominajmy, że czerniak to tylko jeden z nowotworów. Mamy jeszcze raki skóry, również przebiegające bardzo dyskretnie. O ile czerniak jest bardzo złośliwy i niebezpieczny, o tyle rak skóry jest, pomimo swojej nazwy, najłagodniejszym nowotworem złośliwym.

Co to znaczy?

Ekstremalnie rzadki daje przerzuty. Do tego stopnia, że po usunięciu ogniska nie szuka się przerzutu, nie bada się węzłów i narządów wewnętrznych, nie leczy się go systemowo. Usunięcie wystarczy.

Można się nim nie przejmować?

Nie w takim sensie, by w ogóle się nim nie zająć, ponieważ miejscowo jednak jest złośliwy i niszczy skórę: zmienia się w rany, daje owrzodzenie. Do tego stopnia, że może uszkodzić twarz, powieki, gałkę oka, nawet kość. Taki rak rośnie sobie „spokojnie” przez lata, a potem gwałtownie przyspiesza i zaczyna po prostu niszczyć skórę na boki i w głąb.

Każde nowa zmiana, która szybko rośnie i zmienia swój wygląd, wymaga, by się nim zająć. Także każda, nawet mała ranka, która nie goi się samoistnie przez mniej więcej dwa miesiące – to okres, w którym każde uszkodzenie skóry powinno się zagoić. Jeżeli się odnawia, strupek ciągle odpada, jest wilgotny, leciutko krwawi – to wymaga wizyty u specjalisty.

Czy kolor znamienia ma znaczenie?

Owszem, ale najczęściej ludzkie oko nie jest w stanie tego wychwycić. Kolory znamion mogą być różne: czarne, niebieskie, wielokolorowe i każdy wskazuje na co innego. Np. tzw. znamię błękitne to zazwyczaj łagodna zmiana skórna, charakteryzująca się sinawo-niebieskim lub czarno-niebieskim kolorem, często przypominająca twardy guzek. Pojawia się w wyniku skupiska melanocytów w głębszych warstwach skóry. Najczęściej występuje u dzieci, młodzieży i młodych dorosłych. Mimo rzadkiego zezłośliwienia wymaga monitorowania.

Czerwone punkty na skórze to najczęściej małe grudki naczyniowe powstające z rosnących naczyń krwionośnych, są niegroźne.

Są też zmiany zupełnie bezbarwne. Choć często łagodne, mogą imitować czerniaka bezbarwnikowego, który, choć rzadki, jest bardzo agresywny i podstępny. Ze względu na brak charakterystycznego zabarwienia często jest diagnozowany zbyt późno, co zwiększa ryzyko przerzutów.

Natomiast stwierdzenie, że im ciemniejsze znamię, tym gorzej, nie jest prawdziwe. Często znamiona z dużą zawartością barwnika okazują się łagodne.

Także kolory są pewną wskazówką, ale raczej dla lekarza. Ważniejsze jest to, co się dzieje dookoła: jeśli to jedno znamię jest zupełnie inne i – znowu do tego wracam – zaczyna się zmieniać – to jest niepokojące. Zwykle jest tak, że zmienia się tylko jego część: pojawia się na nim kropka, guzek, zaczyna uporczywie swędzieć. Niepokojący jest też stan zapalny dookoła znamienia – nagle pojawiające się odbarwienie albo zaczerwienienie. Absolutnie konieczny jest dermatolog, który oceni, czy to zwykłe podrażnienie, czy coś, co wymaga pogłębionej diagnostyki.

Wiele osób chciałoby jednak usunąć wszystkie zmiany, które „źle wyglądają”. Pan to odradza?

Przeciętnie człowiek rasy białej ma ok. 40 znamion, oczywiście niektórzy znacznie więcej, niektórzy mniej. Usuwanie ich wszystkich nie ma sensu, z wielu powodów.

Pojawianie się znamion jest zupełnie normalnym procesem i w 99 proc. nic nie znaczy. A musimy też wziąć pod uwagę, że usuwanie ich wszystkich szybko sprawiłoby, że system tego nie wytrzyma, zresztą nie tylko nasz, ale każdy. A wtedy pacjenci, którzy faktycznie potrzebują pomocy, nie dostaną jej.

Kiedyś przyszła do mnie zapłakana pani z informacją, że ma do usunięcia 25 znamion. Po weryfikacji okazało się, że tak naprawdę usunąć trzeba było jedną, resztę można było po prostu obserwować. Wprawny dermatolog umie to odróżnić. Dzięki dobrej diagnostyce ta osoba uniknęła, jak by nie było, inwazyjnych zabiegów i większego stresu.

Co jeszcze poza widocznymi objawami powinno nas skłonić do większej uważności?

Przeszłość pacjenta w kontekście jego korzystania ze słońca. Nowotwór to mutacja komórek skóry, które wytwarzają więcej barwnika, słońce to element spustowy, który wyzwala reakcję w takich komórkach. Im jaśniejsza karnacja skóry, tym mniejsza ochrona i tym łatwiej skóra ulega poparzeniom. A to właśnie one, a nie samo opalanie jest tak szkodliwe. Oczywiście, to nie tak, że jak ktoś opala się na brązowo, to na pewno nie będzie miał czerniaka, ale osoby o jasnej karnacji skóry powinny badać się częściej.

