Czarny tydzień w powiatach ostrzeżeniem dla pacjentów?
„Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie” – 20 kwietnia w polskich szpitalach powiatowych rozpoczął się „Czarny tydzień”, który potrwa do końca tygodnia. To protest przeciwko nowym limitom w diagnostyce, wymuszonym podwyżkom, zaniżonym wycenom i systemowemu niedofinansowaniu.
- W poniedziałek 20 kwietnia w szpitalach powiatowych w całej Polsce rozpoczął się „Czarny tydzień”
- Celem akcji protestacyjnej, której inicjatorem jest Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych, jest zwrócenie uwagi na pogarszającą się sytuację finansową placówek ochrony zdrowia
- Dyrektorzy lecznic domagają się zmian w polityce finansowania i realnego dialogu o przyszłości szpitali powiatowych
- Akcja potrwa do piątku 24 kwietnia. Polega na wywieszeniu na budynkach szpitali czarnych flag, plakatów oraz na zmianach w ubiorze personelu medycznego (kolor czarny ma symbolizować kryzys w finansowaniu systemu ochrony zdrowia), a także na informowaniu pacjentów o sytuacji w szpitalach
- Waldemar Malinowski ostrzega, że nawet połowa szpitali zagrożona jest upadłością. – Zostaliśmy podstawieni pod ścianą, nie widzimy nawet światełka w tunelu – mówi prezes OZPSP
- Zdaniem ekspertki Anny Gołębickiej, szpitale powiatowe funkcjonują w trudnym otoczeniu finansowym – mają ograniczony zakres usług i problem z utrzymaniem kadr – to wszystko wobec ogromnej presji na utrzymanie działalności szpitala
- Do tego dochodzi rolowane i kosztowne długi
„Czarny tydzień” w szpitalach powiatowych
Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych od wielu miesięcy alarmuje, że obecna polityka finansowania ochrony zdrowia doprowadza szpitale powiatowe do załamania i realnie zagraża bezpieczeństwu pacjentów. Brak rozliczeń za 2025 rok, ograniczanie finansowania nadwykonań oraz zaniżone wyceny świadczeń oznaczają, że zdecydowana ich większość kończy rok stratą, a skumulowane wyniki liczone w skali kraju sięgają miliardów złotych. Jednocześnie setki szpitali mają zobowiązania wymagalne liczone w miliardach, a w wielu placówkach poziom zadłużenia przewyższa wartość aktywów, co oznacza ryzyko utraty płynności.
– Finanse szpitali powiatowych są w coraz gorszym stanie – powiedział Waldemar Malinowski, prezes OZPSP, zaznaczając, że nie zaburzy on działalności szpitali i dostępności pacjentów do świadczeń.
W ogólnopolski protest włączają się kolejne placówki. Dyrektor szpitala w Myślenicach Adam Styczeń podkreślił, że nie jest to protest wymierzony w pacjentów, ale w ich obronie.
– Finansowanie świadczeń zdrowotnych obecnie nie pokrywa rzeczywistych kosztów leczenia. Ograniczane są środki ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia na diagnostykę i leczenie, co bezpośrednio wpływa na wydłużające się kolejki. Szpitale w ostatnim okresie funkcjonują już na granicy płynności finansowej – powiedział dyrektor małopolskiej placówki.
Protest w pełni popiera Samodzielny Publiczny Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej – Szpital w Iłży (woj. mazowieckie), wskazując, że głównym powodem przystąpienia do akcji jest dramatyczna sytuacja w systemie ochrony zdrowia.
– Przede wszystkim rażąco niskie wyceny świadczeń oraz opóźnienia w płatnościach, co powoduje zaburzenia w płynności finansowej – przekazała „Menedżerowi Zdrowia” placówka w Iłży.
