Gra w etaty
123RF
Kto w szpitalu gra na własny rachunek, a kto tylko udaje przedsiębiorcę na etacie z fakturą? Do niedawna pytanie o nowe uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy było teoretyczny. Gdy jednak między 17 a 20 sierpnia 2026 r. inspekcja opublikowała osiem pierwszych interpretacji indywidualnych, reguły stały się bardzo konkretne. Wynik tego pierwszego rozdania jest wymowny: w pięciu przypadkach Główny Inspektor Pracy zakwestionował stanowisko przedsiębiorcy, a tylko w trzech zaaprobował model B2B.
- Osiem pierwszych interpretacji PIP – w pięciu przypadkach zakwestionowano model B2B
- Wybierasz własny dyżur? Samodzielne ustalanie grafiku nie gwarantuje już ochrony przed etatem
- Autonomia medyczna to nie autonomia organizacyjna – ważne rozróżnienie Sądu Najwyższego i GIP
- Kiedy B2B pozostaje bezpieczne? Trzy przypadki, w których główny inspektor pracy stanął po stronie firmy
- Kontrakt jak etat – sprawdzamy, od czego zacząć audyt umów w szpitalu, zanim zapuka inspektor
- W „Menedżerze Zdrowia” publikujemy artykuł radcy prawnego Michała Modro
Dla sektora ochrony zdrowia trudno o lepszy moment na tę analizę.
Szefostwo resortu zdrowia równolegle zwiększa dostęp do danych o wynagrodzeniach personelu medycznego i zapowiada dokładniejsze raportowanie rzeczywistych grafików. Kontrakty lekarskie przestają być więc zagadnieniem wyłącznie pomiędzy medykiem a dyrektorem szpitala. Coraz większe znaczenie będzie miało to, jak taka umowa jest realizowana w praktyce.
Nowe przepisy o PIP obowiązują od 8 lipca 2026 r. Trzeba przy tym zachować terminologiczną ostrożność. Opublikowane dokumenty są decyzjami Głównego Inspektora Pracy wydanymi w sprawach interpretacji indywidualnych na podstawie art. 14b ustawy o PIP. Nie są to jeszcze pokontrolne decyzje okręgowych inspektorów pracy stwierdzające istnienie stosunku pracy. Są jednak niezwykle cenne, bo po raz pierwszy pokazują, jak inspekcja zamierza ważyć poszczególne cechy zatrudnienia – wszystkie interpretacje znajdują się na dole artykułu.
Pierwsze osiem spraw – pięć razy „nie”, trzy razy „tak”
Negatywne dla wnioskodawców były:
• decyzja nr 1 z 3 sierpnia 2026 r. (GIP-GPP.50.12.2026.4),
• nr 2 z 5 sierpnia (GIP-GPP.50.13.2026.2),
• nr 5 z 3 sierpnia (GIP-GPP.50.8.2026.7),
• nr 6 z 5 sierpnia (GIP-GPP.50.8.2026.8),
• nr 7 z 17 sierpnia (GIP-GPP.50.18.2026.2).
Prawidłowość modelu cywilnoprawnego GIP potwierdził natomiast w:
• decyzji nr 3 z 28 lipca (GIP-GPP.50.14.2026.2),
• nr 4 z 29 lipca (GIP-GPP.50.6.2026.3),
• nr 8 z 10 sierpnia (GIP-GPP.50.9.2026.6).
To zestawienie jest dużo ważniejsze, niż mogłoby się wydawać. Nie potwierdza bowiem tezy, że inspekcja uznaje B2B czy zlecenie za podejrzane z samej swojej natury. Przeciwnie – w trzech sprawach organ jednoznacznie zaaprobował cywilnoprawny model współpracy. Różnica pojawia się gdzie indziej.
Sam wybierasz dyżur? To jeszcze o niczym nie przesądza
Dla szpitali szczególnie interesujące są interpretacje nr 1, 2 i 7.
W pierwszych dwóch przypadkach osoby mogły samodzielnie zdecydować, czy podejmą określone, nawet krótkotrwałe zadanie. Mogłoby się więc wydawać, że skoro nikt nie zmusza wykonawcy do przyjęcia zlecenia, trudno mówić o etacie. GIP stwierdził jednak, że to za mało. Po przyjęciu zadania wykonawca musiał pojawić się w określonym miejscu oraz czasie, a podczas pracy podlegał nadzorowi personelu klienta i jego bieżącym poleceniom. Dla PIP kluczowe było więc nie tylko to, czy można odmówić przyjęcia zlecenia, ale co dzieje się od chwili rozpoczęcia jego realizacji.
