Jak powstrzymać epidemię otyłości? ►
Pacjenci z chorobą otyłościową czekają na możliwość skorzystania z koordynowanej, interdyscyplinarnej terapii, obejmującej dostęp do leczenia farmakologicznego i bariatrycznego oraz długofalowego monitorowania postępów. Zorganizowanie takiej kompleksowej opieki jest tańsze niż leczenie powikłań otyłości, których jest około dwustu. Codziennie powodują one przedwczesną śmierć ponad 160 osób.
W sesji „Jakie zmiany systemowe są konieczne, by zatrzymać epidemię otyłości w Polsce?” podczas konferencji Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026 uczestniczyli:
- prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański z Katedry i Zakładu Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych oraz Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu,
- dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie,
- Ewa Godlewska z FLO – Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości,
- Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia,
- prof. dr hab. n. med. Lucyna Ostrowska, była prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości,
- Michał Sutkowski, prezes elekt Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, z Uczelni Łazarskiego,
- dr hab. n. med. Monika Szulińska z Katedry i Zakładu Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych oraz Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu,
- prof. dr hab. n. med. Mariusz Wyleżoł z II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Onkologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Moderowała Małgorzata Wiśniewska z Studiomed TV i TVP.
Nagranie poniżej, pod wideo spisane fragmenty panelu.
Coraz więcej Polaków ma świadomość, że otyłość to choroba, coraz więcej lekarzy ma do dyspozycji leki na chorobę otyłościową i coraz więcej pacjentów dopytuje o nie. Jednak liczba pacjentów z chorobą otyłościową, mimo rosnącej świadomości społecznej, nie maleje.
– Żeby powstrzymać epidemię otyłości, trzeba zatrzymać albo zmniejszyć dwa wskaźniki: zapadalności i chorobowości. Trzeba więc mówić o profilaktyce, żeby zapobiegać chorobie otyłościowej, i o chorobowości, czyli skutecznym leczeniu osób, których już ten problem dotyczy – mówiła prof. dr hab. n. med. Lucyna Ostrowska, była prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.
Ważenie pacjentów jako obowiązek lekarza
– Profilaktyka choroby otyłościowej nie polega na nauczeniu ludzi, żeby mniej jedli i więcej się ruszali, ani na wprowadzaniu tzw. zdrowej żywności, postawieniu na kluby fitness czy trenerów personalnych. To dużo bardziej skomplikowany program. W ramach pracy w Partnerstwie na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości przygotowaliśmy obszerny raport dotyczący strategii organizowania profilaktyki i leczenia otyłości w Polsce, który został złożony w Ministerstwie Zdrowia. Główną działalnością Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości (PTLO) jest natomiast leczenie tej choroby – podkreśliła prof. Lucyna Ostrowska.
Sukcesem PTLO jest przekonanie pacjentów i przedstawicieli systemu ochrony zdrowia – od lekarzy poprzez dietetyków i fizjoterapeutów do psychologów – że otyłość to choroba. Teoretycznie wiedza na ten temat była dostępna już wcześniej.
– Ja tę wiedzę nazywam wydmuszkową, ponieważ wszyscy mówili: „tak, to choroba”, tylko wszyscy tę chorobę lekceważyli. Lekarze rodzinni nie chcieli jej rozpoznawać. Były problemy z tym, żeby lekarz rodzinny pacjenta zważył, zmierzył i obliczył wskaźnik masy ciała (body mass index – BMI). To się obecnie zdecydowanie zmieniło dzięki samym lekarzom, a także dzięki Narodowemu Funduszowi Zdrowia (NFZ), który wręcz zmusił lekarzy rodzinnych do tych czynności, bo inaczej nie mogli rozliczać wizyt. To podstawowa diagnostyka choroby otyłościowej. Okazało się jednak, że lekarze rodzinni traktowali te zadania wyłącznie jako dodatkowy obowiązek – często tylko pytali pacjentów, ile ważą i mierzą. I nie zobaczyli choroby, którą trzeba zdiagnozować i zacząć leczyć, zresztą jak każdą inną chorobę, z którą pacjent zgłasza się do gabinetu – mówiła prof. Lucyna Ostrowska.
Lucyna Ostrowska
Ścieżki koordynowane nie dla wszystkich
Dodała, że ciągle nie wiadomo, jaka jest skala występowania choroby otyłościowej w Polsce. Zebrane dane są jedynie przybliżone (szacunkowe), a informacje podawane przez pacjentów podczas wizyt w poradni podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) są często subiektywne i nierzetelne.
