Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Rafał Janiszewski

Zamknijmy sobie oddział

Archiwum

Nowe przepisy zakładają, że jeśli szpital zrezygnuje z oddziału, to przez kolejne dwa okresy rozliczeniowe otrzyma pieniądze za 50 proc. rozliczanych świadczeń, których udzielił w roku poprzedzającym likwidację. – Znajdą się tacy, którzy to wykorzystają, uznając to za świetny biznes – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Rafał Janiszewski. 

  • W „Menedżerze Zdrowia” publikujemy tekst Rafała Janiszewskiego, właściciela Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski
  • Ekspert ocenia nowe przepisy zaproponowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia
  • Janiszewski twierdzi, że atrakcyjność tego rozwiązania może stać się zachętą do zamykania oddziałów
  • Podkreśla jednak, że nie krytykuje samego mechanizmu

Od 13 lutego obowiązuje rozporządzenie z 23 stycznia 2026 r. w sprawie sposobu ustalania ryczałtu systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej. Nowe przepisy zakładają, że jeśli szpital zrezygnuje z danego profilu, to przez kolejne dwa okresy rozliczeniowe otrzyma pieniądze za 50 proc. rozliczanych świadczeń, których udzielił w roku poprzedzającym likwidację – „Menedżer Zdrowia” pisał o tym w tekście „Likwidujesz? Zyskujesz”.

Wsparcie?

Innymy słowy – zgodnie z rozporządzeniem placówki, u których ΔL ze wzoru na wyliczenie ryczałtu spadnie poniżej 0,98, do liczby wykonanych jednostek sprawozdawczych dolicza się 50 proc. świadczeń wykonanych w ubiegłym roku na oddziale, który został zamknięty. Mechanizm ten będzie działać w kolejnych dwóch okresach rozliczeniowych.

ΔL – co to?

ΔL to współczynnik określający stopień wykonania ryczałtu przez dany szpital w poprzednim okresie rozliczeniowym – to parametr stosowany w systemie ryczałtowego finansowania szpitali, który jest ważny przy ustalaniu ryczałtu i rozliczaniu nadwykonań, a jego wartość wpływa na to, ile pieniędzy szpital otrzyma za wykonane świadczenia.

W praktyce oznacza to, że temu, kto zamknie oddział, Narodowy Fundusz Zdrowia nie odcina gwałtownie ryczałtu, a przez kolejne dwa lata ma gwarancję finansowania na określonym w rozporządzeniu poziomie.

To oczywiste wsparcie dla tych dyrektorów, którzy zdecydują się na przekształcenie i w ramach restrukturyzacji zamykają nierentowny oddział czy oddziały. To sensowne i oczekiwane działanie, bo restrukturyzacja to zawsze koszt. Dlaczego? Chociażby dlatego, że na oddziałach było zatrudnionych wiele osób, którym trzeba wypowiedzieć umowy i wypłacić odprawy.

Można byłoby zatem stwierdzić, że dobrze się stało, iż kierownictwo Ministerstwa Zdrowia wprowadziło narzędzie dla tych placówek, które zechcą się przekształcić, ale... obawiam się, że atrakcyjność tego rozwiązania może stać się zachętą do zamykania oddziałów.

Świetny biznes

Nazywając rzecz po imieniu – wyobrażam sobie sytuację, w której znajdą się dyrektorzy placówek, którzy uznają to za świetny biznes. Bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy zamyka się oddział i nie leczy, a pieniądze pojawiają się na koncie przez dwa lata?

To nie zachęta finansowa powinna być powodem do reorganizacji pracy szpitali – podejmując decyzje restrukturyzacyjne, zawsze i przede wszystkim trzeba brać pod uwagę potrzeby zdrowotne żyjącej na danym terenie populacji.

Mówi się i pisze...

Dyskusje o zamykaniu oddziałów trwają od dość dawna – szczególnie głośno jest o porodówkach. Zaczyna się rozmowa, czy przypadkiem nie mamy zbyt wielu oddziałów neurologicznych. Pewnie są też tacy, którym niespecjalnie opłaca się prowadzenie oddziałów pediatrii.

Skoro szefostwo Ministerstwa Zdrowia ogłasza mechanizm wsparcia dla tych, którzy zamykają oddziały, to decyzje mogą zapadać szybciej i bez zastanowienia, a ponieważ dzieje się to w sposób niekontrolowany z poziomu centralnego, efektem może być utrata istotnej części zasobów niezbędnych do zaspokojenia potrzeb danej populacji.

