Bezpieczeństwo lekowe to produkcja w Europie i mądra polityka refundacyjna
Forum Ekonomiczne w Karpaczu
– Z uwagi na zmniejszającą się liczbę producentów w Europie dostępność leków nie jest wystarczająca i polegamy na imporcie z Azji. Na szczęście pozytywna zmiana już się dokonuje. Kierownictwo Ministerstwa Zdrowia obrało świetny kierunek i planuje duży krok naprzód – oceniła w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” Karolina Demus, prezes Sandoz Polska.
- Z ekspertką rozmawialiśmy podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu
Bezpieczeństwo zdrowotne stało się w ostatnich latach jednym z najczęściej dyskutowanych tematów w Europie. Co ten termin oznacza dla pani prezes i kierowanej przez panią firmy? Jakie działania są priorytetem, aby Polska była lepiej przygotowana na ewentualne kryzysy?
Termin „bezpieczeństwo lekowe” jest dzisiaj odmieniany przez wszystkie przypadki. Z perspektywy naszej firmy kluczowe jest to, aby skupić się na produkcji w Europie. Wiele podmiotów farmaceutycznych jest silnie uzależnionych od dostaw substancji czynnych (API – active pharmaceutical ingredient) z Azji, co w sytuacji jakiegokolwiek zawirowania na rynkach potęguje problemy z dostępnością. Przykłady z ostatnich lat mówią zresztą same za siebie. Dlatego tak ważne jest, by zastanowić się nad mechanizmami, które zachęcą do produkcji API na Starym Kontynencie lub sprawią, że ta produkcja po prostu do nas wróci.
Zawsze podkreślamy, że Sandoz posiada pionowo zintegrowany zakład produkcji antybiotyków w austriackim Kundl. Oznacza to, że wytwarzamy tam zarówno gotowy lek, jak i substancję czynną. Dzięki temu bezpieczeństwo produkcji wynosi sto procent, a my w kontekście penicylin jesteśmy w stanie w pełni zabezpieczyć łańcuch dostaw. Mierzymy się jednak z bardzo silną konkurencją ze strony producentów bazujących na tańszych API sprowadzanych z zewnątrz, przez co wytwarzają oni tańsze leki. Właśnie dlatego potrzebujemy rozwiązań, które pozwolą oceniać produkty w przetargach nie tylko przez pryzmat najniższej ceny, ale również gwarancji bezpieczeństwa lekowego.
Budżet ma jednak swoje ograniczenia. W efekcie w przetargach szpitalnych nadal decyduje głównie cena, co negatywnie wpływa na rentowność europejskich zakładów produkcyjnych.
To prawda, presja cenowa jest potężna. Zresztą sami mocno walczymy obecnie o utrzymanie rentowności produkcji antybiotyków. Richard Saynor, globalny CEO Sandoz, słusznie powtarza, że antybiotyki zaczęto traktować na rynku jako produkt masowy, zupełnie podstawowy towar. Prawda jest jednak taka, że to właśnie te leki uratowały najwięcej ludzkich żyć w historii medycyny.
Szczególnie w obliczu konfliktów zbrojnych i kryzysów, które mają miejsce tuż za naszą granicą, powinniśmy o tym pamiętać. Dzisiejsza cena rynkowa antybiotyku bywa nieproporcjonalnie niska w stosunku do jego kluczowej roli...
Jak znaleźć równowagę między zapewnieniem ciągłości dostaw dla chorych a utrzymaniem i rozwojem strategicznego wytwarzania leków na Starym Kontynencie?
Z uwagi na zmniejszającą się liczbę producentów w Europie, dostępność leków nie jest wystarczająca i w dużej mierze polegamy na imporcie z Azji. To pokłosie tego, że wiele europejskich zakładów po prostu zostało zamkniętych ze względu na utratę konkurencyjności. Dopóki systemowo nie przywrócimy odpowiednich mechanizmów wsparcia i zachęt, problem będzie narastał, ponieważ wytwarzanie leków na naszym kontynencie staje się w wielu obszarach nieopłacalne.
