Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij

Czy choroby przewlekłe leczymy optymalnie? ►

Jakub Gierczyński, Grażyna Rydzewska, Jarosław Reguła, Dominika Janiszewska-Kajka, Adam Witkowski, Aleksander Prejbisz i Tadeusz Zielonka

Jednym z większych wyzwań opieki zdrowotnej w Polsce są choroby przewlekłe. Ich leczenie, rozłożone na lata, stanowi dla państwa spore obciążenie. Podczas konferencji Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026 eksperci apelowali nie tylko o większy dostęp do nowoczesnych zabiegów czy terapii, lecz także o zmiany systemowe. Ich zdaniem są one konieczne i przyniosą poprawę rokowania pacjentów oraz oszczędności dla systemu ochrony zdrowia.

W sesji „Choroby przewlekłe. Wyzwania i priorytety” uczestniczyli:

  • Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia,
  • prof. dr hab. n. med. Aleksander Prejbisz z Centrum Prewencji i Epidemiologii Chorób Układu Krążenia Narodowego Instytutu Kardiologii Stefana Kardynała Wyszyńskiego – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie,
  • prof. dr hab. n. med. Jarosław Reguła, konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie,
  • prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska z Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych Państwowego Instytutu Medycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, prezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologicznego,
  • prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski z Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej w Narodowym Instytucie Kardiologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie,
  • prof. dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Panel moderował Jakub Gierczyński, ekspert rynku zdrowia.

Nagranie poniżej, pod wideo spisane fragmenty panelu.

Wraz z rozwojem cywilizacji i starzeniem się społeczeństw wzrasta częstość występowania chorób przewlekłych. Są wśród nich nieswoiste choroby zapalne jelit, przewlekła obturacyjna choroba płuc czy nadciśnienie oporne na farmakoterapię. Choroby te wpływają nie tylko na zmniejszenie aktywności zawodowej pacjentów, lecz także na ich życie rodzinne i społeczne.

Nieswoiste choroby zapalne jelit

Na nieswoiste choroby zapalne jelit (NChZJ), do których należą wrzodziejące zapalenie jelita grubego (WZJG) i choroba Leśniowskiego-Crohna (ChL-C), choruje w Polsce 100–150 tys. pacjentów. To stosunkowo niewiele. Zasadniczym problemem jest jednak to, że są to osoby młode, między 15. a 40. rokiem życia, w pełni sił, które mogłyby i chciały pracować i założyć rodziny.

– Z tego też powodu bardzo istotne jest ich odpowiednie leczenie. Główne objawy tych chorób to nie tylko biegunka czy ból brzucha, które są przewlekłe i nie ustępują po 2–3 dniach, tak jak w przypadku krótkiej biegunki infekcyjnej. Z chorobą wiążą się też przetoki okołoodbytowe i liczne operacje. Dodatkowo choroby te jak dotąd są nieuleczalne. Dlatego pacjenci wymagają przewlekłej opieki. Naszym celem jest już nie tylko remisja kliniczna, sięgamy głębiej – po remisję endoskopową czy histologiczną. Niestety te choroby nawracają bez względu na stosowane leki. Wiemy już, że wygojenie zmian w błonie śluzowej oznacza ograniczenie interwencji chirurgicznych i hospitalizacji. Wpływa także na poprawę jakości życia i zmniejszenie liczby nowotworów jelita grubego w przyszłości – mówiła prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii.

Grażyna Rydzewska

Jak dodała, mimo że programy lekowe z roku na rok ulegają poprawie i dostępność do leczenia się zwiększa, innowacyjnymi lekami jest leczonych tylko 10–12 proc. pacjentów z ChL-C i znacznie mniej z WZJG. To o wiele mniej niż w innych krajach europejskich.

Nowoczesne leczenie – mniej absencji chorobowych

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że w 2024 r. w programie lekowym B.55. Leczenie pacjentów z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego średni roczny koszt leczenia pacjenta wyniósł ok. 28 125 zł, a w programie lekowym B.32. Leczenie pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna – ok. 22 129 zł.

W jaki sposób nowoczesne leczenie przekłada się na wydatki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych?