Malinowski: Cały system do zmiany
Waldemar Malinowski, powołując się na raport Związku Powiatów Polskich, wskazał, że przynajmniej 40 szpitali powiatowych jest zagrożonych upadłością. – Sytuacja finansowa szpitali pierwszego i drugiego poziomu jest tragiczna, na co wpływ miały miedzy innymi złe wyceny świadczeń i ustawa o wynagrodzeniach, która potwornie obciąża budżety. Sytuacja jest już tak poważna, że problemem staje się nawet zakup leków i podstawowych materiałów medycznych – powiedział Malinowski w rozmowie z RMF FM.
Według prezesa OZPSP łączne długi szpitali powiatowych przekroczyły 25 mld zł, a wiele placówek generuje straty uniemożliwiające bieżącą działalność.
ZPP podał w analizie, że zobowiązania wymagalne występują w 125 spośród 207 szpitali. Mimo że jednostki sektora finansów publicznych nie powinny generować takich zaległości, w praktyce oznacza to, że placówki, nie mając możliwości pokrycia bieżących kosztów z osiąganych przychodów, sięgają po dodatkowe finansowanie i odsuwają moment spłaty zobowiązań w czasie.
Mechanizm ten jedynie czasowo ogranicza presję płynnościową, jednocześnie prowadząc do dalszego narastania zadłużenia oraz wzrostu kosztów jego obsługi. Zdaniem ZPP sama obecność zobowiązań wymagalnych jest dowodem na chroniczne niedofinansowanie systemu.
Uprościć system, zmienić koszyki
Według Malinowskiego największym obciążeniem dla szpitali są koszty wynagrodzeń. Jak przyznał, w kierowanych przez niego placówkach na pensje przeznaczane jest obecnie od 80 do 85 proc. całego budżetu. Waldemar Malinowski ocenił, że problem nie wynika z nadmiernych zarobków personelu, lecz z wadliwego sposobu finansowania podwyżek.
Jego zdaniem polska ochrona zdrowia działa źle nie dlatego, że ma za mało pieniędzy, ale dlatego, że jest źle zorganizowana.
Według szefa OZPSP konieczne jest uproszczenie systemu ochrony zdrowia.
– Jest przeregulowany, już teraz organizacyjnie nie do przejścia, za chwilę otoczenie prawne spowoduje, że prowadzenie działalności będzie niemożliwe – stwierdził, zaznaczając, że rozwiązaniem jest nowa ustawa o działalności leczniczej.
– Powinien wreszcie ktoś usiąść do tego poważnie, napisać nową ustawę systemową o działalności leczniczej, uprościć ten system, zmienić koszyki i wtedy to będzie o wiele mniej kosztowało – przekonywał w rozmowie z RMF FM.
Wadliwa ustawa o restrukturyzacji
Malinowski podkreślił, że część placówek mogłaby zostać połączona lub przekształcona, ale pod warunkiem, że państwo stworzy stabilne zasady. – Tyle że ta ustawa o restrukturyzacji jest wysoce wadliwa – zauważył.
Dodał, że dyrektorzy i samorządowcy boją się likwidować oddziały, bo nie mają pewności, czy za kilka lat nie staną się one niezbędne.
– Jeżeli to zrobimy, a za dwa lata się okaże, że mamy jakieś kryzysowe sytuacje, nie daj Boże sytuacje wojenne, trzeba będzie odbudować ten potencjał. Wtedy nikt go nie odbuduje – ostrzegł prezes OZPSP.
Jaka powinna być docelowa rola szpitali powiatowych w systemie?
– Ministerstwo Zdrowia mówi, że słucha i słyszy a w rezultacie nic z tego nie wynika. Efekty spotkań z dyrektorami szpitali powiatowych przypominają życzenia pisane do Świętego Mikołaja i wrzucone do skrzynki na listy. Niestety worek z prezentami okazuje się pusty – skomentowała dla „Menedżera Zdrowia” Anna Gołębicka, ekonomistka i strateg zarządzania, współzałożycielka Human Answer Institute i ekspertka Centrum im. Adama Smitha.
