Kontrola wynagrodzeń lekarzy – sonda „Menedżera Zdrowia”
Opinię publiczną zszokowały informacje o warszawskim lekarzu i radnym Koalicji Obywatelskiej, który miał zarobić 1,6 mln zł w ciągu jednego roku. W odpowiedzi rząd proceduje projekt ustawy umożliwiającej monitorowanie wynagrodzeń lekarzy. „Menedżer Zdrowia” poprosił przedstawicieli środowiska medycznego o komentarze w tej sprawie.
- Adam Kozierkiewicz, Anna Gołębicka, Sebastian Goncerz, Andrzej Sokołowski w „Menedżerze Zdrowia” oceniają to procedowane rozwiązanie, które umożliwi Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbieranie informacji o zarobkach lekarzy
- Adam Kozierkiewicz informuje, że w Wielkiej Brytanii i USA urzędy skarbowe przekazują informacje o wynagrodzeniach medyków administracji odpowiedzialnej za ochronę zdrowia. – Pomysł rządu jest jak najbardziej zasadny – dodaje
- Anna Gołebicka przyznaje, że z zawodem lekarza dzieje się to samo, co ze środowiskiem księży. – Jedno zgniłe jabłko w koszyku sprawia, że na te zdrowe patrzymy podejrzliwie – komentuje
- Sebastian Goncerz obawia się nie samego rozwiązania, ale instytucji państwowych. – Mieliśmy już sytuację, kiedy dane miały być zanonimizowane, a minister użył ich do walki politycznej – przypomina
- Andrzej Sokołowki zwraca uwagę, że lekarze nagminnie pracują w tym samym czasie w różnych miejscach
17 czerwca z kolei w branży mówiło się o 32-letnim ortopedzie, który zarobił w ubiegłym roku 3 mln zł brutto, a więc ponad 2,6 mln zł na rękę – informowaliśmy o tym w tekście „Ortopeda zarobił w rok ponad 3 mln zł brutto”.
Zaczęło się od radnego-lekarza
Kacprzyk nie jest już członkiem KO, a rząd proceduje projekt ustawy o zmianieustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznychoraz ustawy o działalności leczniczej, który umożliwi zbieranie informacji o zarobkach medyków w powiązaniu z numerem PESEL. Dane te mają być zanonimizowane.
Pomysł rządu jak najbardziej zasadny
Adam Kozierkiewicz, ekspert w zakresie ekonomiki zdrowia i organizacji systemów opieki zdrowotnych, w rozmowie z ”Menedżerem Zdrowia” zwraca uwagę, że badanie wynagrodzeń lekarzy stosowane jest między innymi w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii.
Wyjaśnia, że w tych krajach rząd, administracja odpowiedzialna za ochronę zdrowia bada wynagrodzenia lekarzy w podziale na regiony kraju, specjalności oraz grupy wiekowe, ewentualnie płeć.
Adam Kozierkiewicz podkreśla, że celem takiego badania jest dostosowywanie taryf w systemie publicznym w taki sposób, by wynagrodzenia poszczególnych specjalności lekarskich nie różniły się nadmiernie.
Działanie nie na opiniach, ale na faktach
W ocenie Anny Gołębickiej, ekonomistki i członkini Rady Narodowego Funduszu Zdrowia, ważne jest to, że zebrane w ten sposób dane mają być zanonimizowane, czyli rozwiązanie ma odnieść się do zarobków w zawodzie lekarskim, a nie do poszczególnych osób.
– Od dawna widać, że z zawodem lekarza dzieje się to samo, co ze środowiskiem księży. Są tacy, którzy wykorzystują maksymalnie system, wręcz nadużywają swojej pozycji. Jest z nimi trochę tak, jak z jabłkami w koszyku – jedno zgniłe jabłko sprawia, że cały koszyk się infekuje i potem już nawet na te zdrowe patrzymy podejrzliwie – uważa Anna Gołębicka.
Twierdzi, że środowisko lekarskie powinno być transparentne, działać na jasnych zasadach, powinno się oczyścić z atmosfery, jaka zebrała się wokół lekarzy, bo ten zawód szczególnie potrzebuje spokoju i zaufania.
I dodaje, że w przeciwnym razie cały czas „będziemy w atmosferze szczucia na lekarzy, patrzenia na nich podejrzliwie.
– Z drugiej strony trzeba sobie jasno powiedzieć, że zawód lekarza nie jest łatwy, jest bardzo odpowiedzialny, dlatego lekarz powinien godnie zarabiać, ale nie powinien nadużywać systemu. Nie powinno być kominów, demotywujących nawet samych lekarzy różnic w wynagrodzeniach – dodaje.