– Z raportu „Obciążenia społeczne związane z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit w Polsce. Wydatki ZUS w świetle zmian w programach lekowych” opracowanego przez prof. Edytę Zagórowicz i prof. Jarosława Regułę i opublikowanego w ubiegłym roku wynika, że dostęp do leczenia biologicznego nie tylko przekłada się na zdrowie pacjentów, lecz także wpływa na zmniejszenie wydatków na zwolnienia lekarskie. Pacjent z nieswoistą chorobą zapalną jelit jest średnio 30 dni w roku na zwolnieniu. Do tego dochodzą absencje w pracy matek chorych dzieci, bo przecież dzieci stanowią jedną czwartą 4 pacjentów z NChZJ. Dlatego tych pacjentów należy od początku leczyć jak najefektywniej, zwłaszcza że nowych leków jest coraz więcej – wyjaśniła prof. Grażyna Rydzewska.

Według współautora wspomnianego raportu, prof. dr. hab. n. med. Jarosława Reguły, konsultanta krajowego w dziedzinie gastroenterologii, kierownika Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie, opracowanie to jasno pokazało, że zwiększając wydatki NFZ na tę grupę pacjentów, uzyskujemy zmniejszenie wydatków nie tylko na zwolnienia lekarskie, lecz także na renty. Jak przyznał ekspert, wyniki przeprowadzonej analizy były dla niego szokujące, a wnioski z badania można odnieść do wielu innych przewlekłych chorób.

Priorytety w leczeniu NChZJ

W terapii NChZJ co rusz pojawiają się nowe leki. Problem w tym, aby jak najwięcej było leków skutecznych i aby leki biologiczne były szerzej dostępne dla pacjentów. Zdaniem ekspertów duży wachlarz leków umożliwia personalizację terapii i uzyskanie remisji klinicznej i endoskopowej.

W latach 2021–2025 zostało zrefundowanych 18 nowych cząsteczkowskazań w gastroenterologii. W grudniu 2025 r. prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) wydał dwie pozytywne rekomendacje dla objęcia refundacją guselkumabu w ramach programów lekowych w leczeniu pacjentów z ChL-C oraz WZJG.

– Oczekujemy w tej chwili na refundację bardziej wybiórczych inhibitorów interleukiny 23. Jedna z tych cząsteczek, o podwójnym mechanizmie działania – guselkumab – powoduje udowodnioną wysoką remisję kliniczną i endoskopową. Pacjent leczony tymi lekami nie tylko nie ma objawów, lecz także ma zdrowe jelito, przynajmniej na czas dobrej odpowiedzi na lek. Poza tym leki te są bezpieczne. Razem z prof. Regułą byliśmy pod koniec ubiegłego roku na konferencji The Advances in Inflammatory Bowel Diseases (AIBD) w Orlando, gdzie mówiono, że leki te przyjmują już kohorty pacjentek w ciąży. I tak jak większość nowych leków jest bardzo dobra w pierwszej linii, te są równie skuteczne w kolejnych liniach leczenia i mogą zastąpić niektóre wcześniejsze leki. Wydaje się, że mogą być kolejnym przełomem w leczeniu NChZJ, tak jak przełomem było wprowadzenie infliksimabu – mówiła prof. Grażyna Rydzewska.

Jak dodała ekspertka, priorytetem jest również poprawa modelu opieki nad pacjentami. W tym celu Polskie Towarzystwo Gastroenterologii opracowało model opieki kompleksowej, który wskazuje, w jaki sposób należałoby wyrównać standard opieki we wszystkich ośrodkach leczenia biologicznego. W tym celu na bazie ośrodków leczenia biologicznego powinny zostać zbudowane ośrodki opieki kompleksowej.

Prof. Jarosław Reguła dodał, że NChZJ to choroby wielonarządowe.

– Pacjenci mają wiele różnych objawów pozajelitowych, dotyczących skóry, oczu, stawów, nerek i innych narządów. Dlatego potrzebują opieki skoordynowanej, aby nie błąkać się po wielu specjalistach, tylko mieć zapewnione leczenie w jednym ośrodku – wyjaśnił.

Standardy, które powinny być przestrzegane, dotyczą nadzoru nad pacjentami – onkologicznego, nad remisją, wychwycenia momentu, kiedy zbliża się zaostrzenie choroby. W tym celu powinno być dostępne dla pacjentów badanie poziomu kalprotektyny w kale, co stale podkreślają eksperci. Takie badanie, choć jest niezwykle ważne, ponieważ wyprzedza objawy kliniczne choroby jelit, niestety nie jest obecnie refundowane przez NFZ poza programem lekowym.