Zdaniem ekspertki, dyskusja na temat sytuacji w ochronie zdrowia polega w tej chwili na tym, że o problemach rozmawiamy fragmentarycznie – mówi się albo o POZ, AOS, szpitalach powiatowych, klinicznych, ustawie o konsolidacji czy kompetencjach pielęgniarek, a konieczne jest kompleksowe podejście do zmian, które powinny obejmować dogłębną analizę oraz całościowy przegląd funkcjonowania systemu, tak aby jedna rzecz wynikała z innej i wszystkie były połączone efektywnym leczeniem i ścieżką pacjenta.
– Tutaj powinniśmy zastanowić się, jaka powinna być docelowa rola szpitali powiatowych w systemie. Jak powinny wyglądać relacje tych szpitali z ośrodkami o wyższej referencyjności, AOS i POZ. Pytanie też, czy nie pomyśleć o tej części systemu zupełnie inaczej. Czy na przykład powiatowe centra zdrowia, o których wielokrotnie mówił prezes OZPSP, byłyby dobrym rozwiązaniem i jak je mądrze skonstruować i połączyć w całość systemową na przykład z szpitalem wiodącym z innego rynkowego pomysłu. Natomiast jedno jest pewne – szpitale powiatowe, biorąc pod uwagę wszystkie segmenty systemu ochrony zdrowia, są obecnie w najtrudniejszej sytuacji – wskazała Anna Gołębicka.
W jej ocenie, szpitale powiatowe funkcjonują w trudnym otoczeniu finansowym – mają ograniczony zakres usług, które są zwykle najniżej wyceniane. Do tego dochodzi problem z lekarzami, ponieważ szpitale powiatowe są mniej atrakcyjnym miejscem pracy, bo dają mniejsze zapłacze i możliwości. Często na danym ternie nie ma po prostu lekarzy o danej specjalizacji. To wszystko wobec ogromnej presji na utrzymanie działalności szpitala. Aby przyciągnąć odpowiednich specjalistów, szpitale muszą płacić znacznie więcej. Kolejna rzecz to często rolowane i kosztowne długi.
– Należy zwrócić także uwagę na narrację polityczną – ona straszy nas niemieckim planem zamykania szpitali. Niemcy rzeczywiście zweryfikowali ich ilość, ale z uwagi na inny kierunek rozwoju usług zdrowotnych w tym kraju, co nie ma nic wspólnego z tym, że jest to model anty pacjencki. Tak po prostu zmienia się ten rynek wraz z rozwojem technologii i zmianami społecznymi i tak na hasłach i strachu działa dezinformacja– powiedziała Gołębicka.
Specyfika „powiatówek”
– Badając specyfikę powiatowości, mogę powiedzieć, że każdy powiat ma nieco inną perspektywę - część powiatów chętnie oddałoby swój szpital, część chciałoby zrobić tam wysoką specjalistykę, część postawić jedynie na profilaktykę. Natomiast szpitale powiatowe łączy jedno – niepewność wobec systemu i problemy finansowe – tłumaczyła.
Odnosząc się do stwierdzeń, że działalność 40 szpitali powiatowych jest poważnie zagrożona, ekspertka wskazała, że takie hasła zawsze wzbudzają emocje – ludzie boją się, że ich szpital przestanie funkcjonować. A lepszy jakikolwiek szpital niż żaden i brak alternatywy. Ale tu chodzi o coś innego.
– Ja z raportu Związku Powiatów Polskich odczytuję, że szpitale powiatowe czują się osamotnione w walce z narastającym zadłużeniem i brakiem systemowego pomysłu na ten segment, bo konsolidacja to tylko narzędzie, które na razie słabo działa. Jeśli funkcjonowałyby w warunkach rynkowych większość z ich musiałaby ogłosić upadłość. Czas najwyższy, aby decydenci określili na nowo rolę szpitali powiatowych w systemie ochrony zdrowia i wskazali jaka czeka je przyszłość. Wyzwaniem nie jest już tylko zapewnienie łóżka i budynku, ale organizacja skoordynowanej opieki. Nie słowo szpital, ale bezpieczeństwo, koordynacja i opieka pacjenta są kluczem. Być może zamiast utrzymywać nierentowne placówki, należy skupić się na zagwarantowaniu pacjentowi dostępu do leczenia w inny sposób z naciskiem, że jeśli do tego nie dojdzie, ludzie pozostaną w danym powiecie bez opieki medycznej – powiedziała Gołebicka.