Tak być nie powinno.

Punktem wyjścia każdej zmiany w systemie ochrony zdrowia – tak na poziomie regionalnym, jak i centralnym – muszą być potrzeby zdrowotne pacjentów. Zawsze. Zamykanie oddziałów nie może się odbywać na zasadzie wolnej amerykanki – czego efekty mogą być rozpaczliwe – ale według planu.

Niestety, aby zorientować się, czego trzeba populacji na danym terenie, nie wystarczy sięgnąć do map potrzeb zdrowotnych, ponieważ są one oderwane od rzeczywistości. Prawda jest taka, że utworzono je na zasadzie listy pobożnych życzeń, nie faktów, a rzeczywiste potrzeby okazały się zupełnie inne.

Po pierwsze, drugie i trzecie...

Co zatem trzeba zrobić?

Bezsprzecznie system zmierza do odwrócenia piramidy świadczeń zdrowotnych, czyli swoistej ambulatoryzacji, która oznaczać ma ograniczenie liczby hospitalizacji – do tych przypadków, których nie da się zaopatrzyć na niższych poziomach – oraz skrócenie czasu, jaki chory spędzał będzie w szpitalu. Oznacza to na pewno konieczność zmniejszenia liczby łóżek szpitalnych tam, gdzie okażą się one zbędne.

Aby zrobić to sensownie i odpowiedzialnie, trzeba przyjrzeć się kilku parametrom:

  • po pierwsze, faktycznym potrzebom zdrowotnym pacjentów na danym obszarze,
  • po drugie, zasobom, którymi dysponujemy – oddziałom, łóżkom i sprzętowi,
  • po trzecie, analizy wymaga kwestia zatrudnionego w szpitalu personelu.

Jeśli pacjentów na oddziale jest zbyt mało, wówczas pieniądze, jakie NFZ przelewa za ich leczenie, nie pokryją kosztów utrzymania personelu, a przecież mamy normy, które jasno określają, ilu lekarzy musi przypadać na ile łóżek. To oczywiste, że oddział, na którym pacjenci pojawiają się sporadycznie, nie ma szans być rentownym.

Najważniejsze!

Po tym dochodzimy do najważniejszego etapu. Otóż nie może być tak, że na danym obszarze jeden, drugi i trzeci szpital postanawiają, że narzędzie finansowe, które zaproponował resort zdrowia, im się podoba, więc likwidują u siebie kardiologię.

Zależy mi, bym został dobrze zrozumiany – nie krytykuję samego mechanizmu. On został pomyślany dobrze. Rzecz w tym, że z ustawy o restrukturyzacji wynika tylko tyle, że szpital przekazuje informacje o oddziale, który planuje zamknąć, do wojewody i NFZ. To za mało. Proponowane zmiany trzeba widzieć i koordynować z poziomu centralnego.

Zamykania porodówek, a zaraz za nimi może neurologii, pediatrii i psychiatrii, nie można puścić na żywioł.

Regulator powinien zbierać informacje z regionów, a następnie analizować, czy jeśli szpital A zamknie u siebie oddział B, to w szpitalach C i D oddziały te zostaną i będą w stanie zabezpieczyć potrzeby zdrowotne. Jeśli okaże się, że na propozycję „zamknijcie oddział, a połowę kontraktu dostaniecie jeszcze przez 2 lata” skusili się wszyscy, którzy do tej pory oferowali świadczenia na przykład z zakresu neurologii, oczywiście zgody na to być nie może.

Kierownictwo Ministerstwa Zdrowia chyba pośpieszyło się z publikacją rozporządzenia dotyczącego likwidacji oddziałów. Nie pozostaje zatem nic innego, tyko najszybciej zreformować proces wydawania zgód na takie działania – przenieść je na poziom centralny i stworzyć sensowny plan działania, algorytm, który z jednej strony pozwoli osiągnąć cel racjonalizacji liczby szpitalnych łóżek, ale z drugiej strony – a to jest najważniejsze – nie pozwoli, by na restrukturyzacji stracili pacjenci.

Tekst Rafała Janiszewskiego, właściciela Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski.

Przeczytaj także: „Co z zapłatą za nadwykonania?”.

Menedzer Zdrowia facebook

Źródło:
Menedżer Zdrowia/Rafał Janiszewski
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: Rafał Janiszewski szpital oddział oddziały oddział szpitalny oddziały szpitalne