Ekspertka podkreśliła, że aby leczyć chorobę otyłościową, potrzebna jest świadomość, że powoduje ona dwieście powikłań, które wymagają interwencji lekarskiej. Trzeba także wiedzieć, jaka jest ścieżka pacjenta, który chce się leczyć.
– Nie udało nam się jej ustalić. Ta ścieżka miała się zaczynać u lekarza rodzinnego, który w sytuacji, gdyby nie był w stanie zająć się swoim pacjentem, miał go kierować do specjalistycznych ośrodków. Tutaj powstawał problem, bo takich ośrodków na razie nie ma. Resort zdrowia, znajdując furtkę, kierował pacjentów od lekarza rodzinnego do opieki koordynowanej, gdzie powstało kilka ścieżek, ale tylko dla chorych, którzy mają powikłania choroby otyłościowej, czyli ścieżka diabetologiczna, kardiologiczna, pulmonologiczna, nefrologiczna i endokrynologiczna. Zabrakło jednak ścieżki dla pacjenta z chorobą otyłościową bez powikłań, a głównie bez powikłań metabolicznych. W dodatku tylko 25 proc. poradni POZ w Polsce w ogóle podjęło pięciotorową ścieżkę opieki koordynowanej – stwierdziła.
Kolejne 25 proc. poradni podjęło ścieżkę koordynowaną o ograniczonym zakresie, obejmującą zwykle dwóch specjalistów, najczęściej diabetologa i kardiologa.
Zawężenie kryteriów refundacji
Prof. Lucyna Ostrowska przekonywała, że do zmniejszenia chorobowości potrzebna jest skuteczna terapia otyłości.
– Badania prowadzone na całym świecie udowodniły jednoznacznie, że stosowanie leczenia niefarmakologicznego, obejmującego restrykcyjne diety i aktywność fizyczną, w przypadku otyłości nie jest skuteczne, gdyż zwykle zmniejsza masę ciała zaledwie o średnio 5 proc., a pacjent nie jest w stanie „siłą woli” utrzymać tej choroby w remisji – tłumaczyła.
Dodała, że zgodnie ze współczesną wiedzą medyczną niemal każdy pacjent z chorobą otyłościową powinien być leczony zarówno niefarmakologicznie, jak i farmakologicznie, a ok. 2,5 proc. chorych powinno być kierowanych do chirurga bariatry.
– Przez dwa lata staraliśmy się o refundację leków, obecnie jesteśmy na etapie złożenia dokumentów. Były prowadzone dyskusje z departamentem do spraw leków w resorcie zdrowia i wiadomo mniej więcej, jakie kryteria są potrzebne w tym przypadku. Musieliśmy je zawęzić, ponieważ 9 mln dorosłych Polaków i 3,5 mln dzieci i młodzieży ma w tej chwili chorobę otyłościową i żaden system nie udźwignie refundacji dla takiej liczby pacjentów. Terapia będzie najprawdopodobniej refundowana w ramach programów lekowych – wyjaśniła.
W przypadku osób dorosłych (od 18 lat) kryterium ma być BMI ≥ 35 kg/m2 oraz towarzyszące choroby układu sercowo-naczyniowego. Inne kryteria mówiły o współistniejącym nadciśnieniu tętniczym i zaburzeniach lipidowych. W przypadku dzieci od 12. do 18. roku życia BMI miało się znajdować powyżej 95. percentyla, jednak resort zdrowia chce zawęzić kryteria wyłącznie do tzw. młodych dorosłych (18–26 lat) z BMI ≥ 35 kg/m2 oraz czynnikami ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego albo włączyć do programu tylko grupę 18–26 lat z BMI ≥ 35 kg/m2 bez powikłań, żeby zapobiegać ich występowaniu.
– Chciałoby się zapytać, co z pozostałymi pacjentami, którzy nie mają jeszcze powikłań – zauważyła prof. Lucyna Ostrowska.
Leczenie powikłań, a nie choroby
Dr hab. n. med. Monika Szulińska z Katedry i Zakładu Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych oraz Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, przypomniała, że otyłość została wpisana na listę chorób przez Światową Organizację Zdrowia (World Health Organization – WHO) w 1997 r. i że w zakresie jej leczenia w Polsce w ostatnich latach działo się bardzo dużo, także dzięki działalności PTLO. Przyznała jednak, że przez brak refundacji oraz brak poradni leczenia otyłości dostępność farmakoterapii i kompleksowego leczenia jest ograniczona.