Ministerstwo Zdrowia a postulaty ekspertów

Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia, wyjaśniła, że w opiece nad pacjentem kluczowa jest kompleksowość, czyli sposób organizacji udzielania świadczeń i koordynacja.

– Niestety ze względu na ograniczony budżet minister zdrowia musi ważyć, w których zakresach kompleksowa opieka będzie niezbędna. Mówiąc o priorytetach w leczeniu NChZJ – rzeczywiście brakuje nam badania kalprotektyny w kale w wykazie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. A badanie takie byłoby pewnego rodzaju przesiewem, ponieważ pozwoliłoby wychwycić pierwsze oznaki choroby – przyznała.

– Odnośnie do wprowadzania nowych terapii – organizator systemu ochrony zdrowia wprowadza te, które mają udowodnioną skuteczność kliniczną i kosztową. Oczywiście zależy nam na tym, żeby tych terapii było jak najwięcej, aby pacjent, który jest w sile wieku, mógł powrócić do pracy i nie wykorzystywać środków z ZUS na przebywanie na zwolnieniach lekarskich – dodała.

Nadciśnienie tętnicze oporne na farmakoterapię

Kolejną chorobą przewlekłą, której leczenie stanowi spore wyzwanie, jest nadciśnienie tętnicze oporne na farmakoterapię. Choruje na nie ok. 10–13 proc. pacjentów z nadciśnieniem tętniczym. U części z nich można zmniejszyć ciśnienie, stosując przezskórną denerwację nerek. Zabieg ten nie jest włączony do koszyka świadczeń gwarantowanych w zakresie leczenia szpitalnego.

Jak zaznaczył prof. dr hab. n. med. Aleksander Prejbisz, kierownik Centrum Prewencji i Epidemiologii Chorób Układu Krążenia Narodowego Instytut Kardiologii – PIB w Warszawie, dla większości pacjentów chorujących na nadciśnienie tętnicze dostępny jest szeroki wachlarz leków.

– To preparaty złożone, które stanowią w tej chwili podstawę terapii i są bardzo skuteczne. Problem w tym, że są pacjenci, u których w pewnym momencie kończą się możliwości farmakoterapii i leki nie obniżają ciśnienia tętniczego do wartości docelowych. Mówimy o grupie liczącej co najmniej 300 tys. osób. Dla części z nich pojawiła się możliwość zastosowania leczenia zabiegowego, jakim jest przezskórna denerwacja tętnic nerkowych. Zanim jednak pacjent zostanie skierowany na zabieg, musimy wiedzieć, czy rzeczywiście przyjmuje leki hipotensyjne i czy zostały wykorzystane możliwości terapii hipotensyjnej. Musimy także wykluczyć u niego wtórne przyczyny nadciśnienia tętniczego, choć nie ma ich wiele. Mam nadzieję, że zarówno nowa krajowa sieć kardiologiczna, która w tej chwili jest wprowadzana po pilotażu, jak i odwrócona piramida świadczeń pozwolą nam na efektywną diagnostykę pacjentów i wyodrębnienie tych, którzy w pełni kwalifikują się do tego zabiegu – mówił prof. Aleksander Prejbisz.

Aleksander Prejbisz

Zdaniem prof. dr. hab. n. med. Adama Witkowskiego, kierownika Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Narodowego Instytutu Kardiologii PIB w Warszawie, z zabiegu przezskórnej denerwacji nerek mogłoby docelowo skorzystać w Polsce 1,8–2 tys. osób.

– Zabieg wygląda technicznie dość prosto. Przez ścianę tętnicy nerkowej przy pomocy cewnika, który ma na końcu elektrody, przepuszcza się prąd o częstotliwości radiowej. Może to też być cewnik zakończony źródłem ultradźwięków, które również uszkadzają zakończenia nerwowe. Zabieg trwa ok. 40 minut i pacjent następnego dnia lub po 2 dniach może wyjść do domu. W konsekwencji po mniej więcej 2–3 miesiącach dochodzi u niego do obniżenia ciśnienia skurczowego i rozkurczowego. Czasami jest przywracany prawidłowy rytm nocny i dzienny spadku i wzrostu ciśnienia. W efekcie chory może brać mniej leków. Należy podkreślić, że wielu pacjentów z nadciśnieniem tętniczym opornym na farmakoterapię to osoby w wieku produkcyjnym, które z powodu swojej choroby nie dość, że nie pracują i nie dokładają się do dochodu narodowego, to jeszcze stanowią dla systemu obciążenie. W dłuższej perspektywie zabieg ten pozwoliłby zaoszczędzić nie tylko na lekach, ale przede wszystkim na konsekwencjach nadciśnienia tętniczego, takich jak udary mózgu, zawały serca i przedwczesne zgony – podkreślił prof. Adam Witkowski.