Jeszcze wyraźniej GIP ujął to w decyzji nr 7 z 17 sierpnia, dotyczącej studentów pracujących przy sprzedaży i produkcji. Mimo że deklarowali oni własną dyspozycyjność, organ uznał, iż ta możliwość nie jest rozstrzygająca, jeżeli po rozpoczęciu zadań wykonawca nie zachowuje samodzielności w ich określaniu. Zadania te zależały od aktualnego zapotrzebowania przedsiębiorstwa i były konkretyzowane przez organizatora procesu pracy.
Przenieśmy ten mechanizm do szpitala: lekarz kontraktowy przekazuje dyspozycyjność na wrzesień. Sam wybiera pięć dyżurów, a nikt nie nakazuje mu przyjęcia szóstego. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z bezpiecznym B2B?
Niekoniecznie.
Po interpretacji nr 7 trzeba zadać kolejne pytania:
- Co dzieje się po rozpoczęciu dyżuru?
- Czy lekarz pozostaje samodzielnym usługodawcą, czy zostaje włączony w strukturę organizacyjną dokładnie tak jak pracownik?
- Kto może zmienić jego miejsce wykonywania obowiązków i ustala bieżący zakres zadań?
- Czy dyrekcja lub ordynator mogą jednostronnie dysponować jego czasem?
- Czy kontrakt oznacza wykonanie określonej usługi, czy w praktyce sprowadza się do obowiązku pozostawania w dyspozycji szpitala?
Samo zapisanie w umowie formuły: „Lekarz samodzielnie ustala dyspozycyjność” może już nie wystarczyć.
Najważniejsze dla lekarzy: podporządkowanie bez ciągłych poleceń
Jeszcze ciekawsza jest decyzja nr 6 z 5 sierpnia 2026 r. (GIP-GPP.50.8.2026.8), dotycząca opiekunów dzieci podczas transportu. GIP uznał model cywilnoprawny za nieprawidłowy, mimo że wykonawcy nie otrzymywali każdego dnia szczegółowych poleceń. PIP odwołała się tu do konstrukcji podporządkowania autonomicznego. Podmiot zatrudniający organizował cały proces, zapewniał środek transportu, określał ramy wykonywania obowiązków i przejmował ryzyko organizacyjne oraz ekonomiczne. GIP stwierdził wprost: brak codziennego wydawania poleceń nie wyłącza stosunku pracy, ponieważ podporządkowanie polega przede wszystkim na prawie pracodawcy do organizowania procesu pracy.
To argument o kapitalnym znaczeniu dla kontraktów medycznych. Ordynator nie mówi przecież chirurgowi, jak ma przeprowadzić operację, a kardiologowi – jak zinterpretować EKG. Autonomia lekarza w zakresie diagnozy i terapii jest naturalną konsekwencją wykonywania zawodu medycznego. Jednak autonomia medyczna to nie to samo co autonomia organizacyjna.
Dokładnie ten problem dostrzegł Sąd Najwyższy w wyroku z 24 lutego 2021 r. (sygn. akt III USKP 32/21), dotyczącym lekarza dentysty. SN przypomniał, że praca lekarzy może być legalnie wykonywana zarówno w ramach stosunku pracy, jak i na podstawie umów cywilnoprawnych. Podkreślił przy tym, że wysoki stopień samodzielności medyka przy wykonywaniu zabiegów wynika ze specyfiki zawodu i sam w sobie nie przesądza o rodzaju umowy.
W tamtej sprawie różnica pomiędzy etatem a późniejszą działalnością gospodarczą była bardzo praktyczna. Na etacie lekarka pracowała pięć dni w tygodniu w stałych godzinach, podpisywała listę obecności, stosowała się do wyznaczonego miejsca i czasu oraz podlegała kontroli. Po przejściu na B2B sama decydowała o godzinach świadczeń, mogła opuszczać placówkę bez zgody, ponosiła własną odpowiedzialność, a jej praca nie była w ten sposób weryfikowana. To zmiana sposobu wykonywania pracy, a nie samo wystawienie faktury, miała dla Sądu Najwyższego kluczowe znaczenie.
Jak obronić kontrakt cywilnoprawny?
Warto przeanalizować trzy pozytywne rozstrzygnięcia inspekcji:
- Decyzja nr 3 z 28 lipca 2026 r. (GIP-GPP.50.14.2026.2): GIP zaakceptował model, w którym nie występowały bieżące polecenia dotyczące sposobu, czasu i miejsca wykonywania pracy. Istotna była również rzeczywista możliwość posłużenia się zastępcą oraz przesunięcie ciężaru z ciągłego świadczenia pracy na osiąganie rezultatu gospodarczego. PIP zaznaczyła trafnie: prawo do zastępstwa nie może istnieć wyłącznie na papierze.
- Decyzja nr 4 z 29 lipca 2026 r.: Dotyczyła klasycznego B2B w sektorze IT. GIP uznał, że kontraktorzy byli samodzielnymi usługodawcami, ponosili ryzyko gospodarcze i odpowiedzialność za wykonanie zobowiązania, a przede wszystkim nie świadczyli pracy pod kierownictwem przedsiębiorcy w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym. Samo rozliczanie w modelu time & material nie przesądziło o powstaniu stosunku pracy.
- Decyzja nr 8 z 10 sierpnia 2026 r.: Dotyczyła kierowców rozwożących pieczywo. GIP zaaprobował formę cywilnoprawną, ponieważ kierowcy sami określali dyspozycyjność, nie mieli obowiązku przyjmowania kolejnych zleceń, a umowa realnie dopuszczała wykonanie czynności przez inną osobę.
Wniosek dla sektora ochrony zdrowia jest jasny: PIP nie zakazuje B2B, lecz szuka w nim rzeczywistej przedsiębiorczości.
Co to oznacza dla lekarza na kontrakcie?
Z pierwszych decyzji nie należy wyciągać skrajnego wniosku, że PIP zacznie masowo przekształcać umowy lekarzy w etaty. Byłoby to błędne tym bardziej, że Sąd Najwyższy jednoznacznie potwierdza dopuszczalność cywilnoprawnego wykonywania zawodu medycznego.
Najbardziej zagrożone są kontrakty stanowiące jedynie organizacyjną kalkę etatu:
- grafik ustalany jednostronnie przez szpital,
- konieczność uzyskiwania zgody na nieobecność,
- stała dyspozycyjność i brak realnej możliwości odmowy przyjęcia dyżuru,
- brak ryzyka gospodarczego po stronie lekarza,
- „urlop” funkcjonujący identycznie jak u pracownika, jedynie pod zmienioną nazwą.
Z drugiej strony korzystanie z bloku operacyjnego, aparatury szpitala, systemu HIS, dokumentacji medycznej czy przestrzeganie procedur bezpieczeństwa i jakości nie oznacza automatycznie stosunku pracy. Są to standardowe warunki konieczne do udzielania świadczeń medycznych. Podobnie sam fakt wpisania lekarza do grafiku nie musi stanowić „wyznaczania czasu pracy” – ważne jest to, kto i w jakim trybie ten grafik tworzy oraz czy lekarz ma na niego realny wpływ.
Wnioski dla audytu umów
Analizując kontrakty lekarskie po pierwszych decyzjach GIP, weryfikację warto zacząć nie od samej umowy, lecz od grafiku.
Należy przeanalizować regulaminy, procedury zastępstw, zasady zgłaszania nieobecności oraz korespondencję z ordynatorem. Warto sprawdzić, kto może nakazać lekarzowi dodatkowy dyżur, kto ponosi konsekwencje jego nieobecności i czym – poza fakturą i podatkami – jego codzienna pozycja różni się od pozycji lekarza zatrudnionego na umowę o pracę.
Inspektor PIP nie ograniczy się do przeczytania nagłówka umowy. Będzie badał, kto rzeczywiście organizuje pracę lekarza – i to wokół tego zagadnienia będą się toczyć najważniejsze spory w najbliższych miesiącach.
Wszystkie interpretacje poniżej.
Artykuł radcy prawnego Michała Modro.
Przeczytaj także:
