Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Źródło: Menedżer Zdrowia

Podatek zdrowotny receptą na nierówności w zdrowiu

123RF

– W interesie wszystkich, także bogatych, jest to, byśmy wprowadzili podatek zdrowotny. Dzięki temu będą żyli dłużej i w dobrym zdrowiu – podkreśla Maria Libura z Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

  • Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia rośnie, jednak mimo to wydłużają się kolejki
  • System, który jest nierówny, ostatecznie jest gorszy – również dla najbogatszych
  • Potrzeba zmiany sposobu finansowania ochrony zdrowia, samo oddłużanie niczego nie zmieni
  • Jeśli nie zrobimy czegoś istotnego, to rosnące koszty zmuszą nas, żeby ograniczyć państwową ochronę zdrowia

Po prezentacji raportu „Solidarność, która się opłaca. Nowy model finansowania ochrony zdrowia w Polsce” w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie wywiązała się dyskusja na temat efektywności kolejnego zwiększania nakładów na krajową ochronę zdrowia.

Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia rośnie, planowane przychody NFZ na 2026 r. wyniosą 217,4 mld zł, co oznacza, że będą większe o 9,9 proc. w porównaniu z rokiem 2025. 

Według Barometru Watch Health Care 2025 dostępność świadczeń zdrowotnych w naszym kraju osiągnęła poziom najgorszy od początku prowadzenia pomiarów w 2012 roku. Na przełomie października i listopada 2024 roku średni czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne wynosił 4,2 miesiąca, w porównaniu z 3,5 miesiąca w 2023 roku. To wydłużenie kolejek o 0,7 miesiąca w ciągu jednego roku.

Jeszcze dłużej pacjenci czekają na wizytę u lekarza specjalisty. Średni czas oczekiwania wyniósł 4,3 miesiąca, wobec 3,7 miesiąca rok wcześniej. Na badania diagnostyczne pacjenci czekali przeciętnie 3,1 miesiąca, to jest o 0,6 miesiąca dłużej niż przed rokiem.

Sytuacja w polskiej służbie zdrowia jest precedensowa, ponieważ mamy najwyższy dług w historii. Oprócz zadłużenia szpitali w wysokości ponad 26 mld zł jest luka finansowa w NFZ na poziomie 23 mld zł.

Polska powinna uciekać od nierówności zdrowotnych

Maria Libura z Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie zastanawia się, czy w ochronie zdrowia chcemy mieć system na wzór europejski, w którym lekarze czy pielęgniarki dobrze zarabiają.

– Pamiętam znajomą, która jako pielęgniarka pojechała pracować w Londynie i kiedy nocowała u koleżanki, która pracowała tam dłużej, zdziwiła się, że ma perfumy Chanel. To był początek XXI wieku. Dzisiaj w ogóle się nie dziwimy, że można pracować w zawodzie pielęgniarki i dobrze zarabiać. Kiedyś bywało inaczej – zauważa.

Jej zdaniem zasadne jest pytanie, czy chcemy mieć system europejski, który jednocześnie dąży do tego, by zapewnić równość traktowania pacjentów i sensowne warunki pracy dla swojego personelu, czy chcemy znaleźć się w systemie, w którym mamy ogromne nierówności, nie tylko zdrowotne.

– Pamiętajmy, że medycyna płaskiej krzywej ma drugą stronę, która czasami określana jest jako krzywa Prestona, czyli na początku, kiedy wychodzimy ze słabego stanu zdrowia populacji, jest bardzo łatwo uzyskać ogromne efekty. Ponieważ na przykład jedziemy do kraju, w którym nie ma dostępu do wody, drążymy studnie, przyjeżdża UNICEF, daje szczepionki. Bardzie niewielkie nakłady pozwalają uzyskać ogromne efekty zdrowotne, a potem od systemu ochrony zdrowia, od tego, czy jest sprawny, czy ze sobą współpracuje, zależy, czy będziemy dłużej w dobrym zdrowiu – analizuje Maria Libura.

Ekspertka zwraca uwagę, ze zgodnie z badaniami przeciętny Amerykanin żyje krócej niż Europejczyk z Zachodu.

– Dlatego, że system, który jest nierówny, ostatecznie jest gorszy – również dla najbogatszych. Nierówności w zdrowiu powodują, że osoby najlepiej zarabiające żyją statystycznie krócej niż w państwach, w których mamy większą równość zdrowotną. Dlatego w interesie wszystkich, także bogatych, jest to, byśmy wprowadzili podatek zdrowotny. Dzięki temu będą żyli dłużej i w dobrym zdrowiu – podsumowuje Maria Libura.

Według Ministerstwa Zdrowia w marcu ubiegłego roku zadłużenie szpitali działających jako samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej wynosiło 27,6 mld zł, z czego 4,2 mld zł to zobowiązania wymagalne, a więc takie, których termin na ich uregulowanie upłynął.

Ich pozycji nie ułatwi orzeczenie Sądu Najwyższego, na mocy którego SPOZ nie mogą korzystać z prawa restrukturyzacyjnego. W ocenie Związku Powiatów Polskich będzie to nakręcało spiralę zadłużenia szpitali.

O problemie tym mówi prof. uczelni, dr hab. Sebastian Sikorski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – Zwróćmy uwagę na to, jaki jest model finansowania. Nie mówię o opiece ambulatoryjnej, bo to jest zupełnie inna historia, ale o podmiotach, które w swoich strukturach mają szpitale i o generowaniu zadłużenia – wyjaśnia.