Adam Witkowski

Koszty leczenia nadciśnienia tętniczego

Prof. Aleksander Prejbisz zwrócił uwagę, że oszacowanie kosztów leczenia nadciśnienia tętniczego nie jest łatwe, ponieważ efekty są rozłożone na 20–40 lat. Terapia zapobiega takim powikłaniom, jak zawał serca czy udar mózgu, a także chorobom związanym z dużym obciążeniem społecznym, takim jak demencja, która jest następstwem niekontrolowania nadciśnienia, często w młodym wieku. Do tego dochodzą koszty pośrednie związane z samym pacjentem i jego absencją w pracy, a także z osobami zaangażowanymi w opiekę nad nim.
Dominika Janiszewska-Kajka zauważyła, że świadczenie przezskórnej denerwacji nerek musi być zaopiniowane przez AOTMiT w ramach procesu rekomendacyjnego. Dla Departamentu Analiz i Strategii przy podejmowaniu decyzji o refundacji procedury istotna jest również opinia Krajowej Rady ds. Kardiologii czy też Krajowej Rady ds. Neurologii. Dodatkowo muszą też zostać przeanalizowane wszystkie doniesienia i publikacje naukowe.

Przewlekła obturacyjna choroba płuc

Jedną z najczęstszych chorób układu oddechowego jest przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP). W większości przypadków jest ona konsekwencją palenia papierosów, ale również zanieczyszczenia powietrza. Schorzenie to jest jednym z najpoważniejszych problemów zdrowia publicznego. Szacuje się, że w Polsce POChP dotyczy ok. 2 mln ludzi, choć jest rozpoznana tylko u ok. 600 tys. Chorzy z najcięższą postacią POChP są praktycznie zupełnie wyłączeni z życia społecznego, dlatego jedną z kluczowych potrzeb jest dostęp do wszystkich możliwych i skutecznych terapii. Dla pacjentów, u których choroba nie może być wystarczająco kontrolowana przy użyciu trzech leków wziewnych, ostatnio pojawiła się nadzieja w postaci leczenia biologicznego, które już zrewolucjonizowało terapię chorób układu oddechowego, między innymi astmy ciężkiej. W grudniu Europejski Komitet CHMP (Committee for Medicinal Products for Human Use) wydał pozytywną opinię dla kolejnego leku biologicznego – mepolizumabu. To pierwsza, przełomowa terapia biologiczna zarejestrowana w POChP. W pierwszym kwartale 2026 r. spodziewana jest rejestracji tego leku w Unii Europejskiej. Czekają na niego również polscy klinicyści i pacjenci.

Jakie jeszcze priorytety w leczeniu POChP wskazują eksperci?

Prof. dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego stwierdził, że leczenie POChP w Polsce pozostawia wiele do życzenia.

– Dla pierwszej przyczyny zgonów w Polsce – chorób układu krążenia – i drugiej – nowotworów – doczekaliśmy się programów kardiologicznego i onkologicznego. W przypadku POChP, która jest trzecią przyczyną zgonów, jesteśmy ciągle na początku drogi. POChP rozpoznaje się u nas zbyt późno, niejednokrotnie dopiero w fazie niewydolności oddechowej. A przecież wejście w niewydolność narządu zajmuje dekady! Ponad 80–90 proc. wykonywanych spirometrii, które są kluczowe w diagnozowaniu, nadaje się do wyrzucenia, bo personel jest niewyedukowany, a aparaty nieskalibrowane. W efekcie chorzy niekiedy nie są leczeni, bo nie mają ustalonego rozpoznania z powodu nieprawidłowo wykonanego badania spirometrycznego, albo płacimy niepotrzebnie za nowe leki, bo pacjent ma nierzetelnie zrobione badanie. Potrzebna jest zatem akredytacja ośrodków wykonujących spirometrię i wymóg posiadania certyfikatu umiejętności jej prawidłowego wykonania i zinterpretowania. Konieczne jest również zapewnienie pacjentom rehabilitacji oddechowej, która w terapii tej choroby odgrywa olbrzymią rolę. Osoba, która pali papierosy przez 20 lat, musi mieć wykonaną spirometrię. I nawet jeśli jest ona prawidłowa, to powinna być powtarzana co kilka lat. Dlaczego o tym mówię? Bo my wykrywamy POChP wtedy, kiedy jest zaawansowana, a płuca są już zniszczone. W konsekwencji większość pacjentów ma ciężką postać choroby, a jej leczenie jest wielokrotnie droższe niż w początkowym stadium – podkreślił.