Sto szybkich sposobów na poprawę systemu
Zdaniem ekspertki należy skupiać się nad całościowym modelem opieki zdrowotnej. Zastanowić nad rolą szpitali powiatowych w całym systemie a nie tylko szpitalnictwie – czy ich miejsce jest pomiędzy opieką podstawową, a ambulatoryjną, w jakim dużym zakresie miałyby pełnić hospitalizację jednego dnia, czy może szpital powiatowy powinien działać jak rozszerzony AOS, czy powinien prowadzić działania związane z profilaktyką. Powinniśmy się także zastanowić, jak udrożnić ścieżkę pacjenta z danego powiatu do szpitala specjalistycznego.
– Stoimy przed ważnym momentem w ochronie zdrowia i mam wrażenie, że za chwilę wylejemy dziecko z kąpielą, bo mamy sto szybkich „sposobów na” jak to ktoś ładnie powiedział na zasadzie „siekrey” tam, gdzie coś szczególnie wystaje. A przecież pacjent potrzebuje całej ścieżki, od samej świadomości, że żaden system nie zadziała jak sam nie będzie o siebie dbał, że powinien badać się profilaktycznie, mieć swój POZ, wiedzieć co tam może a czego nie może uzyskać – po wiedzę o tym, który ośrodek się nim zaopiekuje w przypadku poważnej choroby – tłumaczyła Anna Gołębicka.
Waldemar Malinowski wskazał, że spiralę trudności finansowych szpitali powiatowych napędza m.in. ustawa podwyżkowa. Na pytanie, czy zatem należy najpierw dojść do porozumienia w tej kwestii i wypracować właściwe rozwiązania, odpowiedziała:
– Cały czas trwa gorąca dyskusja na temat wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Dlaczego te wynagrodzenia zabijają szpitale powiatowe?
– Szpitale powiatowe mają świadczenia, które są bardzo nisko wycenione. Jeśli „podwyżki” są zaszywane w wyceny punktów to ze środków związanych z „ustawą o najniższym wynagrodzeniu” trafia do nich relatywnie mało. Ale w tym kontekście nie lekarze są tu wyzwaniem, bo po pierwsze ich wynagrodzenie ustawowe jest niewiele większe od pielęgniarskiego. Po drugie oni zwykle pracują na kontraktach i ustawa ich nie dotyczy. Wyzwaniem jest pozostały personel medyczny objęty ustawą – tłumaczyła ekspertka.
Umiarkowane bezpieczeństwo
–Jeśli chodzi o lekarzy kontraktowych to faktycznie w warunkach powiatowych kosztują więcej. Często specjaliści nie bardzo chcą pracować w takich placówkach, ponieważ albo mieszkają zbyt daleko, albo wybierają szpitale z lepszym zapleczem i zabezpieczeniem – dodała.
– Pytanie, czy wówczas ten szpital musi istnieć w takiej formule, czy należy inaczej wycenić świadczenia w ramach sieci PSZ, czy ryczałt powinien być wyższy – wskazała. Zaznaczyła jednocześnie, że zjawisko turystyki dyżurowej czy operacyjnej wśród lekarzy jest krótkoterminowo dobre dla placówek, bo mają zabezpieczenie, ale realnie bardzo złe kosztowo i organizacyjnie.
– Idzie za tym umiarkowane bezpieczeństwo, bo lekarz po zabiegu znika. Należy tak zrestrukturyzować system, aby zlikwidować podstawy dla takich praktyk – oceniła Anna Gołębicka.
Menedżer Zdrowia, PAP, RMF FM
