IPiN – oznaki procesu ozdrowieńczego
O Instytucie Psychiatrii i Neurologii pisało się, że w wyniku restrukturyzacji odeszło piętnastu psychiatrów, podmiot funkcjonuje dzięki pracy niewielkiej liczby najbardziej zaangażowanych specjalistów, ma rekordowe zadłużenie sięgające 216 mln zł, brakuje papieru toaletowego na oddziałach, a niewykluczone, że instytut może być zmuszony do zwrotu pieniędzy za badania. O tym wszystkim w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” mówi nowa dyrektor Sylwia Szepelawa.
- Od początku kwietnia nowym dyrektorem Instytutu Psychiatrii i Neurologii jest Sylwia Szepelawa, dotychczasowa zastępczyni dyrektora do spraw administracyjno-technicznych
- IPiN mierzy się z dużymi wyzwaniami – od zadłużenia, przez napięcia kadrowe, po nieprzychylne publikacje w prasie
- Nowa szefowa w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” odnosi się do wszystkich zarzutów – mówi wprost, co jest problemem, co jest narracją medialną i co zamierza zrobić
Pani dyrektor, objęła pani kierowanie Instytutem Psychiatrii i Neurologii w momencie, gdy placówka jest w centrum uwagi branży. Pisało się ostatnio, że w wyniku restrukturyzacji odeszło piętnastu psychiatrów, podmiot funkcjonuje dzięki pracy niewielkiej liczby najbardziej zaangażowanych specjalistów, ma rekordowe zadłużenie sięgające 216 mln zł, brakuje papieru toaletowego na oddziałach, a niewykluczone, że instytut może być zmuszony – według ustaleń „Rzeczpospolitej” – do zwrotu pieniędzy za badania. Nie jest to najłatwiejszy początek pracy dla dyrektora...
To prawda – i nie mam zamiaru tego pudrować. Sytuacja jest wymagająca, momentami bardzo trudna, ale nie jestem osobą z zewnątrz, która dopiero się wszystkiego uczy, poznaje specyfikę pracy. Przez ostatni rok byłam zatrudniona w instytucie jako zastępca dyrektora i dobrze znam codzienność. Mam też inną, istotną zaletę – pewien rodzaj wolności i neutralności. W ostatnich kilkunastu miesiącach byłam często na oddziałach, rozmawiałam z ludźmi, widziałam problemy z bliska. Nie mam komfortu powiedzenia, żeby dać mi rok na wdrożenie, ale wiem, gdzie są problemy i co można z nimi zrobić.
Jedno jest pewne – nie zaczynam, nie zaczynamy od zera. Jesteśmy w – nazwijmy to – procesie ozdrowieńczym.
Paradoks sytuacji polega na tym, że, gdy instytut dramatycznie się zadłużał, nikt wcześniej nie krzyczał i nie wysyłał donosów dziennikarzom, wtedy była cisza. Dziś jest głośno, a w rzeczywistości jest coraz lepiej. Straty finansowe wyhamowały i zdobyliśmy 200 mln na modernizację jednostki.
Skoro była pani wewnątrz – czy nie ponosi pani współodpowiedzialności za tę sytuację?
To uczciwe pytanie. Strata finansowa, z którą próbujemy się uporać, powstała kilka lat temu. Ja byłam wicedyrektorem zaledwie od roku. Odpowiadałam za konkretny obszar (infrastrukturę, logistykę, zaopatrzenie), natomiast decyzje dotyczące restrukturyzacji klinik czy polityki kadrowej zapadały gdzie indziej. Czy widziałam rzeczy, które wywoływały mój sprzeciw? Tak. Czy zawsze mogłam je zmienić? Nie, bo wykraczało to poza moje kompetencje.
Trzeba działać w sposób przemyślany i metodyczny. Nie jestem rewolucjonistką, jestem pragmatyczką z sensownym dodatkiem idealizmu.
Od stycznia 2025 r. odeszło piętnastu psychiatrów. Lekarze mówili publicznie o braku szacunku ze strony dyrekcji, o unikaniu kontaktu. Co pani na to?
Każde takie odejście to realna strata. Od kilku lat mamy rotację personelu. Przyjęliśmy też kilkunastu nowych lekarzy.
Rozmawiałam z częścią tych lekarzy. Powody były różne – od wypalenia zawodowego, po związane z komunikacją i sposobem przeprowadzania zmian. Ten drugi wątek biorę bardzo osobiście. Nie chcę, żeby ktokolwiek miał poczucie, że decyzje zapadają gdzieś ponad nim. Dlatego zmieniam sposób pracy – więcej rozmów, większa dostępność, obecność na oddziałach. To nie są hasła – to coś, co robię na co dzień. I widzę, że to działa. Udało się uspokoić napięcia z anestezjologami, jesteśmy w stałym kontakcie z zespołami, rozwiązujemy konkretne problemy. Przeprowadziliśmy na szybko kilka niezbędnych remontów, aby zapewnić lepszy komfort pracy tam, gdzie nie było remontów od kilkudziesięciu lat.
Rozmowy i działania przyniosły efekty. Szefowa izby przyjęć zostaje z nami. Mamy honorowe porozumienie – dopóki jestem dyrektorem, wspieram ją w ciężkiej pracy, a ona zostaje, dopóki pozostaję wierna zobowiązaniom wobec instytutu. Pani ordynator oddziału psychiatrii, serce naszej psychogeriatrii, była na pierwszej linii przez kilkadziesiąt lat. Jest człowiekiem pasji, nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć trwanie na stanowisku przy tak dużym obciążeniu pracą. W szczerej rozmowie przyznała się do zmęczenia i wypalenia, potrzebuje odpoczynku. Ma do tego prawo. Wychowała godnych następców i im przekazała stery. Jednak nie tracimy jej doświadczenia – po urlopie rozważa pozostanie przy nas jako mentor i konsultant najcięższych przypadków.
Moim zadaniem jest dziś jedno – zatrzymać ludzi, którzy są i chcą dbać o dobro wspólne. Jednocześnie chcę sprawić, żeby inni ambitni i sprawni merytorycznie chcieli tu przyjść. Zależy mi też na zmianie pokoleniowej. Powinniśmy dać szansę młodym, żeby oni też mogli kształtować instytut. Otwarcie mówię, że to nie jest miejsce, w którym gramy tylko na siebie i realizujemy swoje interesy, zasłaniając się dobrem pacjentów. Wprowadzamy transparentność i jasne zasady. Dlatego jeśli nawet usłyszą państwo o skandalach w instytucie, to są oznaki wspomnianego zdrowienia.
Dług to ponad 216 mln zł, instytut korzystał kiedyś z pożyczek w instytucjach pozabankowych, bo banki odmawiały kredytowania. Najwyższa Izba Kontroli oceniła finanse negatywnie. Kiedy IPiN wyjdzie na prostą?
Kiedy słyszę biadolenie, że dyrekcja wychodzi do ludzi z Excelem, mówiąc o sytuacji finansowej, i że to jest sprzeczne z dobrem pacjentów, uśmiecham się – bo przy wyliczaniu ich wynagrodzeń te same osoby nagle odzyskują szacunek do Excela i do pieniądza. Dbają o każdą złotówkę, która ma wpłynąć do ich kieszeni. Nie będę obiecywać cudów, bo to byłoby nieuczciwe, ale fakty są takie: strata netto w 2023 r. wynosiła prawie 28 mln zł, w 2024 r. – 24 mln zł, a w 2025 r. – 19 mln zł. To jest pierwszy raz od lat, kiedy trend jest jednorodnie malejący. Pan Piotr Nowicki [były dyrektor IPiN – red.] słusznie podkreślał ten fakt jako swój sukces. Plan restrukturyzacyjny zakłada zejście do około 3,5 mln zł straty w 2028 r. To nie jest wyjście na zero – ale to jest droga, którą rozumiem i za którą biorę odpowiedzialność.
W skrócie – pierwszy raz od lat wynik się poprawia. Strata maleje rok do roku, to realna zmiana, a nie zabieg księgowy. Szacunek do Excela to szacunek do konkretnego pacjenta – do tego, aby była możliwość zakupu leków, nowoczesnego wyposażenia instytutu i zapłaty wynagrodzenia dla profesjonalnej kadry.
Plan zakłada dalsze oddłużanie – do poziomu kilku milionów złotych straty w 2028 r. To nie jest jeszcze zero, ale pewna stabilność.
Poza tym mam kolejne pomysły na poprawę sytuacji finansowej, ale jest za wcześnie na ich ogłaszanie.
Równolegle pracujemy nad refinansowaniem zadłużenia. To trudne rozmowy, wymagające czasu i wiarygodności. Ale bez tego nie da się trwale ustabilizować sytuacji.
