Wyślij
Udostępnij:
 
 
Prof. Marek Dobosz: Młodzi chirurdzy chcą operować
Źródło: MK/MD
Autor: Marta Koblańska |Data: 26.11.2019
 
 
Tagi: Marek Dobosz
- Sala operacyjna kształtuje chirurga w największym stopniu. W żargonie mówimy o tym, że „nabija rękę”, a to przecież od niej nierzadko zależy powodzenie zabiegu - mówi prof. Marek Dobosz ze Szpitala Copernicus w Gdańsku.
Młodzi chirurdzy mówią „dość” traktowaniu ich specjalizacji po macoszemu. Mają podstawy?
- Nie sposób nie zauważyć, że w ostatnich latach młodsze pokolenia polskich lekarzy, mając na względzie przyszłość ochrony zdrowia, zaczyna się organizować, głośno artykułować swoje postulaty i wyrażać niezgodę na stan obecny. Dotyczy to także chirurgii. Dlaczego? Ponieważ przewlekle niedofinansowana ochrona zdrowia w naszym kraju znajduje się w stanie głębokiej zapaści, a przeciętny polski pacjent ma podstawy, by obawiać się o własne zdrowie i możliwość dostępu do specjalistycznego leczenia. Poza tym system szkolenia podyplomowego, podczas którego edukowani są przyszli specjaliści chirurgii, nierzadko zniechęca absolwentów medycznych uniwersytetów do wybrania niezwykle ważnej specjalizacji, jaką jest chirurgia ogólna.

Co to tak naprawdę oznacza?
- Obecny system szkolenia w chirurgii ogólnej jest porównywalny do tego, jaki został przyjęty przez EUMS (European Union of Medical Specialists) w Unii Europejskiej. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Co mam na myśli? Największym obciążeniem dla młodych chirurgów jest obowiązek uczestniczenia w kursach doskonalących i stażach organizowanych na terenie kraju w wytypowanych jednostkach. Dlaczego?

Po pierwsze, poziom tych kursów jest zróżnicowany, oprócz wykładów na wysokim poziomie merytorycznym są i takie, że rezydenci mają poczucie straconego czasu, bo zamiast stać przy stole operacyjnym, wysiadują na salach wykładowych, a w czasie wolnych popołudni i wieczorów snują się po obcych miastach zamiast dyżurować i operować.

Po drugie, młodzi lekarze muszą we własnym zakresie zapewnić sobie zakwaterowanie i wyżywienie w miejscu, do którego jadą, co przy kilkutygodniowych pobytach niewątpliwie uszczupla ich budżet. Dlatego, według mnie, albo należałoby zmniejszyć liczbę obowiązkowych kursów albo zwiększyć liczbę szkolących ośrodków bliżej miejsca zamieszkania, aby ich odbycie nie wiązało się z wyjazdem na drugi koniec Polski. Rozwiązaniem mogłyby być kursy online, które nie odrywałyby młodego lekarza na kilka dni od swojego miejsca zamieszkania i pracy.

Z czego jeszcze są niezadowoleni młodzi lekarze?
- Z tego, że obarczani są biurokracją i koniecznością prowadzenia dokumentacji medycznej. A to oznacza, że pracują jako sekretarki medyczne, nie zaś jako pełnoprawni lekarze, do czego są powołani. Tymczasem rezydent jest zobowiązany do wykonania około 500 zabiegów w czasie okresu swojego specjalistycznego treningu: 150 operacji w dwuletnim module podstawowym i 350 w czteroletnim module specjalistycznym. Przy obarczeniu rezydentów wszystkimi kursami oraz biurokracją spełnienie tych wymagań staje się mało realne, zwłaszcza w module podstawowym. Czy szpitale ułatwiają naukę chirurgii? Absolutnie nie. Szpitale, które liczą pieniądze, preferują doświadczonych chirurgów, bo w czasie pracy przeprowadzają więcej operacji niż lekarz młody, który operuje dłużej, ponieważ się uczy. Osobnym problemem jest miejsce odbywania specjalizacji. Młodzi chirurdzy, zatrudnieni w szpitalach powiatowych, są szybko stają się sprawni w operowaniu mniej skomplikowanych przypadków, jak przepukliny czy żylaki, z kolei nie znają zupełnie „dużej” chirurgii (wątroby, trzustki, przełyku) zarezerwowanej dla ośrodków referencyjnych. I odwrotnie. Rezydenci ośrodków uniwersyteckich mogą nie poradzić sobie z zabiegami prostszymi, elementarzem chirurgii, ponieważ te zabiegi są w nich rzadko wykonywane. Dlatego system szkoleń powinien to zapewnić. Być może rozwiązaniem tego problemu byłoby umożliwienie każdemu uczącemu się chirurgowi odbycia obowiązkowego kilkunastomiesięcznego stażu zarówno w ośrodku uniwersyteckim, jak i w szpitalu o niższej referencyjności.

