Palący problem
123RF
Cząstki PM2,5 uwalniane podczas pożarów wiążą się z wyraźnie wyższym ryzykiem hospitalizacji z powodu chorób kardiologicznych i pulmonologicznych oraz z gorszymi rokowaniami u pacjentów onkologicznych.
- Pył PM2,5 uwalniany podczas pożarów szkodzi naszemu zdrowiu ze zdwojoną siłą – jest znacznie bardziej toksyczny i niebezpieczny niż zanieczyszczenia pochodzące z transportu czy przemysłu
- Zatrważające dane z USA pokazują, że choć dym pożarowy stanowi zaledwie 4 proc. całkowitego stężenia pyłów, to odpowiada aż za 17 proc. zgonów chorych na raka płuca powiązanych z zanieczyszczonym powietrzem
- Omawiamy badania opisane w „The Lancet Oncology” i „Nature Communications”
W związku z postępującymi zmianami klimatu, przekładającymi się na częstsze i bardziej intensywne pożary, naukowcy z Icahn School of Medicine w Mount Sinai w USA publikują wyniki dwóch projektów badawczych. Dowodzą one, że w kontekście wpływu na ludzkie zdrowie kluczowa jest nie tylko ogólna ilość wdychanych zanieczyszczeń, lecz przede wszystkim ich pochodzenie.
Główni autorzy obu analiz, dr Min Zhang oraz dr Yaguang Wei, analizują długoterminowe skutki ekspozycji na drobny pył zawieszony (PM2,5) pochodzący z dymu pożarowego. Ta mieszanina mikroskopijnych drobin potrafi wnikać głęboko do układu oddechowego i przedostawać się bezpośrednio do krwiobiegu. Badania jednoznacznie wykazały, że w przeliczeniu na jednostkę objętości kontakt z „pożarowym” PM2,5 niesie za sobą znacznie większe ryzyko zdrowotne niż wdychanie pyłu emitowanego przez transport czy przemysł.
– Dym z pożarów przestał być wyłącznie regionalnym problemem środowiskowym. Stał się wyzwaniem dla zdrowia publicznego w skali całego kraju – podkreśla dr Yaguang Wei.
Wpływ dymu na pacjentów z rakiem płuca
W pierwszym badaniu opisanym w tekście „Long-term exposure to wildfire-related PM2·5 and survival among patients with non-small-cell lung cancer: a population-based cohort study”1 opublikowanym w „The Lancet Oncology” przeanalizowano dane 414 016 amerykańskich pacjentów z rakiem płuca w wieku od 65 lat wzwyż (pochodzące z bazy SEER-Medicare). Zespół badawczy oszacował ich poziom narażenia na pył PM2,5 na podstawie miejsca zamieszkania, korzystając ze specjalistycznych modeli opracowanych przez ekspertów ze Stanford University.
Widoczny jest wyraźny ciąg przyczynowo-skutkowy – im więcej jest dni z zadymieniem i dłuższa ekspozycja, tym gorsze są rokowania pacjentów dotyczące czasu przeżycia. Przy porównaniu równoważnych wzrostów stężeń ustalono, że pył PM2,5 z pożarów charakteryzuje się nieproporcjonalnie wysoką toksycznością. Choć stanowił zaledwie ok. 4 proc. całkowitego stężenia PM2,5 w powietrzu, odpowiadał za niemal 17 proc. wszystkich zgonów powiązanych z ekspozycją na ten pył wśród badanych chorych.
– Pacjenci onkologiczni stanowią grupę szczególnego ryzyka. W miarę jak zanieczyszczenie powiązane z pożarami staje się powszechniejsze, minimalizowanie ekspozycji na dym powinno stanowić integralny element planowania opieki i dalszego postępowania z chorym – podkreśla dr Min Zhang.
Zgadza się z tym współautorka badania, dr Christine Ekenga z Rollins School of Public Health przy Uniwersytecie Emory’ego.
– Osoby z nowotworami płuc już i tak zmagają się z ogromnymi wyzwaniami. Długotrwałe narażenie na dym to kolejne zagrożenie, którego potencjalnie można uniknąć. Musimy opracować praktyczne strategie ochrony tej grupy – dodaje.
Hospitalizacje kardiologiczne i pulmonologiczne
Drugie badanie opisane w tekście „Cardiopulmonary hospitalization risks from wildfire-specific and non-wildfire PM2.5 in 20 US states”2 w „Nature Communications” objęło dane zebrane w latach 2006–2019 w 20 stanach USA. Analizie poddano ponad 57 mln hospitalizacji z powodu chorób układu krążenia oraz blisko 33 mln z powodu chorób układu oddechowego, zestawiając je z modelami ekspozycji na pył PM2,5.
Długotrwałe narażenie na dym pożarowy skutkowało wyraźnym wzrostem ryzyka przyjęć do szpitala między innymi z powodu niewydolności i choroby niedokrwiennej serca, nadciśnienia tętniczego, astmy, zapalenia płuc oraz przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP). Podobnie jak w badaniu onkologicznym, przy identycznych stężeniach całkowitych, pył pochodzący z pożarów inicjował znacznie więcej hospitalizacji niż PM2,5 z innych źródeł.
– Ustaliliśmy, że dym z pożarów może negatywnie wpływać zarówno na płuca, jak i na układ krążenia ze zdwojoną siłą – podsumowuje dr Zhang.
Wytyczne dla opieki zdrowotnej
Obie publikacje prowadzą do spójnego wniosku: dym pożarowy to odrębne, wysoce toksyczne zagrożenie środowiskowe wymagające dedykowanych strategii profilaktycznych.
Zdaniem dr. Wei personel medyczny powinien na stałe włączyć monitorowanie jakości powietrza do standardów kompleksowej opieki, zalecając pacjentom z przewlekłymi chorobami serca i płuc bezwzględne ograniczanie ekspozycji w okresach zadymienia. W przyszłych pracach naukowcy zamierzają wyodrębnić substancje chemiczne decydujące o wysokiej szkodliwości dymu pożarowego oraz zgłębić biologiczne podłoże obserwowanych powikłań.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także: „Cieplejszy klimat sprzyja groźnym kleszczom”.


