Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Źródło: Sejm

Medycyna limitowana

PAP/Szymon Pulcyn

Miało być 120 miejsc na nowym wydziale lekarskim łódzkiej uczelni, stanęło na zaledwie 50. Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka ostudziła entuzjazm szkół niepublicznych i ogłosiła zmianę państwowego kursu. Stwierdziła, że lekarzy w regionie już nie brakuje, od masowego kształcenia przyszłych medyków ważniejsza jest weryfikacja jakości, a za dekadę limity przyjęć na studia trzeba będzie wręcz ucinać.

  • Przedstawicielka resortu na twardych danych dowiodła, że w województwie łódzkim wskaźnik zatrudnienia medyków jest jednym z najwyższych w kraju i przewyższa unijną średnią
  • Wyliczyła też, że przy obecnym tempie wzrostu liczby absolwentów za dekadę niezbędne będzie drastyczne cięcie limitów przyjęć na medycynę
  • Odpowiadając na jedną z interpelacji, ostrzegła nowe uczelnie niepubliczne: bez wieloletniego doświadczenia i rzetelnie wykształconych kadr nie ma mowy o rozwoju i zwiększaniu naboru

Poseł Tomasz Trela z Lewicy upomniał się w interpelacji nr 19256 o Społeczną Akademię Nauk w Łodzi, która w roku akademickim 2026/2027 musiała zadowolić się limitem 50 miejsc na kierunku lekarskim, mimo że chętnych było ponad pół tysiąca. Polityk argumentował, że uczelnia posiada odpowiednie zaplecze, infrastrukturę oraz akredytację Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Zwracał przy tym uwagę na dysproporcje względem innych placówek niepublicznych, wskazując, że chociażby Akademia Śląska otrzymała aż 225 miejsc. Głównym argumentem posła pozostawał powszechnie podnoszony dotąd deficyt medyków na rynku pracy.

Oficjalna odpowiedź resortu zdrowia – sygnowana przez wiceminister Katarzynę Kęcką – nie pozostawiła jednak złudzeń. Państwo drastycznie modyfikuje dotychczasową politykę kadrową.

Przedstawicielka resortu odrzuciła tezę o regionalnych brakach kadrowych.

Powołując się na mapy potrzeb zdrowotnych za 2024 r., resort udowadnia, że w Łódzkiem wskaźnik lekarzy wynosi 5,27 na 1000 mieszkańców. To drugi najwyższy wynik w Polsce, zaraz za województwem mazowieckim, który wyraźnie przewyższa zarówno średnią krajową (3,96), jak i wskaźniki państw OECD.

– Zwiększanie liczby studentów kształconych na kierunku lekarskim jest nie tylko niepotrzebne, ale też przyniosłoby negatywne skutki – podkreśliła wiceminister Katarzyna Kęcka, informując, że ogólnopolskie limity przyjęć zbliżają się do 9 tys. miejsc, co stanowi wzrost o ponad 150 proc. w stosunku do sytuacji sprzed kilkunastu lat (3402 miejsca w roku akademickim 2008/2009).

Według symulacji resortu, przy dotychczasowym modelu w ciągu najbliższych 25 lat – po uwzględnieniu naturalnych odejść na emeryturę – liczba praktykujących lekarzy będzie rosła o 3,5 do 4 tys. osób rocznie. To oznacza, że za dekadę Polska w skali kraju osiągnie wskaźnik 5 lekarzy na 1000 mieszkańców.

Wiceminister Katarzyna Kęcka postawiła sprawę jasno – to będzie moment, w którym niezbędne stanie się obniżenie limitów przyjęć na kierunki lekarskie.

Przedstawicielka resortu obaliła przy tym częsty argument uczelni niepublicznych, jakoby ich rozwój nic nie kosztował państwa, ponieważ studenci sami opłacają czesne. Jak przypomniała, edukacja medyczna nie kończy się na uzyskaniu dyplomu, a kolejne lata specjalizacji generują ogromne wydatki pokrywane ze środków publicznych.

Z odpowiedzi wiceminister wynikało także, że problemy pacjentów z dostępem do specjalistów to w istocie pochodna kłopotów w systemie kształcenia podyplomowego i wadliwej organizacji pracy, a nie niedoboru absolwentów medycyny.

Jakość, nie ilość

Dlaczego zatem łódzka uczelnia otrzymała tak restrykcyjny limit w porównaniu z rynkową konkurencją?

Wiceminister wytłumaczyła tę decyzję szczególną ostrożnością wobec szkół wyższych, które jeszcze do niedawna zmagały się z poważnymi problemami w zakresie jakości kształcenia.

Przypomniała, że Społeczna Akademia Nauk w Łodzi do roku akademickiego 2024/2025 posiadała negatywną opinię Polskiej Komisji Akredytacyjnej, a pozytywną ocenę uzyskała dopiero na kolejny rok.

Wyjaśniła wprost, że samo spełnienie ustawowego minimum kadrowego i infrastrukturalnego to dziś za mało. Spełnienie tych warunków stanowi jedynie tzw. przesłankę negatywną, czyli absolutne minimum dopuszczające do gry. Ponieważ całkowity potencjał dydaktyczny wszystkich krajowych uczelni już teraz przewyższa realne zapotrzebowanie państwa na absolwentów, ministerstwo w pierwszej kolejności wspiera te ośrodki, które gwarantują najwyższy poziom i mają wieloletnie doświadczenie.

– Najbardziej wartościowym wskaźnikiem jest jakość absolwentów opuszczających mury uczelni. To ona buduje renomę i prestiż. W przypadku SAN w Łodzi taka ocena nie jest jeszcze możliwa ze względu na brak absolwentów kierunku lekarskiego – oceniła wiceminister Katarzyna Kęcka.

Decyzja o niezwiększaniu limitu dla łódzkiej placówki na ubiegłorocznym poziomie to efekt wszechstronnej analizy prowadzonej wspólnie z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Odpowiedź Kęckiej jednoznacznie okazała się sygnałem dla nowo otwieranych, niepublicznych wydziałów lekarskich: czas bezrefleksyjnego przyznawania miejsc bez twardych dowodów na to, że uczelnia dostarcza na rynek rzetelnie przygotowanych medyków, bezpowrotnie minął.

Przeczytaj także: „Więcej miejsc na medycynie”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: Tomasz Trela Katarzyna Kęcka Społeczna Akademia Nauk w Łodzi Ministerstwo Zdrowia studia lekarskie kierunek lekarski limity przyjęć Polska Komisja Akredytacyjna PKA medycyna braki kadrowe uczelnie niepubliczne ochrona zdrowia Łódź studia studenci nauka edukacja