Podatek zdrowotny filarem finansowania ochrony zdrowia
– Pomimo tego, że z formalno-prawnego punktu widzenia w dalszym ciągu mamy do czynienia ze składką, de facto quasi podatek zdrowotny już jest, biorąc pod uwagę sposób wydatkowania tych środków – podkreśla prof. Sebastian Sikorski.
- W Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie zaprezentowano nowy model finansowania ochrony zdrowia w Polsce
- Jego autorzy podkreślają, że proponowany model ma nie tylko zwiększyć finansowanie ochrony zdrowia, ale również uczynić system bardziej sprawiedliwym
- Najważniejszym elementem reformy jest przekształcenie obecnej składki zdrowotnej w podatek zdrowotny, naliczany według zasad zbliżonych do podatku PIT
- Proponowany model ma nie tylko zwiększyć finansowanie ochrony zdrowia, ale również uczynić system bardziej sprawiedliwym
- Co więcej, pozwoli zwiększyć publiczne wydatki na ochronę zdrowia do 9 proc. PKB w perspektywie około pięciu lat
W Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie zaprezentowano raport „Solidarność, która się opłaca. Nowy model finansowania ochrony zdrowia w Polsce”. Dokument przygotowany przez Zespół Studiów Strategicznych jest efektem trzech lat pracy ekspertów oraz konsultacji z przedstawicielami administracji publicznej, środowisk medycznych i ekonomistami.
Autorzy raportu wskazują, że obecny system finansowania ochrony zdrowia, oparty głównie na składce zdrowotnej, staje się coraz mniej wydolny. Powodem są rosnące koszty leczenia, starzenie się społeczeństwa oraz zmiany na rynku pracy, związane z automatyzacją i rozwojem sztucznej inteligencji.
W raporcie pojawia się również pojęcie „egoizmu strukturalnego”, opisujące sytuację, w której poszczególne grupy społeczne oczekują wysokiej jakości publicznej opieki zdrowotnej, jednocześnie dążąc do ograniczenia własnych obciążeń finansowych.
Eksperci podkreślają, że zdrowie należy traktować jako inwestycję, a nie wyłącznie koszt budżetowy. Sprawnie działający system ochrony zdrowia przekłada się bowiem na lepszą jakość życia obywateli, wyższą produktywność pracowników i większe bezpieczeństwo państwa.
Eksperci wskazują trzy filary finansowania służby zdrowia:
Filar pierwszy: 12-procentowy podatek zdrowotny
Najważniejszym elementem reformy jest przekształcenie obecnej składki zdrowotnej w podatek zdrowotny, naliczany według zasad zbliżonych do podatku PIT.
Nowe rozwiązanie zakłada: jednolitą podstawę opodatkowania dla PIT i podatku zdrowotnego; zastosowanie kwoty wolnej od podatku; objęcie podatkiem wszystkich rodzajów dochodów, niezależnie od ich źródła; rozszerzenie obowiązku na przedsiębiorców, osoby osiągające dochody z najmu oraz spółki kapitałowe.
Według autorów raportu, takie rozwiązanie uprości system, ograniczy arbitraż podatkowy i zmniejszy obciążenia dla około 90 proc. pracujących Polaków. Ciężar finansowania ma zostać przesunięty z pracy na kapitał, co – ich zdaniem – pobudzi konsumpcję i wzrost gospodarczy.
Filar drugi: podatek od wysoko przetworzonej żywności
Drugim źródłem finansowania miałby być podatek nakładany na najbardziej przetworzoną i niezdrową żywność.
Eksperci argumentują, że takie rozwiązanie ograniczy spożycie produktów sprzyjających otyłości, poprawi zdrowie społeczeństwa, zmniejszy przyszłe koszty leczenia, zapewni dodatkowe dochody dla systemu ochrony zdrowia.
Podobnie jak opłata cukrowa, nowy podatek miałby jednocześnie pełnić funkcję fiskalną i prozdrowotną.
Filar trzeci: przekazanie akcyzy do NFZ
Trzecim filarem jest skierowanie do Narodowego Funduszu Zdrowia wpływów z akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe. Autorzy raportu proponują, aby zdecydowana większość tych środków trafiała bezpośrednio do systemu ochrony zdrowia, przy pozostawieniu części wpływów w budżecie państwa na pokrycie innych kosztów społecznych.
Z wyliczeń przedstawionych w raporcie wynika, że wdrożenie tych trzech filarów pozwoliłoby zwiększyć publiczne wydatki na ochronę zdrowia do 9 proc. PKB w perspektywie około pięciu lat. Oznaczałoby to osiągnięcie poziomu zbliżonego do średniej krajów OECD i znaczące ograniczenie problemu chronicznego niedofinansowania systemu.
Autorzy
raportu podkreślają, że proponowany model ma nie tylko zwiększyć finansowanie
ochrony zdrowia, ale również uczynić system bardziej sprawiedliwym. Najmniej
zarabiający mają płacić mniej dzięki kwocie wolnej, a większy udział w
finansowaniu mają przejąć podmioty osiągające wyższe dochody.
De facto mamy już podatek zdrowotny
– Czy mamy już w tej chwili podatek zdrowotny, czy jeszcze składkę? – zastanawia się prof. ucz. dr hab. Sebastian Sikorski, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – De facto mamy już podatek zdrowotny. Zwróćmy uwagę, z jakim systemem ochrony zdrowia mamy do czynienia po roku 1989. Ten krótki okres, w którym mieliśmy kasy chorych, lata 1999-2003, to był tzw. system ubezpieczeniowy w czystej postaci, przynajmniej miał taki być. W postaci m.in. konkurujących ze sobą kas chorych, których było kilkanaście, czyli w liczbie niewystarczającej i właśnie ze składką zdrowotną. To był początek tego systemu – analizuje.
I dodaje, że po roku 2004 mamy de facto przebudowany system, czyli Narodowy Fundusz Zdrowia, który nie pełni takiej roli, jaką miały pełnić kasy chorych. NFZ ma z założenia zawierać umowy o świadczenia zdrowotne, finansowane ze środków publicznych i odpowiednio kontrolować prawidłowość wykonywania tych świadczeń.
– Innymi słowy możemy powiedzieć, że od roku 2004 do dziś mamy system, który wykazuje więcej cech budżetowych niż ubezpieczeniowych. Bo gdybyśmy mieli wskazać elementy ubezpieczeniowe, to w sensie formalnym jest to składka na ubezpieczenie zdrowotne. Z czego to wynika? Mamy odrębną regulację prawną – analizuje prof. Sebastian Sikorski.
I dodaje, że drugim aspektem jest to, że w przypadku składek na ubezpieczenie zdrowotne, w zamian za opłaty składek mamy pewne świadczenia. W przypadku podatku takiej zależności nie ma.
– Ale jeżeli spojrzymy szerzej i przeanalizujemy, w jaki sposób składka jest pobierana, w jaki sposób jest wydatkowana i jakie są cele realizowania tej składki, to mamy do czynienia z parapodatkiem, quasi podatkiem. Funkcjonuje też określenie „składka”, czyli kombinacji składek i podatku. Innymi słowy, pomimo tego, że z formalno-prawnego punktu widzenia w dalszym ciągu mamy do czynienia ze składką, de facto quasi podatek zdrowotny już jest, biorąc pod uwagę sposób wydatkowania tych środków – podkreśla prof. Sebastian Sikorski.
Mamy erozję bazy składkowej
Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, prezes Spółdzielni PLZ jest zdania, że długofalowe trendy sprawiają, że mamy erozję bazy składkowej. Z coraz mniejszej puli próbujemy zebrać pieniądze, aby sfinansować system ochrony zdrowia.
– Na początku dyskusji o tym, czy próbować zachować charakter składki czy pójść w kierunku podatku, często słyszeliśmy, że jednak składka zdrowotna ma znaczenie, bo nie wpada do ogólnego budżetu – przypomina.