Co jeszcze wymaga zmiany?
- Czas pracy. W Polsce mamy 48-godzinny czas pracy w tygodniu, czyli licząc dyżury 24-godzinne, to dwie doby. Oczywiście czas pracy w opcjach opt-out można wydłużyć do ponad 60 godzin, ale w moim odczuciu ta liczba godzin, która zresztą obowiązuje w większości krajów Europy, jest niewystarczająca do pełnego treningu. W USA czas pracy młodego rezydenta wynosi około 80 godzin tygodniowo, co oznacza, że zdobędzie on dużo więcej wiedzy i lepsze umiejętności niż jego kolega z Europy.

Do takiej pracy potrzebna jest również kondycja fizyczna.
- Zgadza się. Chirurgię można porównać do sportu. Zarówno w sporcie, jak i chirurgii trzeba do końca utrzymać koncentrację i sprawność. W przeciwnym razie czeka nas porażka. Chirurg musi nauczyć się pracować nawet wówczas, gdy jest zmęczony, w nocy czy nad ranem. Dlatego obawiam się, że 48 godzinny tydzień pracy, w tym 10-godzinny dyżur, to zbyt mało, by nabrać właściwych cech psychofizycznych niezbędnych dla wykonywania zawodu chirurga.

Ktoś w ogóle chce zostać chirurgiem?
- To bardzo ciężka praca, źle opłacana w naszym kraju, bo pod względem wysokości wynagrodzeń jesteśmy w ogonie Europy. Młodzi rzeczywiście nie garną się do tej specjalizacji, wybierają łatwiejsze, bardziej dostatnie życie. Co prawda chirurgia ogólna została niedawno wpisana na listę deficytowych specjalizacji, co wiązało się z kilkusetzłotową podwyżką, jednak nadal nieadekwatną do wkładanego przez lekarzy wysiłku. W polskiej chirurgii mamy do czynienia z luką pokoleniową, która niestety już się dokonała. Przeciętny polski chirurg niedługo będzie obchodził 60. urodziny.

Który z tych problemów jest najpilniejszy do rozwiązania?
- Zmiany w systemie szkolenia umożliwiające spędzenie jak największej liczby godzin na bloku operacyjnym są najważniejsze. Sala operacyjna kształtuje chirurga w największym stopniu. W żargonie mówimy o tym, że „nabija rękę”, bo to przecież od niej nierzadko zależy powodzenie zabiegu.

A pieniądze?
- Też mają znaczenie. Młody chirurg musi wiedzieć, co go czeka w przyszłości. Trudno jest porównywać ciężkość pracy lekarzy rożnych specjalności, ale z pewnością chirurdzy ogólni są w czołówce, a zarabiają mniej niż lekarze z innych dziedzin. To powinno się zmienić. Po drugie, zmiany wymaga umocowanie kierowników specjalizacji. Osoby te powinny otrzymywać gratyfikację za wyszkolenie rezydenta, ale w zamian za to, składając własny podpis potwierdzający ukończenie szkolenia, winni przyjąć rodzaj odpowiedzialności za jego zawodową samodzielność. I jeszcze jedno, warto zacząć odbudowywać relacje mistrz-uczeń, ale to zupełnie inny temat. Sprawa jest warta przemyślenia.

Przeczytaj także: „Grodzki: Proszę mi wierzyć, chirurg poradzi sobie z niesfornymi senatorami” i „O polskie kadry powinniśmy się martwić”.

Zachęcamy do polubienia profilu „Menedżera Zdrowia” na Facebooku: www.facebook.com/MenedzerZdrowia i obserwowania kont na Twitterze i LinkedInie: www.twitter.com/MenedzerZdrowia i www.linkedin.com/MenedzerZdrowia.
 
© 2019 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe