Trudna rekrutacja na medycynę. Absolwenci walczą o miejsca na 39 uczelniach
Temperatura wokół tegorocznej rekrutacji na medycynę i inne kierunki medyczne nie spada. Kolejne statystyki pokazują, jak duże jest nimi zainteresowanie wśród absolwentów.
Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, o miejsce na medycynie na
Gdańskim Uniwersytecie Medycznym walczy średnio 16,9 osób, w Lublinie – 14,5, a
w Białymstoku – ponad 23.
Te rekordy nie wynikają wyłącznie z popularności kierunku. O miejsca na uczelniach rywalizują liczniejsze niż dotąd roczniki maturzystów. W 2025 r. maturę zdawało 256 tys. osób; w tym roku – prawie 345 tys. uczniów. To skutek tzw. reformy sześciolatków, którą próbował wprowadzić rząd Donalda Tuska za czasów koalicji PO-PSL.
Miejsc na 39 uczelniach medycznych jest niemal tyle, ile
było w ub.r. – resort zdrowia, który ustala limity przyjęć, zwiększył ich
liczbę na kierunku lekarskim o 2 proc., a na lekarsko-dentystycznym o 4,4 proc.
Przybywa też miejsc na uczelniach niemedycznych, które rekrutują na kierunek
lekarski. Placówki takie, jak akademia nauk stosowanych w Nowym Targu i Nowym
Sączu, filia Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Pile czy Politechnika Wrocławska, oferują od 30 do 60 miejsc.
Ministerstwo Zdrowia, zapytane przez dziennik o to, czy przy
ustalaniu limitów brało pod uwagę większą liczbę kandydatów, przesłało
odpowiedź, z której wynikało, że takie są możliwości dydaktyczne uczelni, jak również, że nie ma potrzeby kształcenia większej liczby lekarzy.
Jakub Kosikowski z Naczelnej Izby Lekarskiej przyznaje w rozmowie z „GW”, że tradycyjne uczelnie medyczne nie są w stanie pomieścić więcej studentów. Wąskie gardło stanowią tu zajęcia w prosektorium oraz praktyki w szpitalach klinicznych. Jak dodał, przyjęcie większej liczby studentów na studiach stacjonarnych musiałoby się odbyć kosztem limitów na studiach płatnych w językach obcych, a to głównie z nich utrzymują się te placówki.
Przeczytaj także: „WUM – pierwsze wyniki rekrutacji”.