– To nielogiczne, że mamy rozwinięty system opieki zajmujący się powikłaniami, natomiast jeżeli chodzi o samą chorobę otyłościową, to nadal jesteśmy na początku drogi. Chorzy coraz częściej korzystają z farmakoterapii, ale ograniczenia dostępu do niej nie wynikają tylko z braku refundacji. Są także związane z tym, gdzie pacjenci pozyskują informacje na temat leczenia. Jak wynika z danych IPSOS 2025, obecnie są to głównie media społecznościowe, a wiemy, że znajdujące się tam informacje nie są równoznaczne z faktami, a tym bardziej z medycyną opartą na faktach. Tylko 3 proc. pacjentów deklaruje, że korzysta z farmakoterapii w leczeniu choroby otyłościowej, natomiast 4 proc. korzysta z suplementów, co nie dotyczy żadnej innej choroby przewlekłej. W leczeniu choroby otyłościowej nie chodzi tylko o zażywanie leków, ale o kompleksowe postępowanie obejmujące dietoterapię, psychoterapię i terapię ruchem. Tylko wtedy możemy oczekiwać trwałych efektów – podkreśliła.
Dodała, że o ile na rozpowszechnianie różnych informacji w internecie nie mamy wpływu, to możemy oddziaływać na to, jakie informacje lekarz przekazuje pacjentowi i jak go edukuje w zakresie leczenia choroby otyłościowej. Zwróciła uwagę na niewielką liczbę poradni zaburzeń metabolicznych, które mają zakontraktowane leczenie otyłości.
Prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański z Katedry i Zakładu Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych oraz Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu stwierdził, że mity i stereotypy dotyczące leczenia otyłości zabierają szansę na życie wielu osobom, powodują, że pacjenci ustawiają się w coraz dłuższych kolejkach do różnych specjalistów, a codziennie z powodu nieleczonej choroby otyłościowej w naszym kraju przedwcześnie umiera ponad 160 osób.
Paweł Bogdański i Małgorzata Gałązka-Sobotka
Leczenie otyłości to inwestycja
– Stereotypem jest to, że skuteczne leczenie otyłości polega na modyfikacji stylu życia. Badania pokazują, że tylko jedna kobieta na 124 z BMI > 30 kg/m2 ma szansę zredukować masę ciała do prawidłowej dzięki wytrwałości i zaangażowaniu, a w przypadku BMI > 40 kg/m2 zaledwie jedna na 670 – mówił prof. Paweł Bogdański.
U mężczyzn wskaźnik ten wynosi jeden na 210 przy BMI > 30 kg/m2 oraz jeden na 1290 przy BMI > 40 kg/m2.
– Te osoby są bez szans, bo otyłość nie polega na tym, że ktoś za dużo je albo za mało się rusza. Jest ona spowodowana przez zaburzenia mechanizmów regulacyjnych i kontroli równowagi energetycznej – podkreślił ekspert.
Przytoczył dane amerykańskie, z których wynika, że jeden dolar zainwestowany w profilaktykę i leczenie otyłości zwraca się sześcioma dolarami przez kolejne 30 lat.
– To ogromna korzyść, to inwestycja, a nie wydatek. W tych kategoriach powinniśmy to rozpatrywać, w przeciwnym wypadku będziemy obserwowali wzrastającą na naszych oczach liczbę osób chorujących na otyłość i pacjentów z cukrzycą typu 2, nadciśnieniem tętniczym, chorobą niedokrwienną serca, chorobą zwyrodnieniową stawów kolanowych, którzy szukają pomocy u specjalistów, a wydatki na ten cel będą rosły dramatycznie. Jeśli chcemy oszczędzać, jeśli chcemy skracać kolejki, co deklarują wszyscy politycy od wielu lat, to musimy stworzyć narodowy system profilaktyki i leczenia tej groźnej, przewlekłej choroby – apelował.
Profesor dr hab. n. med. Mariusz Wyleżoł z II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej Naczyniowej i Onkologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zapytany o projekt KOS-BAR, który od wielu miesięcy nie przyjmuje nowych pacjentów, poinformował, że PTLO oraz Towarzystwo Chirurgów Polskich opiniowały ten program jako bardzo dobry, ale decyzje dotyczące jego dalszych losów należą do resortu zdrowia.