Na pewno w tych rozmowach nie pomagają doniesienia o braku papieru toaletowego na oddziałach...
To był pierwszy temat, który sprawdziłam. I mówię otwarcie – dokumenty tego nie potwierdzają. Nie było pisemnych skarg ze strony pacjentów. Jednocześnie, aby mieć pełny obraz sytuacji, zleciłam także codzienne kontrole na oddziałach.
Zdarzały się problemy po stronie dostawców, związane z opóźnieniami w płatnościach – problemy z płynnością mamy nagminnie z racji zadłużenia, ale nigdy nie zagrażały one bezpieczeństwu pacjentów, ani ciągłości opieki.
Co więcej, problem został nagłośniony dopiero przy zmianie dyrekcji w kwietniu, choć słyszymy, że miał istnieć już od stycznia. Trudno więc nie zadać pytania, skoro sytuacja była tak poważna, dlaczego wcześniej nikt tego nie zgłaszał i nie reagował? Czym innym jest realny problem operacyjny, a czym innym narracja, która zaczyna żyć własnym życiem.
A spór z Agencją Badań Medycznych?
Podchodzę do tego spokojnie i metodycznie. Zleciłam niezależną analizę prawną, bo nie podejmuje się takich decyzji „na czuja”. Kiedy będziemy mieć pewność, zajmę stanowisko.
Dla mnie ważne jest jedno – przejrzystość. Jeśli coś było nie tak, trzeba to naprawić. Jeśli nie, trzeba to jasno powiedzieć.
Poza tym, chcę wzmocnić naukę w instytucie, bo to jest jeden z jego fundamentów. Nie mogą to być jednak badania odtwórcze. Jeśli mamy ambicje do wielkości, to musimy „napełnić” je treścią. Światowa psychiatria i badania dotyczące mózgu rozwijają się w szybkim tempie, trzeba uczciwie powiedzieć, na co nas stać w tym wyścigu. Potrzebujemy realistycznej strategii rozwoju.
Plan restrukturyzacyjny zakłada konsolidację oddziałów i redukcję łóżek. Pracownicy obawiają się o swoje miejsca pracy. Co pani im mówi?
Zmiany będą, ale nie chaotyczne.
Dostosowujemy działalność do obowiązujących przepisów, zaleceń pokontrolnych oraz realiów funkcjonowania systemu ochrony zdrowia – potrzeb pacjentów i kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Część zmian wynika z konieczności wdrożenia rekomendacji po kontrolach Najwyższej Izby Kontroli czy NFZ i zapewnienia działania instytutu w pełnej zgodności z prawem. Jednocześnie realizujemy plan restrukturyzacyjny zaakceptowany przez Ministerstwo Zdrowia, którego celem jest uporządkowanie sytuacji instytutu i stworzenie warunków do jego dalszego rozwoju. Chcemy rozwijać nowe obszary działalności, nowe poradnie, projekty badawcze oraz badania kliniczne.
IPiN ma przyszłość – tylko nie może być kopią instytucji sprzed pół wieku. To piękna i godna szacunku historia, o której należy pamiętać, ale żebyśmy byli IPIN, z którego jesteśmy dumni i który był w swoim czasie liderem innowacji, dużo musi się zmienić. Zwłaszcza jeśli mamy aspiracje, aby dołączyć do elitarnego grona państwowych instytutów badawczych.
Przyszłość jest w naszych rękach – mamy wiele możliwości, żeby ambitne plany zostały zrealizowane. Nie przyjmuję tłumaczenia, że musimy utrzymać jakiś nieracjonalny sposób działania, tylko dlatego, że mamy taką tradycję.
200 mln zł na modernizację [chodzi o rządowy plan ratunkowy i modernizacyjny dla Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, głównie z Funduszu Medycznego – red.] – kiedy pacjenci odczują poprawę?
To będzie ogromna zmiana – naprawdę.
Wydarzy się relatywnie szybko, bo mamy mało czasu na modernizację. Pierwsze efekty będą widoczne w kolejnych latach, bo modernizujemy działający szpital. Nie możemy zamknąć oddziałów i powiedzieć, że wracamy za rok. Wszystko robimy etapami.
Kierunek jest jasno wytyczony – zupełnie nowy standard leczenia i pracy. Dlatego w nowe wnętrza chcę wprowadzić nową kulturę pracy. Wiele osób w instytucie też tego pragnie. Obecnie wstyd nam czasami, że w takich warunkach przyjmujemy pacjentów. Nowa inwestycja to długo oczekiwane wsparcie i szansa na realną modernizację. Nie tylko infrastruktury, ale i sposobu funkcjonowania instytutu.
