Powiat – chłopak do bicia
– Zabierając środki z Narodowego Funduszu Zdrowia na podwyżki, pomniejszamy pulę pieniędzy na leczenie, farmaceutyki, całą politykę lekową – podkreślił Andrzej Płonka, prezes Związku Powiatów Polskich. – Niech państwo, skoro jest takim „dobrym wujkiem” i chce pieniądze przeznaczać na podwyżki, przejmie za to odpowiedzialność – stwierdził.
- Szpitale powiatowe toną w długach, a koszty płac pochłaniają 80 proc. przychodów lecznic powiatowych
- Andrzej Płonka, prezes Związku Powiatów Polskich, wskazał, że decyzje płacowe podejmowane są na szczeblu rządowym, a konsekwencje spadają na samorządy
- – Pieniądze na płace „przychodzą” różnymi drogami, zawsze nie do końca kompletne. Różnice muszą pokryć powiaty – stwierdził ekspert
- Jaki jest efekt takiej polityki? Nietrudno zgadnąć – zadłużone lecznice
- Dziś zadłużenie szpitali sięga 30 mld zł. Jedna trzecia z tego to długi szpitali powiatowych
- Samorządowiec powiedział wprost: – Nie zgadzamy się z taką polityką, bo to jest zwyczajnie nieuczciwe
- I zaproponował inne rozwiązanie. Jakie?
– Dziś płace pochłaniają ponad 80 proc. przychodów szpitali. Jaka w tym jest wina samorządów czy menedżerów szpitali, jeżeli decyzje dotyczące wynagrodzeń zapadają poza nami w Trójstronnym Zespole ds. Ochrony Zdrowia – pytał prezes ZPP 21 kwietnia w trakcie konferencji prasowej „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie”.
Samorządowiec wyjaśniał, że to rząd i parlamentarzyści podejmują takie decyzje, a urzędnicy w regionach muszą je wykonać.
– Oczywiście potem pieniądze do lecznic przychodzą różnymi drogami, ale one raz są większe, raz mniejsze. Nigdy nie są do końca kompletne, w związku z czym samorządowcy dosypują do systemów szpitalnych różnymi sposobami. Jak nie dosypiemy, to szpitale się zadłużają. Efekt tego widzimy dziś, kiedy mówimy, że przynajmniej 50 naszych placówek jest w takiej sytuacji, że w zasadzie powinny się zamknąć – zaznaczył ekspert.
Niwelujemy długi, a gdzie pieniądze na rozwój?
Prezes Związku Powiatów Polskich przyznał, że tak dłużej się nie da.
– Szpitale muszą się cyfryzować. Dzisiaj mówi się o tym, że cała obsługa placówek medycznych musi być zinformatyzowana, ale skąd na to brać środki finansowe? – pytał Płonka.
Na tym jednak nie koniec. Jako osobną kwestię wskazał wynagrodzenie pielęgniarek. – Od tej grupy zawodowej płynie przekaz, że powiaty są przeciwne podwyżkom. Chcę to wyraźnie powiedzieć – żaden powiat nie jest przeciwny temu, żeby panie pielęgniarki dobrze zarabiały. Mówimy, że dzisiaj dostają godne wynagrodzenie, ale o lepszych zarobkach decyduje rząd, a nie regiony – wskazał.
Na podwyżki pieniądze znaczone, nie z umów z NFZ
Andrzej Płonka podkreślił, że powiatom chodzi o coś zupełnie innego niż kwestia wysokości wynagrodzenia pielęgniarek.
– Mówimy o sytuacji zupełnie odmiennej. Jeżeli mamy dać środki finansowe na podwyżki, to dawajmy je nie z worka Narodowego Funduszu Zdrowia, ale z budżetu państwa. Niech państwo, skoro jest takim „dobrym wujkiem” i chce pieniądze przeznaczać na podwyżki, przejmie za to odpowiedzialność – powiedział ekspert.
– Zabierając środki z Narodowego Funduszu Zdrowia, pomniejszamy pulę pieniędzy na leczenie, farmaceutyki, całą politykę lekową, na wszystkie sprawy, o których już wcześniej wspomniałem, i tych środków nie mamy tam, gdzie trzeba je dołożyć – zauważył.
A może system trzeba zmienić?
– Samorządy mają ograniczenia. A my zamiast realnych pieniędzy słyszymy, że to powiaty i dyrektorzy nie potrafią zarządzać szpitalami. To chcę powiedzieć, że jeżeli tak jest, to jak mamy rozumieć fakt, że na mniej więcej 30 mld zł długu wszystkich szpitali w kraju ok. 10 mld zł to długi szpitali powiatowych, a cała reszta to długi lecznic wojewódzkich i klinicznych. To nigdzie, na żadnym szczeblu nikt nie potrafi zarządzać lecznicą? – pytał Płonka.
– A może to jednak system jest do zmiany? Może się nie sprawdził. Mamy z nim do czynienia od roku 2002, kiedy rząd Leszka Millera ten system scentralizował. W kolejnych latach lecznice się zadłużały, pieniądze były dokładane, szpitale oddłużane i znów się zadłużały, aż doszliśmy dzisiaj do 30 mld zł długu. Dzisiaj mamy stan nabyty, a narracja jest taka, że sami jesteśmy sobie winni – podkreślił ekspert.
Andrzej Płonka podsumował: – Obecnie słyszymy, co się dzieje ze szpitalem w Leżajsku. A to niejedyna taka lecznica. Jestem ze Śląska i wiem, jaka sytuacja jest u nas w regionie – szpital w Żywcu na pewno w maju ogłosi upadłość. To samo czeka placówkę w Puławach. Na tym nie koniec, a w kolejce stoją dzisiaj przedsiębiorcy, którzy chcą swoich pieniędzy. Na końcu ktoś ten rachunek będzie musiał zapłacić. Najlepiej powiaty, ponieważ one nie mogą się odezwać, nie mogą strajkować. Nie zgadzamy się z tym, bo to jest zwyczajnie nieuczciwe.
Przeczytaj także: „Co czwarta pielęgniarka i każdy ratownik bez lipcowej podwyżki?”, „Szpital to nie firma” i „Już ponad 100 szpitali dołączyło do protestu”.
Menedżer Zdrowia