Mariusz Wyleżoł
Mariusz Wyleżoł mówił też o kompleksowości i personalizacji leczenia otyłości i podkreślił, że lekarzom brakuje systemowego, spójnego podejścia do otyłości jako choroby przewlekłej, odczuwają niedostateczny dostęp do zespołów wielodyscyplinarnych, refundowanej farmakoterapii oraz do długoterminowej kontroli nad tą grupą chorych.
– Po raz pierwszy w historii ludzkości mamy sytuację, gdzie nie brakuje narzędzi, jeżeli chodzi o leczenie choroby, a tak naprawdę nie potrafimy dostrzec tej możliwości i szansy – podkreślił prof. Mariusz Wyleżoł.
Dodał, że program KOS-BAR był dobrą podstawą do tego, żeby zorganizować model powszechnej, refundowanej opieki nad tą grupą chorych.
Lepiej mieć nowotwór niż otyłość
Michał Sutkowski, prezes elekt Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, z Uczelni Łazarskiego, zwrócił uwagę, że wprawdzie ustne deklaracje pacjentów dotyczące wagi nie mogą być podstawą do stworzenia rzetelnego rejestru chorych, jednak część pacjentów nie chce być ważona i mierzona, czego płatnik nie zauważa.
– Jako lekarz rodzinny staram się być koordynatorem opieki nad moimi pacjentami. Niezależnie od tego, czy mam opiekę koordynowaną czy nie, będę pacjentów leczył, ważył, mierzył i koordynował. To nie oznacza, że nie brakuje mi narzędzi, bo brakuje, i to dramatycznie. Chory otyły mówi mi: „Panie doktorze, ja bym wolał chorować na nowotwór, dlatego że wszyscy byście się mną zajęli”. Ja mam zaliczoną wizytę, ale co to oznacza? Jestem ankieterem, a pacjent zostaje ze swoim problemem. Kompleksowość działań musi się opierać także na zaufaniu do lekarzy rodzinnych – mówił.
Dodał, że potrzebne jest uporządkowanie całości systemu, także korzystania z narzędzi, które obecnie są do dyspozycji. Na przykład, od 2017 r. można tworzyć zespół lekarza rodzinnego z udziałem psychologa i dietetyka, a nic w tej materii się nie dzieje. Wspomniał o realizowanym w Gdańsku programie dotyczącym dzieci zagrożonych otyłością, który powinien zostać wprowadzony w całej Polsce.
Kilka miliardów złotych rocznie za nieleczenie otyłości
Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka reprezentowała podczas panelu Partnerstwo na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości – ruch społeczny stanowiący zintegrowaną platformę wielu instytucji, osób, organizacji, w tym również towarzystw naukowych i ośrodków akademickich, które postanowiły stworzyć przeciwwagę dla bierności państwa wobec problemu, który staje się gigantycznym wyzwaniem zdrowotnym, społecznym i ekonomicznym.
– Dzisiaj koszty leczenia otyłości i jej powikłań szacuje się na prawie 2,6 proc. PKB. Jeżeli nic nie zrobimy, czyli utrzymamy ten sam model opieki i organizacji ochrony zdrowia, z brakiem prewencji, profilaktyki i bardzo źle zorganizowaną opieką, to w ciągu najbliższych dwóch dekad koszty leczenia powikłań otyłości wzrosną do 5 proc. PKB – ostrzegała.
Małgorzata Gałązka-Sobotka
Nieleczenie otyłości, czyli leczenie jej powikłań, kosztuje nas 3,8–4,6 mld zł rocznie (w ramach NFZ). Dotyczy to wyłącznie takich powikłań, jak cukrzyca, dyslipidemia, bezdech senny, choroby zwyrodnieniowe stawów czy przewlekła choroba nerek.
– Na leczenie otyłości wystarczyłaby kwota od 1 mld zł do maksymalnie 2 mld zł. Osiągnęlibyśmy to, gdybyśmy doprecyzowali ścieżkę i zadania lekarza rodzinnego oraz stworzyli narzędzia do tego, by pacjenci, którzy trafiają do lekarzy specjalistów, mogli otrzymać pomoc w zakresie leczenia choroby podstawowej, a nie tylko powikłań. Nie chodzi o to, aby tworzyć nowe struktury organizacyjne, tylko o to, aby te, które są już w systemie, miały możliwość zaopiekowania się pacjentem z otyłością – tłumaczyła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Wspomniała, że jest już wielu lekarzy, którzy mają certyfikat PTLO, bardzo zaawansowane są prace nad wprowadzeniem umiejętności obesitologia.