– Abstrahuję tu od dyskusji, że podatek też może być celowy, chodzi o to, że składka ma cechy, które zaczęły ulegać zmianom, np. że składkę można odliczyć od podatku PIT. Ale jak wiemy, po reformach Polskiego Ładu, to już nie jest prawda zawsze i wszędzie. Są grupy przedsiębiorców, które płacą tę składkę, jak gdyby był to podatek. Konstytucjonaliści wprost mówią, że to już jest parapodatek – dodaje.
– To fundamentalna rozbieżność pomiędzy tym, gdzie są koszty i gdzie jest dociążenie, a kto i na co wydaje później te pieniądze, nie oglądając się na to, że te koszty skądś trzeba pokryć, to też jest temat, który należy zaadresować – wskazuje Jan Oleszczuk-Zygmuntowski.
Podatek zdrowotny jako narzędzie walki z egoizmem społecznym
Dr Michał Zabdyr-Jamróz, Instytut Zdrowia Publicznego, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że podatek zdrowotny powinniśmy rozumieć jako narzędzie walki z egoizmem społecznym.
– Wyobraźmy sobie go jako podatek Pigou, to znaczy podatek od zysków, które potem mogą wspierać i kompensować koszty zdrowotne, które mogłyby się pojawić – podkreśla Michał Zabdyr-Jamróz.
W jego ocenie podatek ten powinien być skonstruowany nie tak jak teraz jest zbudowana składka.
– Jeżeli rośnie bezrobocie, rosną problemy zdrowotne. Aktualnie skonstruowana składka powoduje, że z tego powodu mniejsze są wpływy do budżetu NFZ. Podatek zdrowotny powinniśmy skonstruować tak, że kiedy rosną problemy zdrowotne, rosną wpływy – dodaje.
Michał Zabdyr-Jamróz jest zdania, że problem aktualnej składki zdrowotnej jest taki, iż prowokuje ona egoizmy strukturalne; optymalizacje podatkowe, unikanie etatów, a więc generalnie obchodzenie regulacji prawa pracy po to, by maksymalizować dochód rozporządzalny.
W tym kontekście podatek zdrowotny miałby na celu uproszczenie tego wszystkiego w taki sposób, by nie budować bodźców w systemie podatkowym, które zniechęcają do umowy o pracę.
–Gdyby tę daninę udało się skonstruować dobrze, powinna być opodatkowaniem takich aktywności, które – jak wiemy z badań naukowych – mogą szkodzić zdrowiu. Mówimy tu nie tylko o tradycyjnych grzechach, czyli podatku cukrowym, akcyzie na alkohol itd., ale również od pewnego rodzaju aktywnościach gospodarczych, które zwiększają nierówności zdrowotne, wypychają ludzi na niestabilne formy zatrudnienia – zaznacza Michał Zabdyr-Jamróz.
I dodaje, że idea jest taka, by po pierwsze opodatkowanie stało się wreszcie sprawiedliwe, proste, progresywne w taki sposób, że sprawiedliwe fiskalnie, przejrzyste i jednocześnie stanowiące swego rodzaju mechanizm, który zwiększa wpływy podatkowe na system zdrowotny, gdy rosną ryzyka działalności gospodarczej i dochodowej, która ma negatywne koszty dla zdrowia.
– Clou sprawy w tym kontekście jest takie, że powinniśmy zmienić myślenie o systemie zdrowotnym i jego finansowaniu, bardziej bazować na nowszych rozumieniach danin publicznych. One są daninami, ale jednocześnie mogą być mechanizmem akcyzowym tak skonstruowanym, że skaluje się adekwatnie do ryzyk zdrowotnych, które mogą się pojawić – podsumowuje.
Przeczytaj także: „Podatek od grzechu nie wystarczy”, „Nowy podatek – chodzi o wkłady do e-papierosów”, „Lewica chce likwidacji składki zdrowotnej – proponuje nowy podatek”

