Jak wypłacać miliardy złotych podwyżek?
Podwyżki od lipca będą kosztowały 4,5 mld zł (w tym miliard złotych wynikający z inflacji). Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda odpowiada na pytanie, czy będą wypłacane „na PESEL”.
W poprzednich latach kierownictwo Ministerstwa Zdrowia wybierało najdroższą wersję wyceny świadczeń, która pozwalała na podniesienie 1 lipca wynagrodzeń pracowników i osób na kontraktach – co wynika z ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych.
Jak będzie w tym roku?
– Czekamy na rekomendacje Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – informuje minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
– Z szacunków wiemy, że waloryzacja będzie kosztowała 3,5 mld zł i dodatkowy miliard złotych, czyli koszt wynikający z inflacji. Przyjmiemy wariant, który zarekomenduje AOTMiT – zapewnia szefowa resortu, dodając, że w tym roku nie odejdziemy od modelu finansowania wynagrodzeń w wycenie świadczeń, bo na jego zmianę jest za mało czasu.
Czy minister skłania się do jego zmiany – na przykład do finasowania wynagrodzeń „na PESEL”?
„Na PESEL”, czyli jak?
Obecnie system działa tak, że Narodowy Fundusz Zdrowia płaci podmiotowi za wykonane procedury medyczne, a ten z tych pieniędzy musi opłacić wszystko: począwszy od prądu, przez leki, aż po pensje.
Finansowanie „na PESEL” to sposób przekazywania pieniędzy ze środków publicznych do szpitali na pensje personelu medycznego – w tym modelu płacenie medykowi odbywałoby się bezpośrednio z Narodowego Funduszu Zdrowia, na konkretnego pracownika (to jest przypisany do niego numer PESEL), a nie jako część ogólnej wyceny świadczenia.
– W rekomendacjach przekazanych podczas protestu przedstawicieli szpitali powiatowych i samorządów, który odbył się 3 marca 2026 r. przed resortem, zasugerowano wyodrębnienie ścieżki finansowania wynagrodzeń. Jednym z wariantów jest procentowy limit w budżecie szpitala, który mógłby być przeznaczany na wynagrodzenia. Wiemy, że w kraju ten udział to od czterdziestu paru procent po nawet dziewięćdziesiąt i więcej. Wspólnie z dyrektorami, przedstawicielami Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji i Narodowego Funduszu Zdrowia zastanawiamy się, czy postawienie takiej granicy będzie dobrym rozwiązaniem. Pozostawimy swobodę dyrektorom do kształtowania wynagrodzeń w swoich budżetach. Jestem gotowa, aby pracować nad takim rozwiązaniem – stwierdziła Jolanta Sobierańska-Grenda.
Przeczytaj także: „Pielęgniarka na ortopedii czy lekarz na internie – kto powinien zarabiać więcej?” i „Szpitale powiatowe – tak dłużej się nie da”.
PAP