Muszę jeszcze wrócić do oparzeń słonecznych, szczególnie tych z dzieciństwa. One są niezwykle groźne, bezwzględnie należy ich unikać, potrafią dać o sobie znać w dorosłym życiu, po 30–40 latach.

No i genetyka – odpowiada za 10–15 proc. przypadków.

Czy jeśli ktoś ma dużo znamion, to znaczy, że ma większe predyspozycje do zachorowania na czerniaka?

Warto najpierw uściślić, że nie wszystkie zmiany na skórze są znamionami – drobne przebarwienia, piegi, zaburzenia barwnikowe – to nie są znamiona.

Musimy wyróżnić dwa przypadki. Pierwszy to tzw. znamię dysplastyczne, czyli atypowa zmiana skórna, która różni się wyglądem od typowych pieprzyków. Często jest większe niż 5 mm, ma nieregularne brzegi i niejednolity kolor. Choć zazwyczaj w momencie badania jest łagodne, może przekształcić się w czerniaka, wymaga obserwacji lub usunięcia.

Drugi to zmiany o typie tzw. brzydkiego kaczątka [ang. ugly duckling sign – red.], czyli znamię, które wyróżnia się wyglądem na tle pozostałych. W przeciwieństwie do baśniowego kaczątka w dermatologii taka „odmienność” jest sygnałem ostrzegawczym wymagającym konsultacji lekarskiej.

Gdy ktoś ma jedno, pojedyncze znamię, wyjątkowo duże – zazwyczaj stanowi ono większe zagrożenie i należy je usunąć. Czyli wbrew pozorom, więcej wcale nie oznacza gorzej.

Nie chcemy wyjść na przewrażliwionych, ale mamy dużo znamion i nie potrafimy sami ocenić, co jest niepokojące. Co robić?

Oczywiście wybrać się do lekarza – to zawsze lepsze niż przegapienie czegoś niebezpiecznego. Ale nie trzeba od razu robić zaawansowanych badań, ani tym bardziej biec od razu do chirurga. Wystarczy, by spojrzał na nas lekarz, który ma doświadczenie i będzie umiał odsiać te zmiany, na które można nie zwracać uwagi, a wyłuskać te, które wymagają jeśli nie interwencji, to obserwacji. Może się zresztą okazać, że interwencja nigdy nie będzie potrzebna, ale może być i tak, że początkowo niegroźna zmiana rozwija kolejne etapy dysplazji.

Robi się groźnie...

Trochę tak, ale choć duży stopień dysplazji to już krok przed nowotworem, to wcale nie jest pewne, że się on rozwinie. W przypadku licznych znamion trzeba je obserwować. Coraz częstsze, bo mamy teraz dostęp do bardzo zaawansowanej diagnostyki, co oznacza, że wykrywamy zmiany na coraz wcześniejszych etapach. Ważna jest ocena zagrożenia i usuwanie znamion, które są potencjalnie ryzykowne, jak najszybciej. Do tego potrzebny jest dobry sprzęt, bo np. czerniaki na początkowym etapie bywają bardzo niecharakterystyczne. I od razu zaznaczę – nie trzeba od razu biec do onkologa. Dermatolog ocenia, weryfikuje, nazywa, z czym mamy do czynienia, onkolog leczy – gdy coś wymaga leczenia. Dzięki temu unikniemy niepotrzebnych zabiegów i leczenia.

Dodam, że wybierając się na wizytę do dermatologa, warto, jeśli mamy, zabrać ze sobą na wizytę badanie histopatologiczne z wyciętych znamion, ponieważ na ich podstawie łatwiej ocenić pozostałe zmiany. Jeśli dermatolog zauważy podobne, łatwiej będzie podjąć decyzję, czy należy usuwać kolejne, czy nie ma takiej potrzeby.

Dlaczego zatem konieczne jest skierowanie do dermatologa? Może jednak powinniśmy mieć do tych specjalistów szeroki dostęp?

Niekoniecznie, bo system tego nie wytrzyma. Musi być jakaś wstępna selekcja, zanim wyślemy kogoś na badanie.

O ekspercie

Dr Jarosław Czerniecki to dermatolog i wenerolog z ponad 30-letnim doświadczeniem, specjalizujący się w diagnostyce onkologicznej skóry oraz wideodermatoskopii. Jest ekspertem w zakresie nowoczesnych metod obrazowania zmian skórnych, które pozwalają na ich precyzyjną ocenę i wczesne wykrywanie nowotworów skóry. To absolwent Gdańskiej Akademii Medycznej. W codziennej praktyce łączy wiedzę kliniczną z zaawansowaną technologią diagnostyczną. Miesięcznie wykonuje do 600 badań wideodermatoskopowych, co czyni go jednym z najbardziej doświadczonych specjalistów w tej dziedzinie. Dzięki dużej liczbie przeprowadzonych analiz trafnie identyfikuje zmiany wymagające dalszej diagnostyki oraz ocenia ich ryzyko nowotworowe. Realizuje liczne skierowania z Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie.

Menedzer Zdrowia facebook

Źródło:
PAP
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Wywiady Aktualności
Tagi: Jarosław Czerniecki czerniak znamię znamiona dermatologia nowotwory nowotwory skóry