– Samo rozwiązanie jest próbą działania nie na opiniach, ale na faktach, sporządzenia pewnej mapy zawodu. Pytanie jest, jak te przepisy będą wykorzystane, jakie wnioski się z nich wyciągnie. Trzeba zaznaczyć, że suma sumie nierówna. Trzeba jeszcze rozumieć gdzie i ile pracy się pod daną sumą kryje – podsumowuje członkini Rady NFZ.
Szpitale pozostają łupem politycznym
Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, uważa, że zbieranie danych jest ważnym elementem zarządzania opieką zdrowotną.
– Moje obawy budzi to, jak będą wykorzystane. Mieliśmy taką sytuację z byłym ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim, kiedy w teorii dane dotyczące recept powinny anonimizowane, tymczasem minister był w stanie wskazać konkretną osobę, datę, receptę, którą wystawił sobie lekarz i użyć tego do walki politycznej. Dlatego obawiam się nie samego rozwiązania, ale instytucji państwowych, do których mam ograniczone zaufanie – podkreśla w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” Sebastian Goncerz.
W ocenie Goncerza zbieranie danych ogólnokrajowych, czysto statystycznych, samo w sobie nie jest szkodliwe, pod warunkiem że nie będzie obarczone znaczącym błędem, jak bywa to w przypadku doniesień medialnych o tym, że lekarz zarobił ogromną kwotę, po czym okazuje się, że zarobiła to cała firma, zatrudniająca 20 osób.
– Pytanie, czy te dane – niezależnie od zapewnień – nie będą stosowane do wyszukiwania osób, które z władzą mają nie po drodze. Myślę o wyszukiwaniu przeciwników politycznych, którzy akurat są lekarzami – dodaje Sebastian Goncerz.
W jego opinii w całej sprawie jest jeszcze jeden istotny wątek.
– Nie jest tylko kwestią, że ten pan [Dawid Kacprzyk – red.] jest lekarzem, ale jest również politykiem i warunki zatrudnienia, które uzyskał w trybie pozarezydenckim, są ewenementem, bo generalnie zarobki lekarzy w trakcie specjalizacji w trybie pozarezydenckim są niższe niż te w trybie rezydenckim – zauważa przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
Lekarze nagminnie pracują w tym samym czasie w różnych miejscach
Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych (OSSP) Andrzej Sokołowski jest zdania, że ten ruch rządu jest ewidentnie polityczny.
– Dlaczego nie zaproponowano sprawdzenia przychodów piłkarzy, niektórych naukowców, sędziów, adwokatów. Proszę popatrzeć, jakimi samochodami jeżdżą, jak mieszkają adwokaci. Tutaj jest afera i to w partii politycznej, to trzeba się jakoś z tego otrząsnąć i wskazać innego. Może jeszcze kilku się znajdzie i powiedzą: „Popatrzcie, nie tylko nasz działacz partyjny, ale i inni też tak zarabiają” – wskazuje Andrzej Sokołowski.
– Kto wymyślił system płatności 500 zł za godzinę na SOR-ach Przecież nie ten lekarz to wymyślił – zaznacza Andrzej Sokołowski. I dodaje, że nie zmienia to faktu, że „absolutnie należy mu się kara administracyjna za oszustwa, za to, że brał pieniądze za pracę na SOR-ze, w tym czasie prowadził działalność polityczną”.
– Kto wprowadził kontrakty? – pyta Andrzej Sokołowski.
– Kiedyś wszyscy pracowaliśmy na etatach, którymi było bardzo łatwo sterować. Były grupy zaszeregowania, wszystko było jasne i czytelne, ale komuś to przeszkadzało i wprowadzono kontrakty. Dziś wszyscy są na kontraktach, czyli umowie między lekarzem a pracodawcą – przypomina.
– Niech NFZ nie robi z siebie głupiego i nie udaje, że nie wie, kto, gdzie pracuje. Przecież jeśli otworzy pan przychodnię, to aby mieć kontrakt z NFZ, musi pan podać, że doktor Kowalski będzie pracował u pana w określonych godzinach, doktor Wiśniewski będzie pracował w określonych godzinach, podobnie z każdą pielęgniarką, bo musi pan spełnić pewne normy – mówi w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” prezes OSSP.
Andrzej Sokołowski zwraca uwagę, że lekarze nagminnie pracują w tym samym czasie w różnych miejscach, dyrektorzy placówek o tym wiedzą, ale nie mają wyjścia. Medyk załatwi pacjentów i wypada. Dostaje pieniądze, powiedzmy, za trzy czy cztery godziny, a pracuje dwie.
– Gdyby zamontowali tam chata GPT, to w godzinę wyłapałby wszystkich, którzy pracują w tym samym czasie w różnych miejscach – jest zdania prezes OSSP.
Przeczytaj także: „Przepisy o zarobkach lekarzy już po pierwszym głosowaniu w Sejmie” i „Porządek z lekarskimi wypłatami – propozycje Lewicy”.