Co pani konkretnie obiecuje?
W krótkiej perspektywie nie chcę składać wielkich deklaracji, tylko konsekwentnie realizować plan naprawczy i rozmawiać z ludźmi. Chcę przede wszystkim dać pracownikom poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności. Każdy pracownik, którego będą dotyczyły zmiany, dostanie jasną informację, co się zmienia, dlaczego i w jakim czasie.
Do końca roku chcę zamknąć temat refinansowania zadłużenia. Zamierzam też być ambasadorem instytutu na zewnątrz. O IPiN powiedziano wiele nieprawdy i będziemy te kwestie prostować oraz wyjaśniać. Powstanie także dział „aktualności” w intranecie, aby pracownicy mogli na bieżąco śledzić zmiany i decyzje.
Jeśli pojawiają się nieprawidłowości czy problemy, zależy mi przede wszystkim na rozmowie i zgłaszaniu ich wewnątrz instytutu. Tylko wtedy możemy realnie reagować i wspólnie rozwiązywać trudne sytuacje.
Nie chcę składać obietnic bez pokrycia. Chcę skupić się na konkretnych działaniach i odbudowie stabilności instytutu.
Co sprawi, że pani kadencja będzie inna?
Nie wiem, czy będzie inna – to ocenią inni.
Ja mogę powiedzieć tylko tyle – nie będę opowiadać o planach bez pokrycia. Pracuję na konkretnym planie, rozmawiam, także wtedy, kiedy to nie jest wygodne.
A czy to wystarczy?
Proszę zapytać mnie o to za rok.
A co z informacjami „Gazety Wyborczej”, która w tekście „Nie umiała odpowiedzieć na podstawowe pytania. Kim jest nowa dyrektorka Instytutu Psychiatrii i Neurologii”, zarzuca pani między innymi brak kompetencji do zarządzania tak dużą i ważną placówką medyczną, a także to, że niewłaściwie szefowała pani Samodzielnym Zespołem Publicznych Zakładów Lecznictwa Otwartego Warszawa-Wawer [Sylwia Szepelawa była tam dyrektorem – red.]?
W artykule jest wiele niekonsekwencji i subiektywnych ocen. Skoro, jak sugerują jego autorzy, sytuacja w wawerskim podmiocie była tak dobra przed moim przyjściem, trudno nie postawić pytania, dlaczego zdecydowano się na zatrudnienie mnie, czyli menedżera z zewnątrz. Nie zamierzam publicznie wracać do wydarzeń z tamtego okresu, ani prowadzić personalnych polemik. Mogę natomiast jasno powiedzieć, że przygotowany program restrukturyzacji był skuteczny i konsekwentnie realizowany, mimo że przez wiele miesięcy rada społeczna nie była w stanie go zaopiniować. Tym bardziej zaskakujące były późniejsze krytyczne wypowiedzi części jej członków pod moim adresem.
Mam świadomość, że proces naprawczy, który prowadzimy w IPiN, może wiązać się z kolejnymi atakami — również anonimowymi — ze strony części pracowników. Podobne sytuacje spotykały także moich poprzedników. Trzeba jednak jasno powiedzieć – mamy do czynienia z placówką wymagającą gruntownych zmian, a nie jedynie kosmetycznych działań wizerunkowych.
Paradoksalnie, tego rodzaju krytyka działa na mnie mobilizująco i utwierdza mnie w przekonaniu, że obrany kierunek zmian jest bardzo potrzebny.
Od redakcji
„Menedżer Zdrowia” zwraca uwagę, że sytuacja finansowo-organizacyjna instytutu nie jest winą działań dyrekcji z ostatnich kilku lat. Za taki, a nie inny stan rzeczy odpowiadają system ochrony zdrowia, decyzje rządzących i zmieniająca się rzeczywistość społeczno-gospodarcza w kraju (w ostatnich dekadach). Informowaliśmy o tym wiele razy – między innymi w tekstach „Instytut Problemów i Nerwów”, „IPiN chwieje się w posadach”, „Kolos na glinianych nogach wstaje z kolan?” i „Pikieta przeciwko likwidacji oddziału psychiatrii środowiskowej”.
Przeczytaj także: „1 203 286 467 złotych długu – instytuty to kolosy na glinianych nogach”.