Jego zdaniem w tym momencie mamy system zero-jedynkowy. Prowadzony przez samorząd terytorialny szpital podchodzi do kontraktu, bardzo często aneksując umowę, i ma dwie możliwości: albo wziąć środki z NFZ i prowadzić działalność – nawet deficytową – w nadziei, że nastąpi uzupełnienie środków i oddłużenie, albo zaprzestać działalności.

– De facto mamy jedno źródło finansowania, bo inne są marginalne. Pojawiają się kwestie piramidy świadczeń, urealnienia koszyka świadczeń gwarantowanych, dodatkowych źródeł finansowania ochrony zdrowia – mówi dr Sikorski.

W jego ocenie sytuacja inaczej wyglądałaby, jeżeli byśmy mieli więcej narzędzi, czyli inne źródła finansowania, modyfikacje sposobu wyceny kontraktowania świadczeń, zasad udzielania świadczeń komercyjnych. To wszystko są elementy systemowe, które odpowiednio rzutują na to, że mamy wygenerowane takie zadłużenie.

– W roku 2005 było kilkanaście miliardów złotych [zadłużenia szpitali – przyp. red.] i byliśmy przerażeni. Teraz mamy 26–27 miliardów i poruszenie nie jest aż tak wielkie – ocenia Sebastian Sikorski.

W jego opinii z punktu widzenia jednostek samorządu terytorialnego wygląda to tak, że samorząd prowadzi szpital, którego zadłużenie narasta z roku na rok, i jeżeli nie jest w stanie dofinansować lecznicy, to w skali ogólnokrajowej dochodzimy do takiego pułapu, w którym następuje kolejne oddłużenie.

– By utrzymać szpitale, przekazujemy kolejne środki, utrzymujemy pewną fikcję, przez chwilę jest dobrze, a potem lecznice znowu się zadłużają. Nie chcę powiedzieć, że sam mechanizm finansowania jest tu decydujący, zarządzanie też odgrywa rolę, ale finansowanie jest przyczyną główną. Jeżeli zmienimy sposób finansowania ochrony zdrowia, to faktyczne instrumenty – nie tylko do oddłużania szpitali, ale także do restrukturyzacji – będą możliwe. Zaryzykuję stwierdzenie, że to będzie kolejny raz oddłużenie. Nie twierdzę, że nie trzeba tego robić, bo szpitale muszą funkcjonować – podkreśla Sebastian Sikorski.

Rosnące koszty zmuszą nas, żeby ograniczyć państwową ochronę zdrowia

Dr Michał Zabdyr-Jamróz z Instytutu Zdrowia Publicznego, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego zwraca uwagę, że krajowy system ochrony zdrowia jest cały czas łatany.

– To jest coraz bardziej narastający problem i widząc pogłębiający się kryzys budżetu NFZ, on będzie tylko narastał. Chcemy zwrócić na niego uwagę, pokazać, że nie jest wyłącznie naturalnym procesem, są rozwiązania, mamy pomysły. To może trwać lata, aż pojawi się okno Overtona, powstanie ponadpartyjna umowa społeczna – ocenia ekspert.

Jego zdaniem wprowadzenie podatku zdrowotnego uczyniłoby nasz system odpornym na wyzwania przyszłości, związane m.in. z rynkami kapitałowymi czy starzejącą się populacją.

– Jako Polska moglibyśmy być pionierami, wzorcem, byłby to projekt prestiżowy, cywilizacyjnego wybicia się. Nie jest to kompletna mrzonka. Pamiętajmy, że nasz kraj był do pewnego stopnia pionierem, kiedy tworzono NFZ. Wierzę w to, że przy odpowiednich nastrojach politycznych dojdziemy do momentu reformatorskiego – analizuje.

Ekspert dodaje, że jeśli nie zrobimy czegoś istotnego, to rosnące koszty zmuszą nas, żeby ograniczyć państwową ochronę zdrowia, by część tego, co dzisiaj chcemy gwarantować zdrowotnie, naszym obywatelom oddać i zmusić ich do finansowania samodzielnego.

– Jest zjawisko „stomatologizacji medycyny”. Większość usług stomatologicznych musimy finansować sami, komercyjnie. To może stać się z kolejnymi działami medycyny, jeśli nie będziemy w stanie zapewnić odpowiedniego finansowania – tłumaczy Michał Zabdyr-Jamróz.

Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, prezes Spółdzielni PLZ, zwraca uwagę, że w ochronie zdrowia obowiązuje zasada Pareto. Na 17 proc. chorych wymagających najdroższych terapii wydajemy 80 proc. budżetu NFZ. – Logiczne będzie, żeby ich wyrzucić za burtę. To nie są osoby, które będzie chciał ubezpieczyć sektor prywatny, co będzie oznaczało model zbiórkowy – stwierdza.

Przeczytaj także: „Przez uchwałę SN szpitale straciły sposób na wyjście ze spirali długów?” i „Lewica o zdrowie się bije – bez pieniędzy system nie przeżyje”.

Menedzer Zdrowia twitter

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: podatek zdrowotny Jan Oleszczuk-Zygmuntowski szpitale NFZ Michał Zabdyr-Jamróz Sebastian Sikorski Maria Libura