Szukając właściwych proporcji, warto spojrzeć na inne państwa. Uważnie obserwujemy rynki Europy Zachodniej, gdzie widać dużą presję na poszukiwanie rozwiązań optymalnych kosztowo, ale z zachowaniem unijnej produkcji. Mówię tu przede wszystkim o branży leków generycznych i biorównoważnych, które generują potężne oszczędności dla systemu opieki zdrowotnej. Zaoszczędzone w ten sposób środki mogą być reinwestowane na przykład w finansowanie innowacyjnego leczenia chorób rzadkich albo bezpośrednio w zwiększenie puli leczonych pacjentów. Do tego niezbędna jest jednak zmiana w systemie ochrony zdrowia.
Wydaje się, że to już ostatni moment na podjęcie takich decyzji.
Zgadzam się. Wszyscy wiemy, jak napięty jest obecnie budżet płatnika i jak trudna staje się sytuacja. Wciąż jednak podkreślam, że polski system ochrony zdrowia – i poziom dostępu do leczenia – nie wypada w Europie najgorzej, więc nie powinniśmy obecnego stanu demonizować. Na szczęście pozytywna zmiana już się dokonuje. Kierownictwo Ministerstwa Zdrowia obrało świetny kierunek i planuje duży krok naprzód.
Prezes firmy farmaceutycznej chwali resort – to niezbyt częste
Ale jest za co! Zdecydowanie chwalimy. Jesteśmy czołowym dostawcą leków biorównoważnych, a w Polsce stopień ich wykorzystania znajduje się na bardzo niskim poziomie – wynosi zaledwie około 3 proc., o czym mówiłam wielokrotnie. Szefostwo resortu wnikliwie analizuje, jak zwiększyć dostępność tych nowoczesnych terapii dla większej grupy chorych, co uważamy za świetne działanie. Jako sektor pracowaliśmy nad tzw. czwartą kategorią dostępności, która ułatwiłaby ambulatoryjne podawanie leków biologicznych. To rozwiązanie co prawda nie weszło w życie, ale nowa propozycja „Polityka lekowa 2.0” przygotowywana przez resort wydaje się dużo lepsza. Czekamy na ostateczną wersję, ale rozwiązania, które do tej pory poznaliśmy, napawają optymizmem.
Chodzi między innymi o poszerzenie dostępności i uporządkowanie linii leczenia. W tej chwili lekarz ma właściwie pełną dowolność w doborze terapii biologicznej – i to jest zrozumiałe z punktu widzenia jego lekarskiej odpowiedzialności. Wiemy jednak, że na przykład trzech na czterech pacjentów może z powodzeniem rozpocząć leczenie od tańszego, ale równie skutecznego odpowiednika. Wprowadzenie zachęt do stosowania w pierwszej kolejności leków bardziej efektywnych kosztowo przyniesie oszczędności, które pozwolą pomóc większej liczbie osób. Kolejnym dobrym przykładem są proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany zakładające przenoszenie wybranych dojrzałych terapii z programów lekowych do refundacji aptecznej. To kierunek, który może znacząco ułatwić życie pacjentom, ograniczając konieczność regularnych wizyt w szpitalach i zwiększając dostęp do leczenia bliżej miejsca zamieszkania.
Równie pozytywnie oceniam zapowiedziane w projekcie „Polityka lekowa 2.0” działania na rzecz szerszego wykorzystania leków biorównoważnych. Ambicja zwiększenia ich udziału do poziomu 30 proc. pokazuje, że celem jest nie tylko poprawa efektywności systemu, lecz także zwiększenie dostępności nowoczesnych, ale przystępnych cenowo terapii dla polskich pacjentów. To właśnie takie rozwiązania najlepiej pokazują, że dobrze prowadzony dialog między resortem zdrowia a branżą może przynosić wymierne korzyści zarówno pacjentom, jak i całemu systemowi ochrony zdrowia.
Przeczytaj także: „Przy tworzeniu prawa potrzebny jest dialog”, „Co z tymi kontraktami dla lekarzy? ”, „Powiaty za słabe, szpitali w nadmiarze – czy pojmą to nasi włodarze?”, „Na cito trzeba odpolitycznić system ochrony zdrowia”, „Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o chirurgii robotowej, ale wstydzisz się zapytać” i „Ministerstwo dementuje. Ścieżka specjalizacyjna z psychoterapii będzie”.
Więcej materiałów z XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu po kliknięciu w poniższy baner.