– Tak naprawdę musimy tylko i wyłącznie lepiej zorganizować ten system, żeby racjonalnie gospodarować środkami. To bardzo ważny akcent w sytuacji kryzysu finansowego NFZ, bo jeżeli nadal nie będziemy wdrażali zmian w organizacji opieki nad pacjentem z otyłością, to kryzys finansów sektora ochrony zdrowia będzie się pogłębiał – dodała.
Wspomniała też o założeniach strategii Stop Otyłości, która nie ma odpowiednika na świecie, oraz o wynikającej z konstytucji gwarancji równego dostępu do leczenia dla wszystkich.
– Dla pacjentów z chorobą otyłościową nie ma dzisiaj żadnej ustrukturyzowanej propozycji ani na poziomie POZ, ani na poziomie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Jedyną jest leczenie chirurgiczne otyłości olbrzymiej, niestety obecnie bez możliwości uzyskania kompleksowej opieki bariatrycznej opartej na interdyscyplinarnym zespole. Program pilotażowy KOS-BAR jest w zawieszeniu i w konsekwencji pacjenci znowu są skazani na rozproszone świadczenia, których ograniczona dostępność w ramach NFZ zmusza do poszukiwania opieki w sektorze prywatnym. Badania jednoznacznie potwierdzają, że warunkiem skutecznego leczenia otyłości jest interdyscyplinarność i kompleksowość. Dzisiaj w opiece publicznej te dwa warunki nie są spełnione – podsumowała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Pacjenci pogubieni w systemie
Ewa Godlewska z FLO – Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości mówiła o tym, że pacjenci są zagubieni w systemie i skala tego problemu rośnie, gdyż coraz więcej osób ma świadomość, że otyłość to choroba, i próbuje szukać pomocy medycznej.
Ewa Godlewska
– Otrzymujemy informacje, które brzmią podobnie: „Wiem, że potrzebuję pomocy medycznej, ale nie wiem, od czego zacząć. Nie wiem, do jakiego lekarza się udać. Nie wiem, jakie świadczenia mi przysługują. Proszę o pomoc”. Staramy się kierować pacjentów do różnych ośrodków, ale brakuje nam narzędzi, zwłaszcza w przypadku osób, które jeszcze nie mają powikłań. Kontakt z lekarzem POZ nie załatwia sprawy, bo nawet jeśli pacjent dostanie receptę na lek, to nie otrzyma wielospecjalistycznej opieki medycznej i długofalowego monitorowania leczenia – przedstawiła sytuację.
Podkreśliła, że lek nie jest magicznym eliksirem, a chory musi wykonać gigantyczną pracę i potrzebuje wielospecjalistycznego, długofalowego wsparcia, żeby leczenie było skuteczne.
– W dodatku pacjenci słyszą, że leki to „pójście na łatwiznę”. Nie znam innej grupy pacjentów w Polsce, która musi się tłumaczyć z tego, że podejmuje leczenie. To jest po prostu coś niebywałego i ja temu mówię stanowcze nie. Każdy chory na otyłość ma za sobą kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt nieudanych prób redukcji masy ciała. Zwykle to się kończy tym samym, czyli postępem choroby. Z błędnego koła pozwala wyjść jedynie leczenie, a więc farmakoterapia lub chirurgia bariatryczna – dodała.
Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia, poinformowała, że 7 lutego 2026 r. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przekaże resortowi rekomendacje wraz z projektem rozporządzenia dotyczącego programu KOS-BAR. Ewaluacja pilotażu zakończyła się 31 grudnia 2025 r., natomiast cały pilotaż zakończy się oficjalnie w czerwcu 2026 r.
– Materiał przekazany od agencji będzie wewnętrznie monitorowany, przejdzie konsultacje wewnętrzne. Zobaczymy, jakie moduły obejmie program, ponieważ po pilotażu pojawiały się postulaty dotyczące jego modyfikacji w zakresie rehabilitacji i dodania pewnych procedur, których brakowało, czyli plastyki powłok brzusznych – mówiła.
Rozporządzenie może wejść w życie w ciągu trzech miesięcy. W tym czasie odbędą się także uzgodnienia z NFZ, który będzie musiał przeprowadzić konkursy na nowe świadczenie.
Menedżer Zdrowia