Jak dodał ekspert, pacjentom nadal zalecane są leki, których już dawno nie ma w standardach leczenia.

Zdecydowanie brakuje nam nowych leków biologicznych, które zrewolucjonizowałyby leczenie chorób płuc i mogłyby być istotną opcją terapeutyczną dla pacjentów z POChP.

– Mamy twarde dowody, które są pokazywane na kongresach Europejskiego Towarzystwa Pulmonologicznego, że leki biologiczne u pacjentów z astmą działają. Wiemy też, że w pewnym fenotypie POChP, zbliżonym do astmy, głównie w tym, gdzie jest wysoka eozynofilia, również będą one pomagać. Już 6 tys. pacjentów otrzymuje je w ramach programu lekowego B.44 Leczenie chorych z ciężką postacią astmy. Dlatego czekamy na decyzje rejestracyjne i refundacyjne dotyczące stosowania leków biologicznych również w POChP. Na szczęście ostatnio dzięki programom lekowym nie narzekamy na zbyt późne dostępy do nowoczesnego leczenia, ale potrzebna jest odpowiednia edukacja lekarzy POZ, aby kierowali pacjentów do wyspecjalizowanych ośrodków – komentował prof. Tadeusz Zielonka.

Jakie zmiany w POChP?

Dominika Janiszewska-Kajka zapewniła, że Departament Analiz i Strategii pracuje nad nowelizacją koszyka, który wprowadza do programów zdrowotnych nowe świadczenia przesiewowe. Mają one dotyczyć chorób kratki piersiowej, głównie raka płuca. Ministerstwo Zdrowia nie zapomina też o pacjentach z POChP.

– Wiemy, jak ważna w diagnostyce tej choroby jest spirometria. Zależy nam, żeby pacjent był przebadany przesiewowo w placówce POZ, a następnie przekazany do specjalisty. Kolejnym problemem jest rejestracja nowych leków. Zgadzam się, że dobrym pomysłem byłoby objęcie pacjentów rehabilitacją oddechową. Tutaj należałoby może włączyć opiekę fizjoterapeutów, których mamy bardzo wielu, dobrze wykształconych i bardzo dobrze zorientowanych w potrzebach pacjentów. I to pomogłoby zaopiekować się chorymi na POChP. Funkcjonuje już program profilaktyki chorób odtytoniowych, w tym POChP. Realizują go wybrane placówki POZ, które mają podpisaną w tym zakresie umowę z NFZ. Zdajemy sobie sprawę, że program nie spełnia oczekiwań, a ośrodków, które w nim uczestniczą, jest za mało. Problem zdrowotny, jakim jest POChP, wybrzmiewa ostatnio bardzo mocno także w Sejmie, Senacie i w Ministerstwie Zdrowia. W związku z tym jest nadzieja, że wszystkie poruszane problemy zostaną dostrzeżone – podsumowała przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia.

Jakub Gierczyński, Grażyna Rydzewska, Jarosław Reguła, Dominika Janiszewska-Kajka, Adam Witkowski, Aleksander Prejbisz i Tadeusz Zielonka

Więcej materiałów z konferencji Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026 po kliknięciu w poniższy baner.

Źródło:
Menedżer Zdrowia
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: Priorytety 2026 Priorytety w Ochronie Zdrowia Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026 Dominika Janiszewska-Kajka Aleksander Prejbisz Jarosław Reguła Grażyna Rydzewska Adam Witkowski Tadeusz Zielonka Jakub Gierczyński